Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
21 24
-

Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
avatar Granito
0 / 0

A tam, gadanie... zależy kogo się pociesza, w jaki sposób i z jakim skutkiem ;)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S Sasame
0 / 2

@Granito
Mówię przez pryzmat własnej osoby. Dla mnie to koszmar, także dlatego.że osoba "szukająca pocieszenia" nagle uznaje za właściwe, by naruszyć moją "przestrzeń osobistą", moczy ubranie łzami i tak naprawdę nie chce od Ciebie realnego działania - masz stać, dać się moczyć i mówić nonsensy w stylu "wszystko będzie dobrze".
Powiem Ci prawdę, choć wyjdę na su.kę. Jakieś kilka tygodni temu umarł mój brat i ilekroć rodzice płaczą, ewakuuję się z pokoju. Dla mnie to niezręczne i nie wnosi realnej wartości.
Sama, kiedy mam problem, miast dawać się innym "pocieszać", staram się go jakoś zneutralizować, bądź rozwiązać. Pocieszanie innych jest jak rozmowa o pogodzie, jak dla mnie - w gruncie rzeczy bezsensowne, nic nie wnosi, a ma za zadanie jedynie stwarzać sztuczne pozory "więzi"...
Ale jestem "starym" cynikiem. Wybacz. Pozdrawiam.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Granito
+1 / 1

@Sasame Bo nie ma sensu pocieszać ludzi po czymś, co jest już skazane na porażkę. Jeśli Twoi rodzice reagują płaczem na myśl o Twoim zmarłym bracie to jedyne, co może pomóc w takich sytuacjach to bycie przykładem siły dla nich i postawienie ich przed faktem dokonanym. ( wiem, to brzmi chamsko, ale to naprawdę pomaga) Dam Ci teraz przykład z mojego życia: (co też będzie chamskie z mojej strony, mi nikt bliski nie zmarł na szczęście i nie mam dobrego przykładu) siostra znalazła naszego kota martwego. Płakała po nim każda kobieta u mnie w domu. Ja jedynie zachowałem spokój i całkiem neutralnie tłumaczyłem, że jest w lepszym miejscu, a ich zachowanie traktowałem jak "dziwne", aby same tak to potraktowały. Prosty trik psychologiczny. Szybko przeszedł im płacz, choć niedługo potem znów się zaczęło, ale ja nie powtarzałem się już. Wytłumaczyłem wszystko logicznie i na spokojnie. Wracając do tematu: jeśli ktoś traktuje Cię jak chusteczkę do ocierania łez to w delikatny sposób trzeba wytłumaczyć, że wystarczy już płaczu i trzeba zadbać o to, co można poprawić, by nie zaniedbać tego. Żałoba sama w sobie ma szlachetny cel, ma ukazać stratę bliskiej osoby, ale nic w nadmiarze nie jest dobre. Tak samo jest z okazywaniem smutku po kimś bliskim - nie można się w to zatracać, ale należy też pamiętać, że każdy ma inny próg bólu (w tym tego psychicznego) i jedna osoba musi się wypłakać nawet i pół roku, a innej wystarczy chociażby tydzień. Ty jak mniemam zaliczasz się do tych, która nie widzi sensu w głębokiej rozpaczy. Ja też. Chcę, aby po mojej śmierci ludziom pojawiał się uśmiech na twarzy, nie żeby łzy zalewały oczy. Pocieszanie innych nie pomaga. Pomaga wspieranie i doradzanie, choć i to drugie często zawodzi (mam przykład znajomej, której przez rady koleżanek nie ułożyło się z chłopakiem). Więc, wnioskując: pocieszanie to pomoc doraźna - to jak masowanie złamanej ręki. Trzymanie w sercu żałoby nie wpływa dobrze na zdrowie psychiczne, człowiek zwyczajnie przez to cierpi, a zmienić już tego nie może. Więc widzisz, droga Sasame, że masz wiele racji w tym, co mówisz, choć pozwoliłem sobie to troszkę rozpisać ;) Również pozdrawiam.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem