Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
371 388
-

Zobacz także:


Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
avatar Ixpire1234
+3 / 5

Jest. Widziałam, słyszałam, doświadczyłam.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Rhanai
-2 / 8

przemoc w dowolną stronę zwykle tak wygląda, czy to stosowana przez kobietę, mężczyznę, czy rodziców. Jeśli gdzieś toczy się awantura, to najbardziej prawdopodobną reakcją jest walnięcie pięścią w ścianę, żeby się zamknęli. Mnie najbardziej dziwi nawet nie zachowanie sąsiadów, co zachowanie ofiar. Jeśli facet by mnie uderzył, w ciągu trzydziestu sekund byłabym w drzwiach, następnym razem pojawiłabym się z obstawą, żeby spakować walizki. A w większości przypadków ofiary pozwalają po sobie jeździć jak po starej szmacie latami. Bo co, bo on/ona się dla mnie zmieni? Każdy ma prawo być zdenerwowany, każdy ma prawo dać mi w zęby? Nie rozumiem. Trudne przypadki są przemocy ekonomicznej, jeśli nie ma krewnych, to nie ma tak naprawdę dokąd iść, ale jeśli ofiara też ma swoje źródło utrzymania, co ją zatrzymuje?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Rhanai
+3 / 11

@Brygid skoro mnie uderzył, znaczy nic dla niego nie znaczyłam, nie miał nawet elementarnego szacunku do mnie jako do człowieka. Dlaczego miałabym być z kimś takim?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Rhanai
+5 / 15

@Brygid ręka mu się omsknęła? Następnym razem z natury byłam niezgrabna i ze schodów spadłam? Nie ma czegoś takiego jak impulsywne danie w pysk ukochanej osobie. Impulsywnie można wrzasnąć parę słów więcej, niż było trzeba, rzucić talerzem w podłogę, nie uderzyć. Jeśli uderzył, nie ma tu już czego szukać, bo tym związku nie ma ani szacunku, ani uczucia, jest prawo własności, a ja nie jestem rzeczą. A jeśli naprawdę żałuje, cudownie, może następnej już nie skrzywdzi.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 20 grudnia 2020 o 23:22

avatar Rhanai
+3 / 15

@Brygid najwyraźniej mamy inne definicje tego, co to oznacza, że drugiej osobie zależy. W moim słowniku jeśli zależy, przemoc nie jest dopuszczalnym rozwiązaniem i w tym momencie nie, nie mam ambicji sprawdzić, czy następnym razem też się zdenerwuje i tylko przyłoży, czy może od razu zabije? Matce też dałbyś w pysk, bo dała Ci szlaban? Jeśli byłam na kogoś naprawdę skrajnie wku*wiona, do tego stopnia, żeby uderzyć, zamykałam się w innym pomieszczeniu i czekałam, aż choć trochę się uspokoję. Jak mówię od początku, nie ma znaczenia, kto kogo bije.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Rhanai
+1 / 11

@Brygid Inny przykład? Dlaczego? Czyżbyś w przypadku matki był jednak w stanie się opanować? To zapewniam, że w przypadku ukochanej kobiety również zdołasz, po prostu musi Ci zależeć na tym wystarczająco. Czy mam możliwość ochłonąć? Nie. TWORZĘ tą możliwość, ponieważ mi zależy. Zależy na tyle, żeby się kontrolować. To naprawdę niewiele. Nie rządzą nami instynkty czy emocje. Mamy jeszcze rozum, który jest w stanie opanować i jedno i drugie, na różne sposoby. Jeśli Twoim niekontrolowanym odruchem jest uderzyć, to chyba nie mamy o czym rozmawiać.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
T tomek_s
+3 / 11

@Rhanai Zawsze mnie zastanowiła, że ktoś ma problem z opinią podobnej do twojej(ja myślę tak samo)
Zdarzało mi się słyszeć od jakieś dziewczyny, że facet ją uderzył i mówiła to z uśmiechem na twarzy a potem przyznawała się, że uderzyła go pierwsza, więc okazuje się że są ludzie, którzy to tolerują lub wręcz ich to kręci.
Byłem też kiedyś z dziewczyną, która gdy coś odwaliła była bardzo zdziwiona, gdy z nią zerwałem bo ona myślała, że ją najwyżej uderzę co by "zrozumiała i tolerowała" (jej słowa).
Kto by przypuszczał, że ludzie, którzy nie uznają przemocy w związku będą kontrowersyjni.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Rhanai
+4 / 10

@Brygid widzisz, a mnie rozwala, że mieszkasz z kimś 10 lat i jest cudownie, po czym przelotna sprzeczka i dajesz mu w zęby. Nie jest to dla mnie ani zrozumiałe, ani akceptowalne i naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego dla Ciebie jest oczywiste i normalne. Właśnie koncentruję się na Tobie, ponieważ próbuję zrozumieć Twój tok rozumowania, który dla mnie jest zupełnie obcy. Nie rozumiem i chyba mi to nie grozi. Ponieważ dla mnie przemoc w związku jest nieprzekraczalną barierą, dla Ciebie ot, całkiem normalnym przypływem irytacji.
@tomek_s prawda? Naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, że to kontrowersyjny pogląd :D
dała facetowi w pysk, dostała co zasiała, nieszczególnie mogła się o to złościć, a widać facet uznał takie wyjście z sytuacji. Próbuję to sobie w jakiś tam sposób sobie przetłumaczyć, idąc stereotypem facetem pewnie nawet nie zachwiało, więc jego poczucie bezpieczeństwa trwało nienaruszone, a ona no cóż, jak wyjątkowo zasłużyła. Naciągana teoria, przyznaję.
w drugim przypadku to już kompletnie nie rozumiem, "zrozumiała i tolerowała" argument siły?! Jakieś kuriozum, chyba, że wyszła z przemocowego związku, gdzie eks spuszczał jej manto co pies szczeknie i tak zjechał jej poczucie własnej wartości, że wydawało jej się, że na inne traktowanie nie zasługuje. W tym przypadku najbliższym ekspresem na terapię. To jedyne wytłumaczenie zgodne z moją logiką, która jak widać wyżej, najwyraźniej nie jest wystarczająca xD

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 21 grudnia 2020 o 9:08

T tomek_s
+3 / 3

@Rhanai Jeżeli chodzi o drugi przypadek to dziewczyna nie była w przemocowym związku ani nie pochodziła z takiej rodziny po prostu zbyt bardzo lubiła klimaty typu "50 odcieni..." itd O tym się nie mówi, ale istnieją kobiety, które chcą być dominowane do ekstremum. Osobiście nawet, gdybym miał przyzwolenie nie kręci mnie napierniczanie kobiety i w żadnej kłótni czy emocjach nie przyszło mi do głowy podnosić na nią rękę. Niestety niektórym klapsy nie wystarczają.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Rhanai
+3 / 9

@Brygid nie, to Ty mnie przerażasz. Można się awanturować godzinami, można rzucać talerzami, nad związkiem można i trzeba pracować, wiele da się posklejać, ale przemoc jest nieprzekraczalną granicą. Szczególnie, jak sam mówisz, że to impulsywne, nie masz nad tym kontroli i w tym momencie absolutnie nie możesz wiedzieć, czy to ostatni raz, bo Twój rozum ma lagi! Nie, życie nie jest czarno-białe, ale są kuźwa granice i naprawdę mnie przeraża, że dla Ciebie to spoko, no może się zdarzyć, kwiaty przyniosę. Może Twoja kobieta pozwala sobie na takie traktowanie, ja nie. Za to sugeruję terapię panowania nad gniewem, przyda Ci się.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 21 grudnia 2020 o 13:12

avatar Rhanai
+4 / 8

@Brygid nie odpisuję, ponieważ nie mamy najmniejszej szansy na porozumienie. Ty uważasz, że przemoc "no każdemu może się przecież zdarzyć", a ja uważam, że nie, nie jesteśmy zwierzętami, żeby bezmyślnie kąsać. Na Twój zarzut o mojej niedojrzałości, płytkości, obrzydliwości poglądów czy co tam jeszcze mi insynuowałeś, mogę Ci odpowiedzieć zarzutem o brak poziomu i dyskusja zaczyna być ad personam, a na wymianę wyzwisk i wycieczki osobiste nie mam ochoty. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz mój pogląd, jeśli nie, to życzę Ci tylko, byś nigdy nie musiał przetestować swojego w praktyce.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Ashardon
+4 / 6

@Rhanai @Brygid Czytając komentarze Rhanai rzadko akceptuję ich treść, ale w tym konkretnym przypadku absolutnie się z nią zgadzam.

Są pewnie nieprzekraczalne granice, niczym horyzont zdarzeń w czarnej dziurze, zza których nie ma już powrotu.

Jedną z takich granic (myślę, że szczególnie dla kobiet, które z natury są słabsze fizycznie) jest nieuzasadnione użycie przemocy przez partnera. Nieuzasadnione, czyli będące efektem ataku, a nie obrony.

Nieraz zdarzało się nam pokłócić, że wióry szły, ale nie wiem, co musiałoby się stać, abym uderzył żonę. Chyba jedynie w sytuacji, gdy (choć to absolutnie abstrakcyjna sytuacja) zaczęłaby bić naszego syna, a ja stanąłbym w jego obronie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+4 / 6

@Brygid Moim zdaniem myślenie @Rhanai jest genialne w swojej prostocie. Uważam, że nie wolno robić sobie furtek w głowie dla takiego zachowania i ona ich nie ma. Tak po prostu brak w opcjach rozwiązań przemocowych, bo przemoc = brak związku. Bardzo dobre założenie, bo nie jesteśmy oprawcami, a jednocześnie stanowczo zareagujemy na przemoc wobec nas.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K kepilif
+1 / 3

@Brygid Wolałbym abyś napisał/a "Nie mogą uderzyć nawet najlepsi przyjaciele, bracia, siostry, rodzic dziecko, dziecko rodzica. Jeśli bardzo żałuje swojego zachowani i stara się go naprawić można wybaczyć. Życie nie jest czarno białe etc.

Rzecz w tym, żeby negować każdą przemoc, uznawać za niedopuszczalną, a wybaczenie czy szanse jako możliwość, coś co może się zdarzyć.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+2 / 4

@Brygid To co piszesz to czepianie się słówek, bo rodzajów przemocy jest wiele, a o jaki rodzaj niedopuszczalnej jej zdaniem przemocy zaznaczyła wyraźnie. Dla mnie przekaz jest zrozumiały.
Wcale też nie chodzi o to, żebyś się z nią zgadzał. Wystarczy zrozumieć tok myślenia, który wcale nie jest głupi. Ona ma furtkę dla rzucenia talerzem o podłogę, albo do powrzeszczenia na siebie, a Ty na wybicie partnerce zębów, albo złamanie jej nosa pod wpływem impulsu. Masz prawo do swojego zdania, chociaż ono mnie osobiście trochę przeraża.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+1 / 3

@Brygid Pod wpływem impulsu nie wiesz jak uderzysz. Możesz zrobić realną krzywdę kiedy nie panujesz nad sobą, a adrenalina potrafi dodać dużo siły. Dlatego wcale nie przesadzam mówiąc o wybitych zębach czy złamanym nosie. Jak masz "zawieszkę" samokontroli może stać się wszystko, a tego każdy ma prawo się bać i ze związku wycofać. Wcale to nie świadczy o byciu złym człowiekiem, tylko o rozsądku.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
0 / 2

Tobie rece opadają? Bicie drugiej osoby to wypadek? Stawiam na dziwny język.
Może rozmawiasz z idealistami, którzy nie jedno przeżyli i nauczyli się stawiać granice. Może warto się zastanowić dlaczego akurat tutaj?

Jakby mój facet mnie uderzył w nerwach szybko przestalibyśmy być parą. Przede wszystkim dlatego, że straciłabym poczucie bezpieczeństwa w związku. Skoro mój partner w sytuacji kryzysowej przestał umieć nad sobą panować może stanowić zagrożenie również dla dzieci. Szczególnie, że to ma podłoże impulsywne więc nie wiadomo czy to ostatni raz. Rhanai pisała też, że nie można już czuć się bezpiecznie przy osobie mającej umysłowe lagi. To nie ze stanowczo reagującą ofiarą bicia jest coś nie tak, tylko z oprawcą.

Jeśli to ja miałabym bić w nerwach to chyba tylko wtedy gdy wiedziałabym, że między nami i tak wszystko skończone. Jednak nawet tego nie jestem pewna, bo nie chciałabym sobie brudzić ręki gębą jakiegoś śmiecia.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+1 / 3

W Twoich wypowiedziach też mnie rozwala nazywanie przemocy "tylko uderzeniem" albo co gorsza "wypadkiem", albo teraz napisałeś, że to ja zniszczyłabym związek, a to zupełnie odwrotnie to uderzający mnie go niszczy. Moim zdaniem odwracasz kota ogonem, z ofiary robisz winnego. Dla mnie to absurdalne i przerażające.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+1 / 3

No właśnie to jest nie do zaakceptowania dla mnie, żeby nazywać impulsywne uderzenie wypadkiem.
Obwinianie ofiary za rozstanie tylko dlatego, że to ona podejmuje decyzję. Po prostu absurd goni absurd. Rozumiem co mówisz tylko tego nie akceptuję. Nazywam też rzeczy po imieniu, uderzenie = przemoc, napastnik (uderzający)-ofiara (uderzony). Nie podmieniam właściwego nazewnictwa, żeby sobie trywializować problem. Nie ważne czy to ja czy nie ja będę napastnikiem, ofiara ma prawo ze związku się wycofać. Chcenie czy nie chcenie napastnika nie ma tu nic do rzeczy. Robisz coś to licz się z konsekwencjami, a nie żądaj ułaskawienia i drugiej szansy.

Partnerowi można pomóc, nawet trzeba, bo czasem sam sobie nie poradzi. Jeśli jedna ze stron zaczyna tracić panowanie nad sobą, kłóci się o byle co, krzyczy na dzieci pod byle pretekstem to sygnały, że trzeba interweniować, bo coś się dzieje niedobrego. Jednak każdy musi znać granice drugiej strony np. zdrada seksualna, przemoc fizyczna, za którą już nie ma związku.



Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+1 / 1

Nie wyobrażam sobie związku z awanturującym się facetem. W pewnym momencie dostałby ultimatum, albo powie co się dzieje i staramy się coś z tym zrobić, albo długo tego nie wytrzymam i się rozejdziemy. Doprawdy nie czuję potrzeby lania w mordę. Takiego traktowania oczekiwałabym z drugiej strony. Jeśli sama ze sobą nie umiem dojść do ładu to jest obok mężczyzna, który rozumie i pomoże. Nie czekamy aż się ciśnienie skumuluje do momentu wybuchu, bo skuteczni możemy być tylko kiedy panujemy nad sobą. Jeśli jednak jedna ze stron jest niereformowalna to trudno, koniec budowania patologicznego związku.

"Z jednej strony naprawde smuci mnie to co mówisz, z drugiej naprawde Ci zazdroszcze, bo skoro stac Cie na takie myslenie, to musisz miec naprawde cudowne zycie."
Nie wiem przez co przeszedłeś, żeby dojść do takiego wniosku. Moje "dorosłe" życie uważam za normalne, a związek za zdrowy. Czy moja normalność jawi Ci się jako cudowność?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+1 / 1

A ile razy mam dawać do zrozumienia, że to bijący jest napastnikiem? Magluje to w każdym poście i jeszcze Ci mało? W moim myśleniu nie ma miejsca na przemoc fizyczną, na TYLKO uderzenie ani wypadki typu: "Jakoś tak mi ręką leciała w Twój policzek, przysięgam to był wypadek!" Tak, masz rację, że krzyk jest formą ataku, ale bronimy się też w pewnych granicach. Na krzyk odpowiedz krzykiem, sprzeciwem przeciw zarzucanym argumentom, albo skul uszy, przeproś i obiecaj poprawę. W ostatnim poście napisałam wyraźnie, aby dać do zrozumienia, że sobie nie życzymy być workiem treningowym do wyładowywania złości. Jednocześnie zaproponować pomoc w rozwiązaniu problemu. To jest właśnie okazanie partnerowi, że Ci na nim zależy, a jednocześnie wymagamy respektu. Nie działa? "Jeśli jednak jedna ze stron jest niereformowalna to trudno, koniec budowania patologicznego związku." A co do Twojej hipotetycznej historii to patologia zaczyna się już w pierwszym zdaniu "Sytuacja: jedna strona notorycznie krzyczy i obraza druga." NIE dopuszczamy do takiej sytuacji. Interweniujemy wcześniej jak napisałam "Nie czekamy aż się ciśnienie skumuluje do momentu wybuchu..." Nie ważne czy ta krzycząca strona ma ku temu powód czy nie. Nie walczymy z patologią jeszcze większą patologią.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+1 / 1

@Brygid @Brygid Zawsze używam opcji "odpowiedz" myślałam, że @login jest wpisywane automatycznie.

Na Twoje wątpliwości co do przemocy psychicznej znów mogę odpowiedzieć cytatami z moich własnych wypowiedzi: "W pewnym momencie dostałby ultimatum, albo powie co się dzieje i staramy się coś z tym zrobić, albo długo tego nie wytrzymam i się rozejdziemy." "Nie działa? "Jeśli jednak jedna ze stron jest niereformowalna to trudno, koniec budowania patologicznego związku." Nie walczymy z patologią jeszcze większą patologią." Nie warto karmić patologii swoją miłością i zaangażowaniem, a już w zupełności myśleć, że się coś samo zmieni, samo przejdzie jeśli problem ma charakter przewlekły. Tu kolejny cytat ze mnie: "Na krzyk odpowiedz krzykiem, sprzeciwem przeciw zarzucanym argumentom, albo skul uszy, przeproś i obiecaj poprawę." Tu zaznaczyłam konieczność przemyślenia czy ta "znów awanturującą się głupia osoba" nie ma racji. To jest też bardzo ważne, bo albo będziesz miał (w swoim mniemaniu) rację, albo związek. Marnowanie czasu i energii na budowanie relacji z kimś z kim nie da się budować nic na dłuższą metę jest bez sensu. Dlatego żadna ze stron nie ma znosić psychicznego terroru w domu tylko go jak najszybciej przerwać.

Dziwi mnie trochę to pytanie o feminizm. Cały czas powtarzam o ucinaniu nieporządanych zachowań u obu stron. Nie wiem skąd sugestia, że daje kobiecie prawo do znęcania się psychicznego nad partnerem. Na dowód znów się zacytuję "Nie wyobrażam sobie związku z awanturującym się facetem. W pewnym momencie dostałby ultimatum, albo powie co się dzieje i staramy się coś z tym zrobić, albo długo tego nie wytrzymam i się rozejdziemy. [...] Takiego traktowania oczekiwałabym z drugiej strony."

Czy jestem feministką? Ciężko mi zdefiniować współczesny feminizm, bo za dużo w nim feminazizmu. Jedynie co chciałabym zobaczyć w Polsce to pomoc kobietom w powrocie do pracy po ciąży. Skoro płacimy i tak absurdalnie wysokie podatki w stosunku do zarobków to powinien być lepszy dostęp do bezpłatnych przedszkoli i żłobków również dla studentek. Zmieniłabym tez prawo nakładające obowiązek na pracodawcę płacenia za zwolnienie macierzyńskie. Przez to młode kobiety mają problem z zatrudnieniem, bo pracodawcy boją się, że taka zaraz zajdzie w ciążę. To są moje typowo feministyczne poglądy.

A relacje domowe? Niech każdy robi to co umie najlepiej. Skoro lepiej sprzątam i zarządzam domowymi finansami to lepiej żebym to ja robiła, a mój facet wozi mnie samochodem jak potrzebuję, załatwia sprawy urzędowe i nie tylko, wywierci dziurę w ścianie, odkręci słoik ;)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+1 / 1

@Brygid Też dziękuję za tą rozmowę. Daje mi to możliwość patrzenia na pewne zagadnienia cudzymi oczami. To bardzo ciekawe jak różne osoby patrzą na to samo, a widzą coś innego.

Co do tych przedszkoli i żłobków to biorę pod uwagę stan podatków w Polsce. Wychodzę z założenia, że albo wysokie podatki i duża pomoc państwa, albo niskie podatki i mała pomoc państwa. Więc skoro podatki płacę wysokie to chcę realnej i skutecznej pomocy, albo za zaoszczędzone pieniądze na niskich podatkach wykupię miejsce w przedszkolu dla dziecka. Tak czy siak widzę problem i wolałabym, żeby feministki zajmowały się takimi rzeczami, a nie jakimiś parytetami w kadrach kierowniczych. No chyba, że chcą parytety w kamieniołomie. To zapraszam panie feministki po kask, kilof i do roboty.

Jejku nie wiedziałam, że ze słoikami to taka poważna sprawa. Widziałam czasem jak się mój mężczyzna spinał, sapał i czerwienił przy odkręcaniu. Następnym razem wezmę otwieracz i tylko go poproszę, żeby przytrzymał słoik. Nigdy się biedak nie poskarżył...oh ja niemądra :(

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
H HRABIA61
+5 / 5

Pewna historia z lat siedemdziesiątych. Otóż jegomość postury pana Norka i żona postury pani Anity Włodarczyk. On nie mógł nigdzie z kolegami po pracy na przysłowiowe piwo bo gdy wrócił to już na progu od razu"lampa". Pewnego dnia kolega zaprosił wszystkich na pępkowe. Nasz jegomość oczywiście nie chciał bo wiadomo..... Ale perswazje kolegów wzięły górę. Po całej imprezce pytanie - jak wrócić do domu? Poszedł jednak, ale spotkanie z "oblubieńcą" było do przewidzenia - lampa na progu i gdzieś był! Chłopina uciekł z domu i siedzi na ławce. Godzina wieczorna podchodzi do niego gość "bez szyi" i pyta gdzie by tu można o tej porze kupić wódkę. Jegomość wysyła "Pudziana" do siebie a sam chowa się w krzaki. Po chwili tamten wybiega z klatki i chce dorwać tego który go oszukał ale nie znalazł. Po około kwadransie jegomość wraca do domu i widzi swoją ślubną leżącą w przedpokoju. Podszedł poklepał po buzi i luba otworzyła oczy. A on do niej w te słowa : jeszcze raz franco mnie uderzysz to ten kolega tu przyjdzie i porządek z tobą zrobi. Od tej pory jegomość miał święty spokój.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Amper80
0 / 0

A później powstał Świat według Kiepskich i znowu przemoc domowa ze strony kobiety. Paździoch i Helena. I to też na Polsacie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem