Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
2005 2124
-

Komentarze ⬇⬇


Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
avatar rafik54321
+4 / 6

Ten mercedes wcale nie jest taki super. Ok, jest generalnie trwały, ale mercedes w tamtych latach, miał dziwną manię robienia wszystkiego "po swojemu" przez co większość mechaników otwierając maskę mówi wielkie "czo?!" i nie ogarnia jak ten wózek naprawić.
Serio, znaleźć dobrego speca od tych merców, to jak znaleźć białego kruka.
Dodatkowo spasowanie pewnych elementów jest po prostu dramatyczne. Piękny przykład to podszybie. W większości normalnych aut składa się ono z jednego, może dwóch dużych plastików, które można wyjąć w 2min, ale nie w mercu. Tu ich jest koło 10ciu a żaden do żadnego dobrze nie pasuje...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M marucha79
+7 / 9

@rafik54321 Wychodzi, że mechanicy to debile. Ja na szczęście jestem tylko amatorem, który od zawsze sam naprawia swoje samochody i najprzyjemniej mi się robi właśnie przy baleronie. Owszem, rozwiązania dość skomplikowane, ale raczej przemyślane pod kątem serwisowania.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
-1 / 3

Heh, problem w tym że mechanik ma potrafić naprawić wiele aut a nie samm merce...

Mówisz że merca się przyjemnie naprawia? To jeszcze hond nie naprawiałem. Serwisowanie hondy to bajka przy mercu. Wszędzie dojście, śruby normalne a nie jakieś wynalazki. Od razu widać gdzie co do czego.

Merc po prostu wszystko ma inaczej, serwisujac go w zasadzie musisz się na nowo uczyć fachu.

A współczesne merce mają te same wady co stare i jeszcze dodatkowe wady. Wg mnie trzeba mocno upaść na łeb aby kupić merca

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
-1 / 3

Poprawka miało być "jeszcze hond nie naprawiałeś".

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J jurand1967
+1 / 1

@marucha79 podziwiam. wiem, że część mechaników zatrzymałą się z wiedzą na etapie silnika syrenki, ale sam bym się nie porywał na naprawę współczesnej elektroniki w samochodzie. chociaż zdarzyło mi się przebudować silnik od mojej yamahy xs650

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M marucha79
+2 / 2

@jurand1967 Akurat mój 124 nie wie co to elektronika, taki wyrafinowany prymitywizm ;)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M marucha79
+2 / 2

@rafik54321 Przez kilka lat i z Civicem miałem do czynienia, ale nie zauważyłem szczególnie odstających na plus rozwiązań. Np. dostęp do alternatora w 1.4 fatalny, wymiana podnośnika szyb też mnie trochę czasu i bluzgów kosztowała. Żeby oddać sprawiedliwość wymiana paska rozrządu dość bezstresowa, a z wyciągnięciem tablicy rozdzielczej rzeczywiście łatwiej niż w Mercu.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 2 razy. Ostatnia modyfikacja: 1 lutego 2021 o 7:32

avatar rafik54321
-1 / 1

Czy ja wiem czy do alternatora jest słaby dostęp? Jak ściągniesz koło to jest całkiem elegancki od boku.
Ale serio, stare merce to masakra. I ich dziwny wynalazek jak ręczny hamulec w pedale. Weź rusz pod górkę płynnie haha. Trzeba gimnastyki.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M marucha79
0 / 0

@rafik54321 Fakt, żeby nie rozwałkować samochodu stojącego za mną ruszając pod górę raczej operuję pedałem hamulca i gazu jedną nogą. Ale z kolei regulacja ręcznego to bajka w porównaniu z innymi wozami, podnosisz, wykręcasz jedną szpilkę, kilka ruchów śrubokrętem i zrobione. Każdy oczekuje czego innego od wozu, mi akurat ten pasuje na tyle, że bujam się nim 12 lat. Niewykluczone, że sentyment i świadomość innych zalet przysłania mi "plusy ujemne" Możliwe też, że odszczekam swoją dobrą opinię o serwisowaniu po czekającym mnie wkrótce wyciąganiu głowicy i pompy wtryskowej - najpoważniejszych jak dotychczas rzeczach do robienia przy samym silniku. Zobaczymy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 1 lutego 2021 o 8:18

avatar rafik54321
-1 / 1

Jak masz diesla merca to masz jeszcze jedną opcję jak ruszyć bez ręcznego. Trzymasz pedał hamulca popuszczasz sprzęgło aż zacznie ci lekko spadać na obrotach puszczasz hamulec. Nie stoczy się. Dajesz gazu i jedziesz.
W benzynie też się da ale trudniej.

A w hondzie ręczny łatwo wyregulujesz. Naciskasz hamulec kilka razy aby ułożyć hamulce a potem tylko skręcasz jedna nakrętkę pod popielniczka pasażera haha.

Po prostu merc jest przekombinowany.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
-1 / 1

@heyter jprdl, śmieszny jesteś... Widać że nie masz pojęcia o mechanice. Tu chodzi o sposoby diagnozowania. Jak w danym aucie coś padnie, to w praktycznie wszystkich modelach usterki diagnozuje się w podobny sposób, ale właśnie NIE w mercedesie. Mercedes ma wszystko inaczej, inaczej się diagnozuje.
I tu jest problem.
No i właśnie to mercedes zaczął stosować śruby gwiazdkowe (tzw torx), w czasach kiedy takowe klucze NIE były dostępne w sprzedaży.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar ZONTAR
0 / 0

@rafik54321 Co tam baleron. U mnie w W203 już takie cuda się spitoliły, że głowa mała. Wszystko na podciśnieniach, klima jakaś mocno udziwniona. Gdzieś wężyk od poziomowania świateł był przycięty, więc turbo się nie załączało. Takie klimaty.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A konto usunięte
0 / 0

@rafik54321 Ale każdy kombinuje tak żeby auto przyjeżdżało do serwisu właściciela marki do naprawy, a nie jeździło po konkurencji. Innym przykładem są felgi bez przelotowe w citroenie/peugeocie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
0 / 0

@ZONTAR Bo cały mit nieśmiertelności merca wynikał nie z tego że te auta były trwałe, a z tego że na tle tego co w Polsce jeździło w tamtych czasach, mercedes wydawał się cudem techniki.
Bo był lepszy od takiego malucha, poloneza czy fiata 125p.

@AIkanaro Ależ przecież są nakładki na standardowe wyważarki do robienia takich kół i to nawet w sensownych cenach. Tym bardziej że w zasadzie potrzebujesz góra 3ch takich nakładek (na 4, na 5 i na 6 śrub).
I te 3 nakładki załatwiają sprawę, dla wszystkich marek, kół itp.
Teraz to sprawę się utrudnia elektroniką.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar y0u
0 / 0

@rafik54321 paradoksalnie te samochody, nawet jak na obecne standardy są trwałe. Inna sprawa, że aktualnie najbardziej zawodnym elementem w pojazdach jest właśnie elektronika. Owszem ułatwia on wiele rzeczy tylko koszta napraw są dość wysokie. A samochód pokroju takiego mercedesa, cóż kiedyś znajomy opowiadał jak na giełdzie patrzył na wystawione samochody i zapytał się o cenę, akurat tego modelu. Odpowiedź brzmiała mniej więcej tak "jak mi pan znajdzie samochód, który przy takim przebiegu dalej będzie jeździł na tyle sprawnie, to możemy rozmawiać". Inna sprawa sąsiad moich rodziców posiada 2 samochody, jeden to jakaś nowsza Kia, a drugi to w tej chwili chyba 30 letnie Audi. Jak sam mówił serwisowanie i naprawy w tym starszym są może trochę częstsze ale i tak tańsze, jak w przypadku nowszego samochodu. Jeździ nim prawie cały czas.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
0 / 0

@y0u ale przecież dzisiejszym trendem jest obniżanie trwałości aut a nie ich podkręcanie.
Dodatkowo czy sama elektronika nawala? Pojawiają się błędy, które można usunąć bez wymiany elementów, więc ciężko to nazwać typową awarią. Naturalnie tak jest pisane oprogramowanie aby od czasu do czasu pierdyknęło focha.
Bo chociażby w moim civicu VI generacji, też już jest sporo elektroniki. W samej przepustnicy jest chyba ze 3 czujniki :P . Ale wszystkie oryginalne pomimo że auto ma ponad 20 lat na karku i działa. Błąd wyskoczył mi raz, jak zapomniałem jeden czujnik podłączyć XD.
Koszty naprawy KAŻDEGO nowego auta są wysokie. Balerona kiedy był nowy też były wysokie :) . Są wysokie bo auto jest nowe, im starsze tym tańsze.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A konto usunięte
0 / 0

@rafik54321 No a torksy są przecież teraz ogólnodostępnymi kluczami do odkręcania śrub... Wtedy jak wprowadzili koła bez przelotowe to nie szło nigdzie kupić takich nakładek na wyważarkę i trzeba było jeździć do salonów citroena/peugeota na wymianę kół/opon czy samo wyważenie kół.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 2 lutego 2021 o 12:15

avatar rafik54321
0 / 0

@AIkanaro Na przyszłość *śrub ;) .

Teraz tak, są ogólnodostępne, ale kiedyś nie były.
Podobnie jak teraz jest z interfejsami OBD, te prostsze obsługują wyłącznie auta nieco starsze (min 5letnie, a zwykle min 10letnie). Ale za jakiś czas pojawią się tańsze komputerki diagnostyczne do tych aut, a do nowych będą już wymagane inne. Tak dziś jest najprościej.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A konto usunięte
0 / 0

@rafik54321 sam od razu zauważyłem i się poprawiłem, ale dzięki. Co przyszłość przyniesie zobaczymy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar ZONTAR
0 / 0

@rafik54321 Jak masz dostęp do dobrej tokarki i CNC, to możesz zrobić sobie stosunkowo niskim kosztem przystawki. Można pójść na łatwiznę robiąc warianty na różną liczbę śrub, ale można też zrobić jeden ze zmienną liczbą śrub. Jedyny myk polega na jednolitym materiale i wyważeniu samej przystawki, inaczej będzie wpływać na wyniki wyważania. Głównie dlatego taka porządna przystawka to koło 1500zł (uniwersalna). W takiej możesz zmieniać liczbę i rozstaw szpilek, a sama konstrukcja jest tak zrobiona, aby zawsze była dobrze wyważona.
Właściwie jakby to teraz dać jakiemuś Chińczykowi, to by był w stanie to skopiować i za stówkę. Jedynie pozostaje kwestia jakości materiałów i precyzji maszynowania.

@y0u Akurat nie zgodzę się, elektronika nie jest problemem współczesnych samochodów. Tak się wielu osobom wydaje tylko przez to, że dużo mniej mechaników ma wiedzę i doświadczenie aby zajmować się kwestiami elektronicznymi, nawet elektrycy samochodowi rzadko potrafią zrobić coś więcej niż naprawić fizycznie układy elektroniczne.
Sam pracuję właśnie przy elektronice i awarie są niezwykle rzadkie. Najpowszechniejszym problemem bywa rozszczelnienie komputerów, a to zwykle jest skutkiem użytkowania. Czy samochód był bity, czy ktoś wymieniał coś i dowalił udarem tak, że uszczelki się odkleiły. Oczywiście zdarzają się wady fabryczne i projektowe, ale z tym się walczy, naprawia i porządny producent wymienia je bezpłatnie po wykryciu wady projektowej. No i wymiana takich komponentów (szczególnie w maszynach rolniczych/budowlanych) jest tańsza od ich naprawy co wielu ludzi dziwi. Najczęściej w ciężkich warunkach elektronika jest zalewana żywicą. Aby to naprawić trzeba stopić żywicę i dopiero można się zabrać za naprawę płytki. Jeśli znany jest winowajca to jeszcze pół biedy, ale może się nagle okazać, że spędzisz sporo czasu aby odkryć, że uszkodzony jest jakiś niewymienialny element. Szczególnie w nowszych samochodach, które mają bardzo gęste płytki i bardziej przypominają konstrukcję telefonu niż komputera.
W każdym razie elektronika sama w sobie bardzo rzadko nawala o ile nie ma wad fabrycznych. Prędzej może nawalać elektryka i z tym mogą pojawiać się problemy. Jakieś przerwy, zwarcia, przebicia i może być ciężko. Upierdliwe o tyle, że CAN nie jest zbyt młodym standardem i nie jest odporny na utratę danych czy błędy komunikacji. W sumie CAN jest tak prymitywnym standardem, że mi aż ręce opadają gdy do niego siadam.

Dodam jeszcze, że różne przepisy ograniczają producentów w tym, co mogą zrobić. Najlepszym przykładem był dieselgate. Nie ma najmniejszego problemu aby zrobić samochód, który pojedzie choćby skały srały. Problem w tym, że większość usterek kwalifikowana jest jako wpływająca negatywnie na systemy kontroli emisji spalin, a więc zgodnie z przepisami trzeba zmusić właściciela do naprawy. Tak chociażby masz EGR i masz czujnik jego pozycji. Zaciął się zamknięty? No to zmieniamy nieco parametry pracy silnika aby rekompensować brak przelotu spalin i będzie działać. No ale nie, bo to nie jest eko, od razu choinka, limp home i radź sobie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar ZONTAR
0 / 0

@rafik54321 Co do OBD, to nie jest tak prosto. Standard określa podstawowy protokół i zestaw błędów, które są wspólne. Do tego są możliwości przekazywania własnych danych, które różnią się między samochodami i po prostu musisz mieć OBD potrafiący odczytać te dane. Poza tym jest zestaw pinów zarezerwowanych dla producenta i każdy może ich używać jak chce, a tu już pojawiają się różne protokoły. To tak, jakby była tam druga wtyczka tylko dla producenta i ta może być chociażby USB czy ethernetem.
Problem z CAN jest taki, że jest zbyt stary. Już dawno nowoczesne samochody przekroczyły możliwości CANa i poza obowiązkowymi możliwościami diagnostycznymi większość funkcjonalności lata po ethernecie. Nie ma co wynajdywać koła na nowo, obsługa neta jest powszechnie znana i sprawdzona, więc po prostu masz w samochodzie sieć. W sumie nic by nie stało na przeszkodzie aby elementy samochodu gadały ze sobą przez wifi jeśli nie sa zbyt ważne.
Tak na dobrą sprawę, to tanie czytniki obsługują tylko standard. Rozszerzone potrafią odczytać niestandardowe kody. Lecąc dalej już potrafią obsługiwać rozszerzone protokoły używane przez producentów samochodów i tak dalej.
Swoją drogą, pracuję od pewnego czasu przy telematyce i jedną z funkcji jest pełne przekazywanie danych konfiguracyjnych i diagnostycznych. Nie wiem jeszcze jak ostatecznie będzie to wykorzystane (my robimy platformę, producent tworzy interfejs użytkownika osobno), ale nie stoi nic na przeszkodzie aby chociażby sparować telefon z samochodem i apką odczytywać czy ustawiać na nim wszystko. Tak samo można to wywlec w HMI bez żadnego interfejsu lub wysłać gdzieś zdalnie. Z pewnością jedną z funkcji będzie synchronizacja danych diagnostycznych na potrzeby pomocy technicznej. Nowsze samochody GM mają przycisk aby zadzwonić do centrali po pomoc. Centrala będzie mogła ściągnąć zdalnie wszystkie dane diagnostyczne i pomóc zdalnie. Nowe samochody mają już kartę sim i jest w stałej komunikacji z siecią komórkową. Ciekawi mnie co będzie z czasem. Czy taki 10+ letni samochód nadal będzie miał te funkcje, czy połowa zniknie jak okres wsparcia minie. To chociażby spotyka właścicieli starych samochodów z nawigacją, która nie dostaje już aktualizacji. Niby masz, ale co z tego? Ja mam furę z 2013 i nawigację muszę aktualizować z USB ręcznie, nie mam w samochodzie wifi aby sobie w garażu ściągnął co mu potrzeba. Może to i dobrze, bo mi nikt zdalnie nic nie zmieni jak to Tesla lubi robić. Nie podoba mi się sprzedaż samochodów jako usługi, ale w tym kierunku idzie rynek.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
0 / 0

@ZONTAR właśnie, jeśli masz dostęp do tokarki CNC, a to nie jest byle migomat żeby byle kto ją miał, wraz z osprzętem :P . Choć może faktycznie, zlecenie wykonania takiej przystawki może być tańsze niż kupno gotowej.

Co do samej elektroniki w aucie. Owszem fizyczne części elektroniki raczej się nie psują, ale programowanie już bardziej. Bo wystarczy że raz, losowo wyskoczy jakiś błąd w kodzie, albo raz tylko skład mieszanki się zmieni bo jakiś wtryskiwacz się lekko przyciął, już błąd, check engine i się bujaj :/ . Jedziesz do ASO, bulisz tysiaka za skasowanie błędu i auto jedzie.

Oczywiście że każdy komputerek na OBD nie ogarnie każdego auta, w zasadzie co marka i generacja modeli, to inny komputer.

Problem w tym że jeśli chcesz upodobnić ECU auta do komputera to masz jak w banku włamania. Mówisz o łączności bezprzewodowej, no złodzieje aut już zacierają rączki do włamu.
Teraz taka mała wyobraźnia. Pamiętam jak producenci aut się jarali, że brak mechanicznego kluczyka oraz stacyjki załatwi sprawę kradzieży aut, a efekt był odwrotny, kradzieże "na walizkę" i nowiutkie fury znikały jak leci.
A teraz pomyśl, jakiś cwaniak lolo, buduje sobie drona z nadajnikiem sygnału. Podlatuje do auta, robi zdalny włam na ECU auta i dosłownie nim odjeżdża jak zdalnie sterowaną zabawką. Dosłownie zero ryzyka dla złodzieja bo w najgorszym przypadku, porzuci wóz i sobie odfrunie dronem.
Dlatego uważam że całkowicie NIE powinno być łączności bezprzewodowej. Mało tego, ECU silnika NIE powinno być wgl połączone w ŻADEN sposób z asystenatmi parkowania. To powinny być niezależne układy. Albo żeby chociaż hamulec ręczny był mechaniczny, bo tego zdalnie przeskoczyć się nie da.

Mówisz że obsługa neta jest znana - a mało jest włamów internetowych? Zwykle kończy się na drobiazgach jak skasowane zdjęcia czy inne bzdury, ale tu mogą znikać fury warte setki tysięcy :/ . A nie ma w zasadzie zabezpieczenia którego się nie da złamać. A dla producenta, skradziony wóz to super sprawa, klient przyjdzie i nowy kupi.

Mówisz o pomocy i diagnostyce zdalnej. Ja nie jestem przekonany, ponieważ ileż to razy miałem kiedyś problemy z netem, dzwoniłem, diagnozowali zdalnie i tyłek, dalej nie działało. Ostatecznie musiałem pożegnać się z operatorem.
A po co wgl nawigacja w aucie? Nigdy nie jest precyzyjna. Dużo lepszy efekt daje zwykły tablet czy telefon z aplikacją targeo :P .

Swoją drogą, dlaczego producenci aut, nie wyposażą auta standardowo w wideorejestrator? Podobnie uchwyty do telefonów? Jakoś specjalne złącza pod ipody potrafili robić, pomimo że to była przelotna moda. A telefony komórkowe są z nami od lat.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar ZONTAR
0 / 0

@rafik54321 Akurat oprogramowanie nie psuje się jak jest dobrze zrobione i standardy są już na tyle restrykcyjne, że awarie oprogramowania w funkcjach odpowiedzialnych za działanie samochodu są rzadkością. Inną sprawą jest infotainment, ale to już nie jest potrzebna część. Przynajmniej nie była dopóki Tesla nie wpadła na to, żeby wywalić wszystko i zostawić sam ekran, u nich awaria czegokolwiek uniemożliwia jazdę. Pozostali producenci rozdzielają komputer odpowiedzialny za jazdę od komputera pokładowego, więc nawet jak zdechnie konsola środkowa, to wszystkie potrzebne funkcje powinny być zachowane. Sama możliwość aktualizacji zdalnej to dobry pomysł o ile nie skończy się tak, jak z grami komputerowymi - wyjdzie niesprawne oprogramowanie i będzie łatane długo po wyjściu na rynek. Do niedawna było to możliwe, ale od pewnego czasu są bardziej restrykcyjne regulacje i faktycznie wymuszają dużo wyższą jakość. Teoretycznie, bo kreatywni księgowi potrafią wszystko.

Bezpieczeństwo systemów komputerowych to już bardzo głeboki temat. Jak ktoś nie ma o tym pojęcia to faktycznie takie bajki mogą wydawać się możliwe. No i faktycznie jak ktoś nie ma pojęcia co robi, to może to umożliwić. Dobrym przykładem był bodajże Jeep ileś lat temu gdy dało się do niego włamać i wcisnąć gaz czy hamulec. Zabrakło odpowiedniej izolacji i dało się kontrolować tempomat czy system kontroli trakcji z zewnątrz. Obecnie coś takiego byłoby niedopuszczalne. Dopóki samochód nie ma możliwości sterowania z zewnątrz, to można to bez problemu zabezpieczyć izolując różne funkcje tak, aby zwyczajnie nie dało się dostać z jednej do drugiej. Jedyna możliwość zdalnych kradzieży będzie dotyczyła samochodów z funkcją zdalnego sterowania lub autonomicznych. Jeśli producent pozwoli chociażby na wezwanie samochodu z telefonu, to jest to już coś, do czego można się włamać i podszyć pod właściciela. Tu jednak już wchodzimy w bezpieczeństwo systemów internetowych. Takie rzeczy istnieją i będą z czasem wdrażane. Jesteś gdzieś na spotkaniu, klikasz i samochód podjeżdża pod budynek aby odebrać kierowcę. Z czasem jak przepisy zezwolą na jazdę autonomiczną, to będzie można nawet po polewanej imprezie wezwać samochód i wrócić do domu jak prywatną taksówką. Wszystkie rzeczy tego typu będą narażone na ataki sieciowe, ale to pieśń przyszłości. Jeśli kierowca będzie mógł wezwać gdzieś samochód, to ktoś podszywający się pod niego też. Wystarczy trochę nieuwagi aby zainstalować oprogramowanie szpiegujące i umożliwić komuś korzystanie z naszego telefonu czy komputera. W obecnych systemach najwyżej da sie zdalnie uruchomić samochód i włączyć ogrzewanie. Skorzystanie ze zdalnego parkowania będzie tak samo proste jak włam na walizkę, czyli tak średnio. Problem z pilotami nie dotyczy samego otwierania samochodu (sygnał z pilota), a wykrywania obecności pilota w okolicy (sygnał z samochodu). Powszechny keyless entry. Masz czujnik w klamce i jak wykryje rękę, to sprawdza połączenie z pilotem i otwiera jeśli sygnał jest odpowiednio mocny. Teoretycznie da się to zasymulować odpowiednim sprzętem o bardzo krótkim czasie odpowiedzi. Jedna walizka koło osoby z kluczykiem, przekaźnik koło samochodu i udajemy, że kluczyk jest zaraz obok. Jak masz odpalanie na przycisk, to tak samo. Wszystko sprowadza się do timingów. Specjalnie kluczyki teraz robi się tak, że czas odpowiedzi z pilota jest bliski limitu w samochodzie. Praktycznie nie da się zrobić urządzenia, które będzie w stanie wysłać sygnał z samochodu do kluczyka chociażby w budynku, wyłapać odpowiedź i przekazać ją do samochodu. Dawniej się dało, bo samochody czekały długo na odpowiedź, teraz nawet drobne opóźnienie nie pozwoli go otworzyć. To samo jest używane przy zdalnym parkowaniu, musisz stać niedaleko z kluczykiem.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar ZONTAR
0 / 0


Twoje rozumowanie kończy się na "nie porazi mnie prąd jak nie będę miał prądu". To jest kiepski argument. Ludzie o większej wiedzy konstruują urządzenia elektryczne tak, aby użytkownika nie popieściło w trakcie użytkowania. Użytkownik nie musi się znać aby ich używać i nie musi się ich wystrzegać przez brak wiedzy, bo specjaliści je przygotowywali. Mogą się zdarzyć nieprzewidziane usterki czy partactwo i może komuś spłonąć dom przez kiepską instalację elektryczną, ale nadal jednak z niego korzystamy. Tak samo może się zdarzyć skopany system narażony na włamania, ale po to się tym zajmują specjaliści, żeby było bezpieczne i w rękach laika.
Nie wiem co tu ma internet do ethernetu. Samochód nie jest podłączony do internetu. To nie znaczy, że nie może korzystać z ethernetu. Tak samo rozmawiając w domu nadal możesz mówić w języku znanym na zewnątrz. Po prostu o tajnych rzeczach rozmawiaj tylko w domu, a nie krzycząc przez korytarz w supermarkecie. Taka różnica.
Porównujesz tu "diagnostykę" jakiegoś operatora korzystając z routera za 50zł z samochodem. Muszę pisać, że ten przykład jest bez sensu?
Nawigacja w samochodach była zanim powstały smartfony. Jeszcze dekadę temu łatwiej było korzystać z nawigacji wbudowanej niż dużo mniejszego smartfona, a o tabletach to można było sobie pomarzyć. Wersja modelowa mojego samochodu to 2011. Jakie tablety były wtedy powszechnie dostępne aby uznać, że już nikt nie chce nawigacji w samochodzie? Pierwszy na rynku iPad? Galaxy Tab na Androidzie 3? Teraz możesz sobie używać jakiegoś Apple CarPlay czy inny MirrorLink i używać ekranu dotykowego w samochodzie jako ekran telefonu. Ewentualnie można się bawić w uchwyty i instalować własne tablety/telefony. Tylko po co, skoro teraz masa samochodów ma androida i możesz mieć wbudowany google maps czy dowolną inną aplikację do nawigacji?
Znowu wymogi stałego dostępu do sieci komórkowej są związane z bezpieczeństwem. Nowe samochody same wzywają pomoc w razie wypadku i w każdej chwili możesz użyć przycisku do wezwania pomocy. Do tego muszą mieć wbudowaną kartę sim i jest to wymagane już praktycznie na większości rynków.
Kamery są w większości nowych samochodów, ale niekoniecznie mają możliwość nagrywania. Nawet jeśli producent ma wystarczająco miejsca na dysku na takie zabawy lub pozwoli na instalację karty SD czy czegoś na USB, to masz jeszcze problem z przepisami. W wielu krajach jest to zabronione. Odwieczny problem z ochroną danych osobowych. Z tego samego powodu większość DE nie ma street view. Akurat "złącze" do wszystkich współczesnych telefonów jest w samochodach i nazywa się Bluetooth. Uchwytów się nie robi, bo od tego są takie dziadostwa jak MirrorLink. Dziwi mnie, że jeszcze nikt tego cholerstwa nie ogarnął aby działało niezawodnie i było wszędzie dostępne. Już nawet ten Apple CarPlay działa lepiej niż MirrorLink. To jest jednak cel, parujesz telefon i możesz używać telefonu bezpośrednio z ekranu samochodu. Znowu jak masz jakiś ubogi model to nie licz na jakieś udogodnienia. Nie po to producent oferuje ekran dotykowy żebyś sobie kupował bieda wersję i montował tableta.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E elefun
+4 / 4

Co Ci dają te plusy?
Poważnie pytam.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A konto usunięte
+1 / 1

@elefun przedłuża sobie swoje krótkie "ego".

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar unkiel
+3 / 3

Zamiast słowa MERCEDES, mogłeś użyć BALERON. Lepiej komponuje się z ziemniakami i bigosem :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Wolfi1485
0 / 0

Kurła nowoczesność Panie, to 230? A z Kolegą z technikum Adamem się jeździło 190D, jak on to mówił - no bez rewelacji, stary ropniak, 1984, rok starszy od nas, max 160/h, ale jak ktoś jest idiotą i jeździć nie umie, to zabić się może...i co ciekawe - Adaś zawsze zawiózł nas bezpiecznie! :-)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
-1 / 1

@Wolfi1485 kiedyś jechałem takim starym mercem, nie pamiętam który dokładnie, może W124, pamiętam że silnik 3.0 diesel. Spodziewałem się że to ma jakiś sensowny zryw, ja mu daję po garach, a ja nie mogę dogonić VW caddy 1.9TDI XD... Tak zamulony wóz że jprdl.
Inny przykład, audi W12 6.0 silnik diesel. Myślisz "łooo panie, to ma kopyto!", ja mu w gaz a on ni chu. Zebrał się na obrotach jak tico któremu zdechła jedna świeca XD...
Serio, nie miałem jeszcze okazji jechać europejskim autem które z czystym sumieniem mógłbym powiedzieć "podoba mi się".
Czego się nie spodziewałem, to o wiele bardziej podobała mi się praca silnika w starym hyndai'u. Szału nie było, ale jak na 1.6 z mniej niż 100KM to i tak robiło robotę.
Nie wiem czemu szwabska motoryzacja jeszcze się trzyma :/ .

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S Syphar
0 / 0

@rafik54321 ja w "tamtych latach" jeździłem dwoma autami - właśnie swoim Hyundaiem (sCoupe z nieśmiertelnym 1.6 - były te same w Accentach i Lantrach) i "tatowozem" W124 2.0D. Powiem tak - Hyundai przy tym to była rakieta. Tylko, że Hyundai w rękach po moich się skończył (350kkm), a stary mesiu dziś ma 300kkm. Po przekręceniu licznika. Bez remontu silnika. I jeździ nim 3 właściciel, po rodzinie. Ten to raczej już zabije, ale kto wie?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
T Tmaniek
-1 / 1

Może dlatego że Azjatyckie silniczki do kosiarek nie dorównują Europejskim,może z wyjątkiem LFA.No i RX8 z wanklem to ciekawy temat,tylko że nowe rdzewiały już w oczekiwaniu na swojego właściciela:)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
0 / 0

@Syphar tu nie chodzi o wspaniałość merca, tylko o to że te auto było wybitnie niewysilone. Większość starych diesli jest niewysilona. Weź sobie byle Ursusa c360. Ile to motogodzin kręci a jeżdżą do dzis :P . A też tam nikt nie robił szlifów cylindra :) .
Mimo wszystko hyundai to nie jest super marka. To bardziej półka jakiegoś fiata, no może trochę wyższa. Ale spróbuj zajeździć lexusa. Tutaj już jest duży problem. Ba, gdzieś mi się obiło o uszy, że lexus opracował silnik ceramiczny (tj cylindry ceramiczne). Po milionie kilometrów trzymał parametry montażowe. To był silnik na pokaz "że się da".
Znowu chcesz pancernika z tamtych lat "from Japan"? Proszę bardzo, toyota supra I z nieśmiertelnym silnikiem 2JZ :) . Jakie to katusze przechodziło w swoich czasach, fabrycznie 250KM, a bez wzmocnień przyjmowało 500KM na klatę :P, a po zakuciu nawet 1000KM. Wiadomo że przy takim pałowaniu żywotność spada, ale fabryczne 2JZ jest nie mniej pancerne niż mieciu ;) .
Różnica w tym że zamulonego miecia nikt nigdy nie pałował do odcięcia, bo jak? XD.

@Tmaniek w latach 90tych, japońskie silniki wiodły bezkonkurencyjny prym w motoryzacji. Można by bez końca wymieniać świetne modele z tamtego okresu. Jak choćby wspomniana już supra, ale nie tylko. Nissan Skyline GT-R, honda NSX, S2000, Lancer EVO... Do prawdy, co model to niemalże perełka.
Gdy honda wypuściła nowego NSX to w porsche drapali się po łbie, jak honda odwaliła wózek lepszy niż oni i to za pół ceny XD.
Po prostu, w Japonii nie produkuje się takich hiper aut, bo w Japonii nikt ich nie kupuje. Tam wystarczy taki Civic Type-R z 300KM.
I co mi nie pasuje w europejskich silnikach? Ta nuda. W japońskich, dasz mu po garach to czujesz że ten silnik chce dać z siebie wszystko, jest jak radosny psiak który tylko warczy "nooo, daj mi w palnik!". A te europejskie to jak stary mops "serio musze się ruszyć? Na pewno? No dobraaaaa". Takie ociężałe to.
Paradoksalnie, zważywszy na moje zainteresowania, to najwięcej ujeździłem europejskich maszyn, głównie VAGów i każdy kolejny model potwierdza mnie w przekonaniu że jednak "europa" jest nudna.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
T Tmaniek
-1 / 1

Bez urazy,ale zbyt wiele naoglądałeś się filmów typu szybcy i wściekli,tokio drift itp.Tak jak już wstępnie pisałem Japońce mają dwa świetne auta,LFA i datsun GTR Nismo.Które to i tak nie dorównują europejskim np.na Nurburgringu,który jest wyznacznikiem szybkości i zwrotności.https://dzianimobilni.pl/nurburgring-rekordy-okrazen-samochodow-seryjnych/

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S Syphar
0 / 0

@rafik54321 z dzisiejszych lat znam jednego pancernika - Hyundai Elantra, 1.8 MPI, moja służbówka. Na razie 700kkm. Bez remontu. Rdzy zero. W tym samym roku kupiona S Klasa szefa 3x już klękła - a ma nalotu 200kkm. Ale to wozidło nudne i dobre na służbówkę albo dziadkowóz. Tylko, że to tak tyle na temat "nie super marki" - dla porównania Sonata z nieśmiertelnym G4KC, Hyundai a jakże, na razie 450kkm bez tykania. I ani jeden ani drugi zamulonym mieciem nie jest. Całkiem żwawe.

VAG-i to akurat padaka kompletna. TFSI legenda lawet, a innych benzyniaków nie ma. Diesel to moim zdaniem jest do ciągnika, zresztą nie nadaje się na miasto bo DPF-y, a te benzynki... No dramat. Nie wiadomo czemu służący downsizing, wysilenie na maxa, ludzie. "Niemiecka technologia" czyli 200KM z 1.5. Jak chcę mieć "kunie" to kupuję 5.7 HEMI i mam. Albo 6.2. Dodge Challenger na ten przykład. Osobiście znam jeepa z 5.7 co licznik przekręcił.

Dla mnie się niemieckie auta skończyły jak Niemcom odbiło i zaczęli nie wiedzieć po co być "eko". Więc jak chcę auto użytkowe - to Hyundai/KIA, a jak auto szybkie i do zabawy, to Ameryka się kłania. Za cenę nowego Audi mam Dodge Challengera. Jak nie dwa. I żadnych turbin, kompresorów i innych cudów, a im mniej elektroniki tym lepiej. Jak się chce zwiększyć moc - to się zwiększa pojemność.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 3 razy. Ostatnia modyfikacja: 1 lutego 2021 o 23:25

avatar rafik54321
0 / 0

Bynajmniej, to raczej Europejczycy nie potrafią jeździć autami wysokoobrotowymi.
Dodatkowo mocną stroną aut japońskich jest ich lekkość i zwinność, która na torze potrafi przynieść więcej korzyści niż surowa moc (zależnie od toru).

Mówisz o Nurburgringu? Fajnie, ale GTR w 2008r pozamiatał tam konkurencją. Dziś GTR jest już nieco przestarzały, w końcu pierwsze modele mają aż 13 lat.

LFA to też już ma swoje lata.

Po prostu Japończycy nie produkują aut o olbrzymiej mocy. Więc nie dziwota że ich tam specjalnie nie ma.
Choć jestem przekonany że gdyby japońskie koncerny faktycznie chciały zbudować niszczyciela, to zrobiono by go tak że szczękę można by zbierać z podłogi.

Zresztą same wyniki okrążeń na tym torze nijak się mają do samych wartości pojazdu. Najszybszy na torze, nie znaczy najlepszy ;) .
No i sam ten tor ma jedną wybitną wadę - różnych kierowców. A nawet w najlepszym wozie, jak kierowca słaby to i tak wynik będzie lipny :P . Dlatego ja takie wyniki biorę co najwyżej jako sugestię.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
0 / 0

wiadomo że hyundai to nie jest padaka. I mówiąc o półce, miałem na myśli "prestiż" tej marki. Bo jakby się tak dobrze doliczyć, to w zasadzie byle fiat się lepiej opłaca niż vagi. Bo jakość ta sama, ale fiat tańszy i w zakupie i w naprawie.

Downsizing to niestety branżowa norma. I w pewnych okolicznościach ma jako taki sens. Bo ostatecznie i tak nie będziesz non stop cisnął do końca.
Ale ta "dolna" granica (wg mnie) gdzie downsizing można zastosować to tak z 2.0. Dobrze zbudowane 2.0, duże turbo i ok, wyciągniesz w miarę solidne 300KM, bo i tak jeździsz używając połowy tej mocy. A 150KM to już daje radę w normalnym użytkowaniu.
Jednak jak mamy silniczki i po 1.2 z mocą 160-180KM to nie ma bata żeby to działało :/ . Bo wtedy też używasz jakiś 120-140KM a to tak jakbyś dzisnął non stop prawie do końca. Który silnik wytrzyma wiecznie katowanie?

Osobiście też nie jestem fanem silników doładowanych. Jednak silnik wolnossący ma swój urok, że jak mu dasz po garach to zawsze idzie tak samo solidnie ;) .
Ale jeśli już iść w doładowanie to preferuję kompresor. Lepiej się sprawdza wg mnie, równiej oddaje moc i tak nie dusi silnika na wyższych obrotach. Turbo dobrze dmucha tylko na średnich obrotach :/ .

Jednak dla mnie, amerykańskie wozy mają tę wadę że są po prostu ciężkie. Mało zwinne w zakrętach. Jakby nie patrzeć, silnik 6.0 z hakiem swoje waży XD.
A znowu jak mamy nie iść w doładowane silniki, w pojemność też nie idziemy, to pozostaje nam iść w obroty silnika. A tu prym wiedzie właśnie Japonia :) . No i nie ukrywam że ostatecznie przekładam motocykle ponad auta ;) . TU dopiero jest zabawa XD.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar pawelkolodziej
0 / 0

Baleron. Najbrzydszy i najnudniejszy z mercedesów. Dobrze, że jest ich już coraz mniej.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
+1 / 1

@pawelkolodziej a to merce potrafią być inne? XD... Przerost formy nad treścią. Prestiż ponad wartością. Mercedes - auto na pokaz.
A współczesne merce, to potrafią rdzewieć w salonie :/ . Serio, takiego chłamu to już dawno nikt nie robił. Jakość na poziomie Daci, z tym że Dacia chociaż tania więc można przymknąć oko.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D daclaw
+1 / 1

Mam problem... Bo to w tamtych czasach była prestiżowa marka, a ten model, jak również słynna "beczka", nijak mi się nie podobają ani eleganckie nie wydają. Ot, popularna swego czasu taksówka.

Co w nich jest takiego?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 1 lutego 2021 o 19:23

R Raf_Raf
0 / 0

O panie, śnieg a to nie wygląda na zimówki ;)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
T Tmaniek
-1 / 1

To chyba W124,mocne silniki diesla,pochłaniały nawet olej po frytkach.Trochę przy tym kopciły.Dziś pewnie wiele ich jeździ w Afryce i Albanii.O co chodzi z tymi ziemniakami i bigosami?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S SrogiKutafon
-1 / 1

Jak pokażesz starego siwego pasożyta w czarnej spódnicy, drącego ryja na wolontariuszy WOŚP dostaniesz więcej mocnych...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem