Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
750 775
-

Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
P pochichrana
+14 / 18

za malo danych. Pytanie ile czasu bylo na wykonanie tych zadan. Bo jesli 3-4 tygodnie lub wiecej (co bardzo prawdopodobne) to mozna bylo zrobic je wczesniej a nie na ostatnia chwile. Przy dlugim deadline nie powinno byc tayfy ulgowaj. Chyba ze dane zadania wymagaly przeprowadzenia dlugich badan i nie dalo rady tego zrobic wczesniej . A termin byl tak na styk.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K kanapkazechlebem
+4 / 4

@pochichrana Nie mogło być tak dużo, bo semestr się zaczął na większości uczelni jakieś 2 tygodnie temu, np. ja w tym tygodniu większość zajęć miałam po raz pierwszy. O ile nie jest to historia krążąca po internecie od kilku lat.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar kondon
+3 / 5

@kanapkazechlebem Przecież to jest jakaś durna historyjka z internetów, nie doszukuj się jakiejkolwiek prawdy w tym.
Durne kopiarki wrzucają byle co, bez żadnych weryfikacji.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
H herhor67
0 / 0

@pochichrana Chyba na odwrót, jak jest dużo czasu to przesunąć o tydzień to nie problem, ale jak zadania mają być zrobione z dzisiaj na dzisiaj to już trochę tak.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
T thoren2
+6 / 8

Może ten pierwszy jednak lepszy .Dał Ci krótki termin by zająć myśli. Zapomniałabyś o bólu choć na chwilę. Wiem z doświadczenia, że dręczenie własnej duszy nic nie daje a żyć trzeba nadal.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
G glupiobywatel
+8 / 8

Sądzę, że ten pierwszy profesor już tyle razy słyszał jako wymówkę, że ktoś zmarł, że niestety przestał dawać wiarę w takie opowieści. Od ponad 25 lat zatrudniam pracowników i w tym okresie w związku z brakiem przyjścia do pracy lub koniecznością przesunięcia terminu, prawie zawsze słyszę o jakiejś rodzinnej tragedii. Gdyby były one prawdziwe, to biorąc pod uwagę odsetek tych nieszczęść bylibyśmy krajem bez ludzi. Normą są wymówki w stylu: umarła mi bliska osoba (potem oczywiście okazywało się, że żyje, ale kłamiacy zmieniał wersję, że wyzdrowiala)
starsza osoba z rodziny złamała coś i muszę jej pomóc (po czasie nawet nikt nie pamięta, że opowiadał takie bzdury)
jestem chory/a (potem chwali się w pracy współpracownikom, że był na weekendziku, a najglupsi brali jeszcze auta służbowe i płacili za paliwo kartami paliwowymi)
wypadek współmałżonka/dziecka itd.
Jest też bardzo mala grupa osób, ktora potrafi przyjść/zadzwonić i się normalnie dogadać, a reszta woli oszukiwać

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
I Ichna
0 / 14

w dniu pogrzebu matki podpisywałam umowę w urzędzie, nikt mi nie dawał dodatkowych terminów, ani o nie nie prosiłam, bo i po co? To co ma być zrobione trzeba zrobić i kropka.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
B Borrokalari
0 / 0

@Ichna - Każdy ma inną wytrzymałość. Żałoba po zmarłej osobie przypomina czasem depresję, nawet niekiedy się w nią przeradza - to powoduje, że człowiek nie potrafi się zmusić do zrobienia tego, co ma być zrobione, bo zwyczajnie nie ma siły. Ja przez kilka tygodni nie mogłam brać udziału w zajęciach na uczelni ani robić jakichkolwiek zadań po tym, jak mój brat popełnił samobójstwo i zawaliłabym semestr, gdyby wykładowcy nie poprzesuwali mi pewnych terminów. I faktycznie są ludzie, którym najlepiej wychodzi rzucenie się w wir pracy, żeby zapomnieć - ale są i tacy, którzy muszą na spokojnie przetrawić w swoim wnętrzu to, co się wydarzyło. Odkładanie zdrowia psychicznego na później czy udawanie, że jest się silnym ponad miarę na dłuższą metę może okazać się zgubne. I pewnie wiele osób zlekceważy mój komentarz, bo jestem młoda, więc co ja tam wiem... Zawsze byłam wrażliwa i często z tego powodu śmiali się ze mnie, że jestem histeryczką i nie mam dystansu do siebie bo łatwo mnie zranić i że muszę być "silna" - dopiero po latach zdałam sobie sprawę, że prawdziwa siła nie leży w tym, aby pokazywać całemu światu, że nie da się ciebie złamać, ale w tym, by być szczerym z samym sobą i podejmować słuszne decyzje. I nauczyłam się radzić sobie z różnymi uczuciami poprzez zaakceptowanie ich i spokojne przetrawienie, zupełnie inaczej niż to mi dorośli pokroju mojej "silnej" mamy radzili. Przez jej filozofię ani ja ani mój brat z niczego jej się nie zwierzaliśmy, a przecież oparcie w rodzicach jest bardzo ważne. Mama potrafiła mnie wyśmiać, a nawet pogardliwie stwierdzić, że może ja powinnam udać się do psychiatry, kiedy jej o czymś osobistym mówiłam w dzieciństwie - więc przestałam. Wiem, że miała dobre intencje, że chciała, żebym była "silna" tak jak ona - ale to tylko spowodowało, że wstydziłam się swojej wrażliwości, myślałam, że coś jest ze mną nie tak, że jestem taka słaba i żałosna. Ale potem uświadomiłam sobie, że moja wrażliwość była też moją siła, tylko nieco inną - może i jestem emocjonalna, ale to dzięki tej wrażliwości broniłam słabszych w szkole, bo nie mogłam przejść obojętnie obok cudzej krzywdy, i to dzięki niej piszę teraz ten komentarz, bo uważam, że to ważne, żeby mówić na głos o takich sprawach. Myślę, że człowiek, który nie potrafi zrozumieć, że każdy czuje inaczej i każdy ma inną wytrzymałość psychiczną, nie zasługuje na miano dojrzałej osoby. Obojętnie, czy historia z demota jest prawdziwa czy zmyślona - nie wiemy, jaką wytrzymałość psychiczną miała ta dziewczyna ani jak blisko była z matką, ani też jak wyglądała jej sytuacja: czy jej mama chorowała już wcześniej i to spowodowało utrudnioną koncentrację i niewykonanie zadań, czy była to śmierć tragiczna i pozostawiająca dziewczynę w stanie odrętwienia, i w końcu, jak wyglądała sytuacja z pogrzebem, czy musiała samodzielnie wszystko załatwiać lub doszły jej jakieś obowiązki, przez co nie mogła wykonać zadań w terminie. Więc, Ichna, odpowiadając na Twoje pytanie, po co - niektórym to po prostu jest potrzebne. Wiadomo, że pewne rzeczy trzeba zrobić, prędzej czy później, ale ten dodatkowy czas bywa błogosławieństwem. Poza tym, odnosząc się jeszcze do drugiego profesora - to naprawdę miłe z jego strony, że zaproponował studentce rozmowę o mamie i podzielenie się wspomnieniami, rozmowa w takich sytuacjach pozwala na wyrzucenie z siebie emocji i szybszy powrót do zdrowia. Być może mnie zajęło to tyle czasu, bo nikt mnie nie zapytał, jak się czuję i czy sobie radzę, to ja musiałam wszystkich pocieszać i być głosem rozsądku, kiedy rodzina zaczęła się kłócić i przerzucać nawzajem winą. Wiele bym dała, żeby ktoś mi wtedy tak po prostu powiedział: porozmawiajmy. Może ten profesor wie, co robi.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 8 marca 2021 o 19:16

I Ichna
-2 / 4

@Borrokalari rozumiem słabą konstrukcję psychiczną i współczuję.
Natomiast ja stawiam inną tezę:
W dorosłym życiu mało kto może sobie na coś takiego pozwolić.
I tego właśnie uczy profesor nr 1....
...kij z firma i projektami ale czy mogłabym mojemu 4 letniemu wówczas synkowi powiedzieć, sorry mamusia potrzebuję więcej czasu? ...no niestety nie bardzo, ponieważ on z tego wszystkiego nie wiele rozumiał a matki potrzebował bez zmian. W dorosłym życiu, jeśli przypadki rozsypki psychicznej się zdarzają to kończy się psychotropami i jest poważnym rodzinnym problemem.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
B Borrokalari
0 / 0

@Ichna - no wiadomo, że syn Cię potrzebował, ja przecież też nie odmawiałam swojej rodzinie ramienia do wypłakania i słuchałam wszystkich cierpliwie, mimo że się we mnie gotowało, kiedy słyszałam, jakie głupoty czasem mówili i najchętniej to bym wyjechała, żeby na to wszystko nie patrzeć (i na ten pusty pokój). Chodziło mi w tym wywodzie raczej o to, że jeśli MOŻNA sobie pozwolić na więcej czasu i to jest potrzebne, to warto z tego skorzystać, a nie udawać na siłę, że się da radę. Chodzi też o to, żeby wybierać priorytety, jak w Twoim przypadku priorytetem było zajęcie się dzieckiem i praca, a w moim godzenie rodziny, przez co na naukę już nie miałam siły (poza tym, bez przesady, studia to nie aż taka ważna sprawa). Poza tym, również w dorosłym życiu rodzina i przyjaciele wspierają się nawzajem, gdy trzeba, to nie jest przywilej wyłącznie dzieci. Dlatego ludzie dążą do tego, by mieć tych przyjaciół i rodzinę - bo jak są dobre czasy, to można sobie poradzić samemu, ale ciężkie chwile w życiu się zdarzają i wówczas jest samemu naprawdę bardzo ciężko, człowiek musi wspinać się na wyżyny swojej wytrzymałości.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R rozdupcewas
+2 / 6

Należy umieć oddzielić życie prywatne od zawodowego.
Według kodeksu pracy w przypadku śmierci bliskiej osoby przysługuje urlop okolicznościowy, nie wiem jak jest na tej uczelni, ale jeśli w statucie nie ma nic na ten temat, to obydwaj i tak zrobili więcej niż powinni.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M michaler
+3 / 3

Wy się tu rozpisujecie, a jakoś mam przeczucie, że demotywator jest zmyślony

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar costamzczymstam
0 / 0

@michaler może i nie zmyślony, a ten bot skopiował go z jakiegoś reddita czy innego portalu

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar kriseq1970
0 / 2

Jakbyś do mnie napisał "moja mama zmarta" to byłbym gorszy niż pierwszy profesor.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A arylyn
0 / 2

Jaki profesor? Chyba nauczyciel w przedszkolu?
'zmarta'
'2 prof.'
Proponuję najpierw nauczyć się języka polskiego

Odpowiedz Komentuj obrazkiem