Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
160 169
-

Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
S singri
+3 / 3

Kąpiel tak, ale chłodna i stopniowe dolewanie ciepłej wody.
Jeśli dobrze pamiętam, to powinno się startować od 10 stopni i pooowoooluuutkuuu zmierzać w górę.

Ale opatulenie kocami bezpieczniejsze, zwłaszcza jeśli ratowany traci przytomność. Można też napełnić dwie duże butelki ciepłą (nie gorącą!) wodą. Jedną ułożyć między nogami, a drugą na klatce piersiowej, niech zmarznięty obejmuje ją dłońmi.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Wertyko
0 / 0

@singri
Koc, poza tym zawsze możesz położyć się z poszkodowanym. Termos między nogi? Raczej Ci nie pozwoli, szybciej na brzuch.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Cascabel
+1 / 1

@singri analogicznie postępuje się przy gorączce. Ciepła woda do wanny, stopniowe dolewanie zimnej.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar maksiking9
+2 / 2

@Cascabel Po co dolewać zimnej skoro sama wystygnie?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Cascabel
0 / 0

@maksiking9 by było nieco szybciej. Jasne, zależy od wanny, ale jakoś nie widzę dziecka które źle się czuje i leży w wannie ponad godzinę...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar maksiking9
+1 / 1

@Cascabel Myślę, że dziecko, które nie chce iść do szkoły będzie siedziało i 6h w takiej wannie :D

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Cascabel
0 / 0

@maksiking9 z tym że najwyżej gorączkują takie, które nie chodzą jeszcze do szkoły. Tak patrząc na mnie w dzieciństwie i na znajome dzieciaki, to raczej pada na okres przedszkola. Potem wchodzi choroba 1-2, maks 3 razy do roku. Swoją drogą: jakoś zawsze 2 z tych chorób trafiały się na ferie albo początek wakacji ;(

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 2 razy. Ostatnia modyfikacja: 12 stycznia 2020 o 15:40

S singri
0 / 0

@Wertyko Między łydki... A położenie się z poszkodowanym bardziej sprzyja nagrzaniu koca niż poszkodowanego.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Wertyko
0 / 0

@singri
Taka jest procedura, nie ja wymyśliłem. Wymyślili ją GOPRy, także ich trzeba by zapytać o doświadczenie w pierwszej pomocy z takimi przypadkami. Bo w ambulansie wyciągasz kroplówkę z termoboksu ("lodówka", tylko że podgrzewająca płyny) i wlewasz w krwiobieg. Potem w szpitalu można dalej rozmrażać kogoś krążeniem pozaustrojowym.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S singri
0 / 0

@Wertyko Ja czerpię wiedzę na ten temat z książki: "Pierwsza pomoc w warunkach ekstremalnych" autor: Tom Schimelpfenig, "Od 1973 roku przeprowadza szkolenia w zakresie pierwszej pomocy na łonie natury, a od blisko trzydziestu sam bierze udział w akcjach ratunkowych (książkę napisał w latach 90).

Autor wyczerpująco wyjaśnia mechanizmy prowadzące do hipotermii, jej objawy i stopnie głębokości. A oto co pisze o ratowaniu poszkodowanego w przypadku lekkiej hipotermii:
"Przebierz pacjenta w suchą odzież. Załóż mu czapkę, aby ciepło nie uchodziło z głowy i szyi. Podaj ciepły napój."
"Gorące napoje stanowią źródło ciepła, płynów i cukru. Jednak przy ich podawaniu pacjent powinien być przytomny, trzymać kubek i sam z niego pić."
"Jeśli po podaniu ciepłych napojów i prostych przekąsek typu batonik czekoladowy, pacjent się rozgrzał, można mu podać pełny posiłek. Osoba zmęczona i odwodniona jest szczególnie narażona na ponowne wystąpienie hipotermii (...) Najlepiej, gdy rozgrzany, nakarmiony i nawodniony pacjent dobrze się wyśpi w śpiworze."
"Praktyka dowodzi, że owinięcie w śpiwory jest dużo skuteczniejsze niż ogrzewanie ciepłem drugiej osoby. Zapięcie śpiwora z dwoma osobami może nastręczyć sporo trudności (...) dość prędko sama odczuje zimno i zmęczenie. Fachowcy spierają się co do ilości ciepła przekazywanego za pomocą techniki "ciało do ciała"; niektórzy twierdzą nawet, że jest ona stosunowo niewielka. W rzeczywistości druga osoba w śpiworze przyczynia się raczej do nagrzania samego śpiwora, a nie pacjenta. Jeśli już zdecydujemy się na zastosowanie tej metody, osoba rozgrzewająca powinna mieć na sobie przynajmniej cienką warstwę odzieży i być po obfitym posiłku, który zapewni stały poziom energii."

Jest też dokładnie opisane, jak zdaniem autora należy opatulić pacjenta i jak użyć butelek z ciepłą wodą bądź okładów rozgrzewających, ale komentarz chyba i tak jest za długi.

Nie mam powodów, by nie wierzyć autorowi. Ty zapewne nie masz powodów, by wątpić w swoje źródło informacji. A ponieważ żadne z nich nie przekazuje niedorzecznych, ani szkodliwych rad, nie ma większego znaczenia w co będziemy wierzyć.

O odmrożeniach też jest sporo. Swoją drogą - co mówią GOPRowcy o odmrożeniach? Tod zaleca nie rozmrażać urazu, dopóki nie będziemyw stanie zrobić tego skutecznie, a za najlepszą metodę uważa ogrzanie w dobrze ciepłej wodzie (ok. 38 stopni). "Wielu ludzi, włącznie z autorem tej książki, przebyło wiele kilometrów z odmrożonymi stopami, aby dotrzeć do miejsca, w który mogli ogrzać kończyny skutecznie." Ciekawa jestem różnic i zastanawiam się, z czego one wynikają...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Wertyko
0 / 0

@singri
Patrząc na historię tego Pana i doświadczenie, to jest bardziej odpowiednia osoba do nauczania. Ma on pewnie bardzo duże doświadczenie w takich przypadkach i myślę, że jest bardziej kompetentny.

Różnice wynikają z różnych strategii działania i celów, a także doświadczenia. Żołnierz inaczej udzieli pomocy, niż ratownik cywilny. To samo GOPRowiec. Bo mają różne cele i różne doświadczenie.

Dla przykładu: Żołnierz jest uczony w pierwszej kolejności zaopatrzyć wnikliwego badania najpoważniejsze urazy i stosować na masywne krwotoki opaskę uciskową. Ratownik cywilny najpierw zbada, potem zaopatrzy, unikając opaski za wszelką cenę.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S singri
0 / 0

@Wertyko Z mądrym to i podyskutować przyjemnie, ale chyba nam się temat wyczerpuje :D

Czy bardziej kompetentny, to nie wiem, GOPRowcy mogą mieć nowsze informacje, może bardziej aktualne...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Wertyko
0 / 0

@singri
Mi również miło podyskutować. :-) Skoro się wyczerpuje, to pora na konsensus. :-D

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w dziedzinie ratownictwa podstawowe reguły się dużo nie zmieniają. Zmienia się sprzęt. Kiedyś uczono reanimować 15:2, dzisiaj 30:2. Czy jest to duża zmiana? Nie. Czy pierwszym wzorem da się kogoś uratować? Z pewnością. Ważny jest cel i efekt, nie metoda. Na tym opiera się medycyna ratunkowa. ;-)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem