Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
613 631
-

Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
M milamber84
+10 / 10

@jaroslaw1999 nawet jeśli sama historia jest zmyślona, to sens tej historii jest niestety bardzo prawdziwy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Nace92
+18 / 28

Relacje społeczne leżą i kwiczą.
Co tu dużo mówić.

Osobiście jako jedną z głównych przyczyn wskazałbym rozwój technologii.
Smartfony i internet. Wszystko to sprawiło, że kontakt z drugim człowiekiem przestał być zwyczajnie potrzebny.
Smartfon daje nam kontakt z kim chcemy o każdej porze dnia i nocy, internet to samo plus dostęp do najświeższych informacji, przepis na ciasto z internetu, przepis na zupę z internetu, film z internetu, muzyka z internetu.

Nie jestem wrogiem technologii, ale racjonalnie stwierdzam skutki.
Osobiście sam jestem przykładem jednego z ostatnich pokoleń, które bawiło się na serio na podwórku.
I jestem też przykładem jak komputer zniszczył mi życie towarzyskie na dość wczesnym etapie.
Mam teraz niemal 30 lat i z perspektywy czasu po prostu widzę jak komputer wpłynął na życie ówczesnego 10 latka, który przecież nie mógł znać konsekwencji. Rodzice mówili, prosili, ale wiadomo jak było.
Pewnego dnia człowiek wyszedł z piaskownicy po raz ostatni i już nigdy doń nie wrócił.

A potem już z górki. Pojawiły się smartfony, szybki internet, dostawy online, filmy online, muzyka online...
Pamiętam jeszcze jak na początku gry komputerowe jakoś tam nie przeszkadzały. Póki rozgrywka była offline to się chodziło do kolegów i grało i wszystko było OK. Problem się zaczął z nastaniem ery online.

Wiem, że nie wszyscy temu ulegli, wiem, że z tym dało się walczyć, ale z każdym rokiem coraz trudniej...
Im bardziej ta technologia wchodziła między nas tym trudniej było się temu oprzeć.

No a potem wszedł Facebook, Twitter i inne... i już nie było odwrotu. Nawet Ci zatwardziali konserwatyści, najdłużej opierający się zmieniającemu się światu w końcu wywiesili białą flagę...

Kurła, kiedyś to nawet, żeby gołą babę zobaczyć to musiałeś się postarać. A dzisiaj... odpalasz jedną z wielu dostępnych za darmo stron i jeszcze wybrzydzasz i pół godziny szukasz do czego sobie strzepać...


Takie czasy.
Drugi człowiek przestał być potrzebny. Nie idziesz już do sąsiadki po cukier, bo za rogiem stoi Biedronka, Lidl, czy inna Stokrotka. A jak już to w ostateczności sobie online zamówisz.



Inna taka teoria jaka mi się nasuwa to wszędobylskie "bezpieczeństwo". Wydaje mi się, że jesteśmy zwyczajnie zastraszeni. Silne relacje społeczne to dla władzy problem. Słynne dziel i rządź.
Ja myślę, że trzeba też w tym upatrywać przyczyny.
Nasza rzeczywistość idzie w kierunku permanentnej kontroli, na którą się godzimy, bo nas zwyczajnie zastraszono, że wszystko dookoła jest niebezpieczne. Jak coś jest poza systemem to jest niebezpieczne.
Na wszystko są zezwolenia, pozwolenia, licencje...
To buduje takie nieufne społeczeństwo, my sobie zwyczajnie nie ufamy, bo daliśmy sobie wmówić, że jesteśmy dla siebie samych i wzajemnie niebezpieczni.
Już nawet nie mówię o sytuacji obecnej, bo pandemia chyba tylko dobiła gwóźdź do trumny. Teraz już jesteś nie tylko niebezpieczny, teraz jak się spotykasz z ludźmi to jesteś mordercą.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar fefefka
+12 / 14

@Nace92 to nie technologia. To Polska. Gdy wróciłam do Polski po roku mieszkania poza, miałam m nawyk już, aby mówić wszystkim i wszędzie dzień dobry, proszę i dziękuję - nawet częściej niż gdy jeszcze jako dziecko byłam poszturchiwana przez mamę "co się mówi?" I tak - w urzędzia miasta - zacięte miny, sztywne usta i zero odpowiedzi, chyba , że "tak" lub "nie". Żadnych grzecznościowych odpowiedzi na moje - nic. W pociągu - to samo. Ja wchodzę i widze konduktora i z uśmiechem dzień dobry a on nic. Jakbym nie istniała. Na kazdym kroku udawanie, że się nie widzi drugogo człowieka. Starsi, młodsi, kjażdy. A tu gdzie mieszkam? Ludzie z mojej wsi pokazujuą mi cześć jak mijają mnie czy męża samochodem i nie mogą porozmawiać, jak mijam się z biegaczami to pokazują palec wskazujący - lokalny znak na cześć. Każda mijana, znana czy nieznana osoba mówi dzień dobry. Wielu przy tym się uśmiechnie. Powroty do Polski są zawsze zderzeniem się ze ścianą nieprzychylności.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Nace92
+2 / 2

@fefefka Jest sporo prawdy w tym co mówisz.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A agronomista
0 / 0

@mietek_obszczymur Znam ludzi którzy pracują w korporacjach i wcale nie robią po kilkanaście godzin dziennie. W zakładach np. na produkcji pracuje się czasem i więcej, bo ludzie często robią nadgodzin. Dawniej nie było też wolnych sobót i ludzie pracowali jeszcze więcej i jeszcze więcej nie było ich poza domem. Nie ma co się dopatrywać w tym załamania relacji międzyludzkich. Ja jestem zdania, że relacje się popsuły, bo mogły się popsuć. Kiedyś znajomych trzeba było mieć aby przetrwać, by coś załatwić, by pomogli przy opisywanym remoncie, by pomogli wnieść meble, przypilnowali dzieci itp. Zaś jak ludzie się usamodzielnili to przestali sztucznie utrzymywać te relacje, bo pragmatycznie przestały być one dla nich zyskowne.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
G konto usunięte
+1 / 13

Też bym nie przyszedł na parapetówę. Pracuję dużo, właściwie wracam do domu aby się przespać, więc kwalifikowałbym się do tych co to "na pewno w domu są, ale nie otwierają". Potem w skrzynce zaproszenie na parapetówę od kogoś, kogo nie widziałem na oczy i impreza w nocy.
I tutaj następuje cudowne odwrócenie ról. Kiedy nowa dobija się za dnia do mieszkań, to słyszy jak ktoś mruczy w środku. A kiedy młoda urządza imprezę z muzyką, to już na pewno tej muzyki nie słychać. Nie wiem, jak w innych blokach. U mnie, kiedy słucha się muzyki na 15-20% głośności, bardzo wyraźnie słychać wszystko na klatce schodowej i to za dnia. Wieczorem na bank niosłoby się po mieszkaniach.

Narzekacie, że macie prawie 30 lat @Nace92 i pewnego dnia wyszedłeś z piaskownicy? To chyba dobrze. Ile byś chciał w niej siedzieć. A dzieciaki bawią się na dworze, jak wcześniej. Kto ma, ten wie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
N niewyimaginowany87
+5 / 7

Policja wpadła o 20, to nie jest noc, chyba ze dla kogoś kto musi wstać o 3 rano.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
F konto usunięte
0 / 4

@niewyimaginowany87
Dla twojej informacji: nie ma granic godzinnych. Jest wtargnięcie do cudzej własności. Twoja muzyka, twoje grzenie się z jakimś typem- twoja sprawa. Twoje dźwięki mają zostać w twojej norze. Nikt nie ma obowiązku ciebie i twoich hałasów wysłuchiwać. Chcesz się bawić jazda do klubu, na działkę lub uszczelnij mieszkanie. Moje mieszkanie moja sprawa. Baw się na swój rachunek, a nie ceną mojego spokoju czy snem. A jak cię nie stać: to się nie bawisz. Szukasz pobliskiego lasku i tam daj upust swoim... chęciom.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
N niewyimaginowany87
+1 / 1

Tylko dużo zależy od tego co definiujesz jako hałas, bo mam w robocie gościa co potrafi go wkurzyć tykanie zegara albo że sąsiad miał katar i głośno kichał, we wszystkim trzeba mieć umiar.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Mizantropix
+13 / 19

Wow! Ktoś odkrył, że ludzie to uje i podłe mendy czerpiące radość z gnojenia i uprzykrzania życia innym, żeby choć przez chwilę poczuć się kimś lepszym od sąsiada, któremu się doyebało, a potem spokojnie powrócić do użalania się nad sobą w swojej podłej egzystencji aż do następnego razu. Na takie łajzy trzeba uważać bardziej niż na zakażone wścieklizną, dzikie zwierzęta.

Nieśmiertelnie aktualne.

https://youtu.be/V2sedTLIRWU

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar polm84
+6 / 6

Zalerzy gdzie trafisz, ale czesto, to jest poprostu Norma.... Ja mieszkam w tym samym domu ponad 4 Lata. Znam sasiadow "przez plot" ale tylko na taka rozmowe przez plot I grzecznosciowe "dzien dobry" na ulicy. Innych sasiadow to z widzenia kojaze, to mowie "dzien dobry" nawet nie wszyscy odpowiedza.... Jest w sumie tylko 1 rodzinka co tam naprawde jak ma chwile to pogada I jest szczerze uprzejma...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar koszmarek66
+4 / 8

Jedź do zachodniej Polski. Tu łatwiej można spotkać sympatycznych ludzi.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Nace92
-4 / 8

@koszmarek66 Chyba odwrotnie.
Na wschodzie ludzie jeszcze pamiętają jak się kiedyś żyło.
Niestety bogactwo zmienia ludzi. Tam gdzie jest biedniej, jest jednocześnie tak jakoś bardziej "ludzko".

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E Ela90
0 / 0

No chyba nie wszędzie na zachodzie są sympatyczni ludzie. Ja mieszkałam tam parę lat w bloku. Sąsiadka z góry ( polka, była koleżanka większości polek z osiedla) wyzywała moje dziecko i plotkowała na mnie z sąsiadką z naprzeciwka( Chorwatką, stara baba, największą plotkara osiedla). To były dwie najgorsze jędze na osiedlu. A problem miały głównie taki ,że każdy tam musiał sprzątać swoje piętra. Więc co drugi tydzień sprzątałam. Ta z naprzeciwka zawsze w soboty. A mi pasowało w poniedziałki. To nie raz słyszałam że nic nie robię,a ona stara kobieta robi. Więc pewnego dnia wyszłam z domu i powiedziałam jej że skoro nic nie robię to ma problem bo teraz będzie co tydzień sama to robiła. Od tamtej pory już nie słyszałam nic o sobie. Teraz na szczęście mieszkam znów u siebie, na przedmieściach bez sasiadow

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
L lech2
-5 / 17

Osobiście uważam, że historia skrajnie mało prawdopodobna.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
I Ichna
+5 / 7

eeee a ja dalej chodzę do sąsiadki na kawę, robimy sąsiedzkie grille, odbieramy paczki za siebie jak kogoś nie ma w domu i podlewamy kwiaty podczas wyjazdów.
ps
Jak się planuje gdzieś zamieszkać dobrze zrobić najpierw obchód po sąsiadach, a nie potem płakać. Bo ludzi są różni. Ja nawet jak inwestycyjnie kupuje to też profilaktycznie wcześniej pukam po sąsiadach. Jak się nie zna okolicy to wato też podjechać wieczorem pójść na spacer, o czasem może się okazać że pod oknem mamy notorycznie burdę żuli, choć rano kiedy oglądaliśmy mieszkanie była to tylko niewinna ławeczka.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A alitejophobia
-2 / 2

U mnie w bloku mieszkają Chinki, Hindusi. Nawet nie wiem w jakim języku miałbym się przedstawić. :D

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P poo_oop
+6 / 10

My juz dawno nie jestsmy studentami. Mieszkamy w nowym bloku juz od 4 lat. Jesteśmy po 30stce i mamy małe dzieci. I mogę tylko się cieszyć z takich zajebistych sąsiadów jakich mamy, mimo że są w różnym wieku. Mój sąsiad kawaler, młody chłopak jest zaraz po szkole. zakumplował się z naszą 3 letnią córką. Juz od 3 lat jest jej ulubionym wujeczkiem a naszym dobrym znajomym. Sąsiadka samotna mama, ma córkę w wieku naszej młodszej dziewczynki znamy sie bardzo dobrze....nasze dzieci są małymi przyjaciółkami. Sąsiadom z dołu mąż na sznurku spuszcza wino własnej roboty i czasami warzywa z naszej działki. Myśleliśmy, że dzieci będą takim odstraszaczem dla innych bezdzietnych a tym bardziej dużo młodszych ludzi ale jest na odwrót. Nie mogliśmy trafić lepiej. Więc zapraszamy do nas. Nie jesteśmy zgredami co gadają tylko o dzieciach. Mamy mało czasu ale chętnie spotykamy się z naszymi sąsiadami i gadamy o pierdołach.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R revenge_of_nerds
+9 / 11

Znajomy miał podobną sytuację z paroma sąsiadami. Co chwila wydzwaniali na policję, że niby głośno. Gliniarze przyjeżdżali i sami widzieli, że przecież jest spokój. W końcu za radą policjantów sam zgłosił, że jest nękany bezzasadnymi zgłoszeniami. Od tego czasu spokój.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A arca
+12 / 12

Typowe na tych nowych osiedlach, gdzie się powprowadzali nowobogaccy na kredyt.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S seybr
+7 / 7

@arca to prawda, praca w korpo do tego musi być suv z plastiku. Kredyt na 30 lat. Współczesny niewolnik, każdy wybiera i żyje po swojemu. Drugim typem ludzi dość wku...są miastowi, którzy sprowadzili się na wieś. Oni myślą, że wioska to skansen i panuje cisza. Świat tam zatrzymał się lata temu. Jednemu przeszkadza, że ciągnik pracuje w polu, drugiemu że coś tam śmierdzi. Hit sezonu, pani lekarz przeszkadzało że się jej kurzy. Kolega kosił, jest gorąco to się kurzy. Stwierdziła aby kosił gdy popada. Zero wiedzy na temat rolnictwa. Jeszcze w dyskusję się wdała i kim ona jest. Ona tyle lat się uczyła i chce ciszę. Zjechała go od gamoni. Od spokojnie, że też się uczył i ma doktorat. Faktycznie ma doktorat i prowadzi duże gospodarstwo rolne. Nie raz donosiła, bo ciągnik chodzi, bo suszarnie słuchać. Dość daleko mieszka i suszarnie właściwie nie słuchać. Głośniej jest w mieście przy zamkniętym oknie. Wkurzył się i poszedł na policje i zgłosił nękanie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A arca
+6 / 6

@seybr heh, może to właśnie frustracja ;) zachciało się życia ponad stan, a potem strach i zgrzytanie zębów. Większe mieszkanie lub większy dom to większe koszty. Utrzymanie SUVa też dużo więcej kosztuje, niż auto klasy A, które w zupełności zaspokoi wszystkie potrzeby 90% właścicieli SUVów. Nagle się okazuje, że po zapłaceniu wszystkich rat i rachunków, z pensji zostaje ledwie co. A jeśli o zgrozo w pracy zacznie się psuć, szef ma takiego pracownika w garści. Nie podoba się? To się zwolnij. Ciekawe co na to pani w banku.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S seybr
+1 / 1

Nie lepiej postawić chałupę, jest się panem i władcą. Chce się siedzieć samemu, to się siedzi. Chce się iść do ludzi to idzie. Chce gości to zaprasza. Na wsi blokach czy w domkach każdy się zna. Opisana sytuacja występuje w miastach. Ja rozmawiam z każdym sąsiadem, ale nie oznacza że każdego chce zaprosić do swojego domu. Wiek tu nie gra roli, ale wspólne zainteresowania. Z każdym można pogadać, nawet pomóc.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Ashera01
+3 / 3

Pamiętam jak kilkanaście lat temu przeprowadziłam się ze wsi do miasta. Na wsi byłam przyzwyczajona, że z sąsiadami się rozmawia, czasem organizowane były spotkania towarzyskie, wspólne zabawy z dziećmi. W mieście z grzeczności mówiłam sąsiadom "dzień dobry" i to było wszystko, bo większość nawet na to nie odpowiadała. Zero kontaktu właściwie. Nie narzucałam się, ale brak znajomych w miejscu zamieszkania był dla mnie przykry.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
F farfadea
-1 / 3

@fefefka mieszkam za granicą już 7lat prawie 8 i też tak na początku myślałam, że tak super i wszyscy tacy przyjacielscy. No to żebyście się nie zdziwili jak wasz sąsiad, który się uśmiecha z podobnym uśmiechem dzwoni ze skargą na policję. Twórzmy dalej obraz Polski jako gburów, tępaków i chamów chyba bardzo mocno w to uwierzyliśmy. Osobiście bardziej wolę polską szczerość niż zagraniczne zakłamanie. Jak wracam do Polski to fakt ludzi uśmiecha się mniej ale no cóż życie w Polsce nie dla każdego jest usłane różami. Ale nie zgadzam się z tym stereotypem, że wszędzie za granicą jest super i wspaniale a w Polsce dno i kilometr mułu. Kocham Polskę i uwielbiam Polaków (tych w Polsce, za granicą to trochę inna historia generalnie). Inteligencję, poczucie humoru i narodową cechę kombinatorstwa (tego pozytywnego). Do mnie się ludzie uśmiechają i za granicą i w Polsce, odpowiadają dzień dobry i dowidzenia.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar fefefka
+1 / 1

@farfadea "polska szczerość" to oksymoron. Nie mieszkam za granicą rok, aby mówić, że tylko polska śmierdzi szambem, ale fakt, że lata życia tutaj sprawiły, że mam bardzo ograniczone zaufanie do Polaków, a w pracy to nauczyłam się unikać. Tyle razy dostałam cios w plecy, że mi już starczy. I to właśnie tacy uśmiechający się Polacy, którzy na własne wesela mnie prosili. Po latach wyszło, że od samego początku te osoby robiły mi pod górkę i to zaświadczyła nie jedna osoba. Co zaś do sąsiadów - nie wiem, jak jest w kraju w którym Ty żyjesz, ale u mnie sąsiedzi to grupa która się bardzo jednoczy. Małe społeczności są tu bardzo przyjacielskie. Sąsiedzkie grille, święto danej ulicy, dzień sąsiada współfinansowany przez gminę, festyn w każdej wiosce, mecze piłkarskie, gry w bule. Sąsiedzi przy każdej sposobności się jednoczą i działają razem. Zaś początkową niechęć w jednym z miejsc, gdzie mieszkaliśmy przekuliśmy na "dzięki wam zmieniliśmy zdanie o polakach". Jedna sąsiadka sama zaoferowała się z pomocą, aby pomóc zdobyć hipotekę na dom w dobrych warunkach, inna poszła z nami niby dla towarzystwa do notariusza, a tak naprawdę to była jej znajoma ze szkoły, więc wszystko minęło szybciej i przyjemniej. Tubylcy są tak pomocni, że nierzadko na grupach dla Polaków ludzie opisują to jako narzucanie się. Zero nieszczerości, po prostu życzliwość, do której my nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni. Szukamy sąsiada donoszącego do SB i na Milicję, jak to było jeszcze 40 lat temu.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
F konto usunięte
+2 / 4

Mam gdzieś twoją przekąskę. Ja w mieszkaniu mieszkam. I mam gdzieś, że ty musisz się zabawić. Sprzątam klatkę, przytrzymuję drzwi, nie puszczam pralki po 20. Nie potrzebuję typiary ze słodyczami, która będzie puszczać głośną muzykę "ale na klatce nie słychać" (łot de fak?).
Chcesz się bawić idź do klubu, a jak pandemia najmij czyjąś altankę. Ja po pracy mam odpocząć. Baw się z dala od ludzi.
Twoi rodzice pinowali dzieci a nie rozwalali życie sąsiadom.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Rhanai
0 / 0

Trochę to bardzo narodowe. Takie polskie. Za granicą, nie mówię, że wszędzie, tego zgorzknienia jest mniej. Ludzie interesują się, znajomymi, sąsiadami, kolegami z pracy. Nawet, jeśli nie mają wspólnego jeżyka, którym mogą się z człowiekiem porozumieć, to przynajmniej się uśmiechną, przywitają. A u nas? Od najmłodszych lat człowiek się uczy, że jak się uśmiechnie do przechodnia, to najlżejsza reakcja, na jaką może liczyć, to popukanie się w łeb. To z resztą może dostać całkiem za darmo.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M mam2koty
+3 / 3

Ale czego chcesz, ludzie nie potrzebują już tego rodzaju wspólnoty, to się sprawdzało w latach 70-80 ubiegłego wieku. Ci ludzie już umarli, mieszkania zostały posprzedawane czy są wynajmowane młodym. Sąsiedzi na dzień dobry czasem odpowiadają, czasem nie, czasem sami zagajają rozmowę. Czasem mam ochotę nawiązać z nimi relację, a czasem nie. Czasem oni mają ochotę nawiązać ze mną relację, a czasem nie. Fajnie, jeśli oboje jednocześnie mamy ochotę na pogawędkę, jak nie - trudno. Niepotrzebnie się ich czepiasz, zajmij się swoim życiem. Może to tylko tobie się wydaje, że imprezy i muzyki nie słychać. Dźwięk niesie się nie tylko po korytarzu, ale też w pionach - zwróć na to uwagę i nie denerwuj ludzi łomotem. I przestań się im narzucać.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R Ringgurthiel
+8 / 8

Po pierwsze, bajka. Po drugie, jakby mi kto latał po piętrach i na siłę próbował się zaprzyjaźniać, też bym spuściła po brzytwie. A już zaproszenie na parapetówkę... sorry. Normalną rzeczą jest, że "się pomaga". Że jak był początek pandemii i wszyscy starsi ludzie przerażeni siedzieli w domach, to się im robiło zakupy. Że jak wprowadzili obowiązkowe maseczki, to codziennie szyłam jedną i wieszałam na tablicy ogłoszeń - kto chce, niech weźmie. Że nam sąsiad pożyczył prostownika a sąsiadka odkurzacza. Ale żeby się odwiedzać, zapraszać, umawiać? Nie, jak się z kimś bliżej zaprzyjaźnię, to może, ale z samego powodu, że jest sąsiadem? Eee. Życzliwość i pomoc - tak. Skracanie dystansu - niekoniecznie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M Margon_20
+1 / 1

Nie wiem gdzie autorka tego tekstu mieszkała w dzieciństwie, ale też się tam chętnie wprowadzę. Do 18 roku życia mieszkałam w bardzo małym miasteczku na osiedlu z dala od centrum. I wiecie co wszyscy byli tam niezwykle mili, dzień dobry, jak tam minął dzień, no po prostu idylla na pierwszy rzut oka. Ale jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach. Masz nowy samochód możesz się spodziewać wizyty policji bo pewnie jesteś złodziej, albo masz pieniądze z brudnych interesów. Myjesz auto na swojej posesji, będzie donosik. Pies szczeka w nocy, trzeba go uśpić. Nie odpowiesz dzień dobry bo miałeś okropny dzień albo nie usłyszałeś bo masz słuchawki na uszach, no jesteś niewychowywany. I to wszystko ludzie 60+, bo osiedle stare a nikt z młodych tam zostać nie chciał ciekawe dlaczego.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R Rimcem
+1 / 1

Ta, szacunek - powiedz to moim sąsiadom z góry. Ich je**by dzieciak (jakoś 16-17 lat) nakur*ia na perkusji elektronicznej i skacze na macie (takiej do DDR czy Stepmanii) DZIEŃ W DZIEŃ, przynajmniej po 16. W weekendy potrafi od samego rana. Jakiekolwiek próby zwrócenia uwagi kończą się tekstami "młodzież się musi wyszaleć", "jest pan przewrażliwiony, proszę wyluzować" i to obojętnie z którą osobą z tej zas**nej trójki rozmawiam.

Dodatkowo inni sąsiedzi (albo Ci sami) mają kur*a jakieś zombie w domu - zawsze jak idę spać to słyszę odgłosy i nie wiem czy to wycie starszej osoby, czy przemiana innej osoby w zombie czy kur*a koleś ma orgazm 4 godziny - powtarza się to jednak na tyle często, że wybija z rytmu zasypiania - 3 minuty ciszy by wystarczyły, żebym zasnął.

Mając takich sąsiadów ciężko nie stać się bucem

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R romanowitch
+1 / 1

Osobicscie nie jestem zwolennikiem zbyt zazylych stosunkow z sasiadami. Niestety raz sie spazylem na takich zazylosciach. Po nawiazaniu blizszej znajomosci i "zaprzyjaznieniu sie", niektorzy sasiedzi zaczeli wrecz w sekciarski sposob naduzywac dobrosasiedzkich stosunkow. Kiedy w koncu kiedys postanowilem jednemu z sasiadow odmowic, to najpierw wyglosil mi kazanie jak bardzo jest moja postawa zawiedziony, gdyz myslal ze jestem jego przyjacielem, po czym sie obrazil i juz sie do mnie nie odzywal. Oczywiscie stosunki miedzysasiedzkie opisane w tym tekscie sa ekstremalnie negatywne. Nie trzeba sie z sasiadami spoufalac i mozna zachowywac zdrowy dystans, jednak, nie odpowiedziec na zwykle dzien dobry, to zwykle buractwo, nie wspomne o donoszeniu na policje i oczernianiu. Zazwyczaj w takiej klatce schodowej moze zdazyc sie jedna taka szuja, ktora wszystkim zatruwa zycie i jeszcze jest przekonana, ze to jej dzieje sie krzywda, ale zeby wszyscy ....

Odpowiedz Komentuj obrazkiem