Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
1818 1878
-

Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
K keramzzyt
+32 / 90

"Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła szczury i bezpańskie psy. Nikt nie narzekał. Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Opatów, Ożarów, Pawłów, Ćmielów, nawet Waśniów stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, przecież drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nie martwiła się o nie znaczące rzeczy, nie była nadopiekuńcza. Nikt nie narzekał."

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K keramzzyt
+24 / 68

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, przeziębieniem i polio służył mocz i mech oraz nalewki wujka Stefka. Lekarz u nas nigdy nie bywał i nie dawał szczepionek czy antybiotyków. Chyba że u babci – po mocz do picia i mech na okłady. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wsciekliznę dziki i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Dziś jedzą tylko syf z MacDonaldsa - my jedliśmy naturalnie prosto z lasu. Nikt nie narzekał.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Sanjzu
+7 / 15

@keramzzyt Daję po plusiku za wenę literacką :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K keramzzyt
+7 / 31

@Sanjzu Niestety, nie ja jestem autorem. Skopiowałem se to kiedyś z neta bo mi się spodobało.
"Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z potłuczonym szkłem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał."

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K keramzzyt
-3 / 21

Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy.

Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie

potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie

narzekał.

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na

zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem

akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy były emocje - kto spadł - ten

miał problem. Nie musiał spadać. Nikt nie narzekał.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D Djzordon
-1 / 5

@keramzzyt Nie spodziewałem się zobaczyć nazwy swojej wsi na demotywatorach.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K keramzzyt
-1 / 7

Niestety, nie ja jestem autorem. Skopiowałem se to kiedyś z neta bo mi się spodobało.

"Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby,

rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie

wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował

jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był

wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł.Nie było

dysmózgii - wystarczył kij od szczotki i gałązki pokrzywy. Ciocia Janinka

powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał."

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K keramzzyt
+2 / 8

Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks,
paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset,
mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel truskawki ze śmietaną i chleb z
cukrem. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie
zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał
sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.

Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś
spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na
jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J Joyceb
+1 / 1

Haha dobre ))

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J Joyceb
+1 / 1

Ty to wymyślasz na poczekaniu ? heheh

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K keramzzyt
+1 / 1

Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, Murzyn, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.

Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.

My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A adamis62
+16 / 68

Mocno wyidealizowana bajka, choć i prawdy zawiera sporo.
Lata mojego dzieciństwa to 65-80. Obrzeża małego miasteczka. Była angina i zapalenia płuc, złamania zatrucia i tężec. Były ciągle obawy przed wścieklizną i kilka przypadków u ludzi w naszej mieścinie. Co roku było co najmniej jedno utonięcie. Kolega utonął w dniu komunii. Było niesamowite wprost pijaństwo i wiele tragedii rodzinnych z tego powodu.
A już generalnie nie prawdą jest że nasi rodzice nie przejmowali się gdzie i z kim się włóczymy. Najczęściej nie mieli o tym pojecia. A jak już się dowiedzieli, to nie raz był szlaban na kilka dni, albo zakaz kumplowania się zniektorymi kolegami. Czasem lanie.
Jestem pewien, że gdybyśmy wtedy dostali do rąk komputery i smartfony, tez byśmy ozombieli.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S Sevivo
+3 / 33

@adamis62 Też prawda. Sam miałem zapalenie płuc dość ciężkie. I też prawda... że po prostu rodzice nie wiedzieli i nie widzieli co robimy. Śmierci nie pamiętam u nas żadnych związanych z czasem wolnym, bo jak dzieci pracowały to co innego... ale złamań pełno. I dwa ciężkie kalectwa.

Pamiętam do dziś też jak mama mi mówiła żebym nie bawił się na takich kratownicach, bo rok wcześniej kolega połamał obie ręce i trzeba było go karmić i mama podcierała mu tyłek jak robił kupę... wiedziała, że najbardziej to będę się bał, że będzie mnie musiał ktoś podcierać a nie złamań :P

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 2 razy. Ostatnia modyfikacja: 20 kwietnia 2021 o 20:13

A aniechcemisie
-1 / 105

Ile razy w roku można czytać te same bzdury.
Może miałeś to szczęście, że rzeczywiście cię ominęło i w twojej bezpośredniej okolicy nic złego się nie zdarzyło, ale nie znaczy to, że się nie zdarzało. Odłóż zatem ten kwantyfikator i nie pisz, że nikomu się nic nie stało i wszystkim było zajefajnie.
Żeby daleko nie szukać. Koleżanka z "sąsiedniej klasy" z podstawówki się powiesiła, kolega zginął, bo wpadł do niezabezpieczonego wykopu i przygrzmocił głową w jakąś rurę. Złamań nawet nie liczę.
Reszty nawet nie chce mi się komentować, bo jest na podobnym poziomie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W waclawpl
+7 / 11

@aniechcemisie Bo ludzie pamiętają tylko dobre i przyjemne rzeczy, a te złe wymazują z pamięci. Urodziłem się w demoludzie, w latach 80-tych. Pamiętam że non-stop ktoś chodził z ręką czy nogą w gipsie, część osób ma pamiątki w postaci utraty sprawności na całe życie. Skoków na główkę na nieznanych akwenach czy rzekach? Było pełno. Wypadki na placach budów, szczególnie publicznych i porzuconych? Włącznie ze śmiertelnymi, tak zginął kolega z równoległej klasy gdy przywalił ich wykop który sami zrobili. Nawet nie skomentuję wrzutek o braku problemów psychicznych ludzi, bo tego zwyczajnie nie diagnozowano jeśli ktoś nie był ewidentnym wariatem krzywdzącym innych. Sam się z tym zetknąłem gdy koleżanka z klasy postanowiła skoczyć z nastego piętra bloku mieszkalnego.

Ale hej, autor plusików nałapał, sporo ludzi westchnęło z tęsknotą za czasami nie lepszymi tylko tymi gdzie byli młodzi i... w sumie tyle.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E ESPMII
-5 / 7

@aniechcemisie "Ile razy w roku można czytać te same bzdury." - włącz telewizor i oglądaj codziennie po kilka razy to samo: covid i liczba zakażonych...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
I Innoame
+30 / 62

Co za chłam.. Ile dzieciaków się utopiło? Ile połamało? "Nikt nie narzekał". I pewnie, fakt, że psy wszędzie srały to pozytyw. Nie ma nic tak fajnego, jak wdepnąć w psie kupsko.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M m4ght
+2 / 12

@Innoame myślę, że kiedyś ulice były mniej zasrane, bo psy były trzymane na łańcuchu. Dzisiaj niektórzy swoje pieski traktują lepiej niż swoje dzieci.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 21 kwietnia 2021 o 18:28

avatar perskieoko
+8 / 18

Chłopie, to co napiszesz o urodzonych w latach 1900-1910? To chyba byli nadludzie!

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M Myslaca_istota
+14 / 14

@Qrvishon No ktoś te dzieci wychowywał. Czyżby rodzice żyjący w tych wspaniałych dawnych czasach?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Buka1976
+2 / 2

@Myslaca_istota Trafnie. Ci "tak wspaniale" wychowani, zakazali swoim dzieciom wszystkiego, po czym płaczą, że dzieci w domu siedzą.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K katem
0 / 0

@Buka1976 I tu trzeba się z Tobą zgodzić. Nie ma innego wyjścia !

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A adawo
-2 / 6

Roczników 90 to już nie dotyczy, późnych 80 pewnie też nie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar ZONTAR
+2 / 2

@adawo Komuna nie zniknęła ot tak w 89. Niektórzy mieli więcej szczęścia, inni jeszcze długo czuli smród komuny nawet do wczesnych lat 2000. Każdy region wygląda inaczej, a realia zmieniały się powoli i nierównomiernie. Za nic bym nie wrócił do moich czasów młodości, a te właśnie przypadały na lata 90.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D Dragoo
+16 / 18

I człowiek który się wychował w tak zajefajnych czasach jest teraz rodzicem i zabrania swojemu dziecku zjeść zakurzone jabłko z drzewa czy pochlapać się wodą z węża. Hipokryzja.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J J_R
+23 / 23

Przeczytałem pierwszą linijkę i podpis. Wiesz czemu to były piękne czasy? Bo byłeś młody, piękny, zdrowy i co najważniejsze nie dostałeś traumy od jakiegoś ludzkiego potworka lub konsekwencji własnej głupoty.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
G Gracek1135
+5 / 7

@J_R albo byl tak glupi ze nie rozumial jacy ludzie go otaczaja i jak funkcjonuje swiat

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
C cjzsanandreas
+6 / 6

@J_R lub po prostu pamięta tylko to co chce pamiętać

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
G Gracek1135
+9 / 13

Myslicie ze wy nie jestescie patologicznymi rodzicami? Wiekszosc rodzin w polsce jest zepsutych i to pod wieloma wzgledami, czyt. Patologia

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar kraken11
+7 / 7

tekst bardziej nostalgiczny. Ja nie tęsknię za tymi czasami i tym modelem wychowywania/dorastania, chociaż wychowywałem się w ten sposób.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
B black_lemons
+17 / 19

Ileż razy można to samo wrzucać? Teraz nawet dzieci z lat 90tych się załapały... Tak, wiemy, starsze pokolenia miały lepiej. Tyle ze to bzdura. Każde pokolenie pamięta dzieciństwo i młodość jako te "dobre czasy" (no może oprócz pokolenia wojennego, ale to inna sprawa). Tęsknimy za beztroską dzieciństwa, a nie za latami 80tymi czy 90tymi. Get over it.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D daclaw
+8 / 8

@black_lemons Otóż nie, mój ojciec całe życie nostalgicznie wspominał wojenne dzieciństwo. Siedział na wsi, do szkoły nie musiał, miał granaty i gnaty, Niemców kiwał, Ruskim się nie kłaniał, ite de, i te pe. Można było odnieść wrażenie, że ta II Wojna Światowa skończyła się w zeszłym tygodniu i że on samodzielnie ją wygrał.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J jutrzenka210488
+16 / 16

Sama po sobie wiem, że smarowanie spirytusem (nierozcieńczonym!) to słaby pomysł. Po 25 latach nadal mam blizny na dekolcie po takim "leczeniu". Tak samo patrząc na to, że w wieku 4 lat szlajałam się z 7-letnim bratem po osiedlu całymi dniami, bo matka wracała po 22, to chyba cud tylko sprawił, że nikt nas nie porwał, nie zgwałcił i nie zabił. Teraz dzieciaki chowane są pod kloszem, co nie jest też dobre, bo to przesada w drugą stronę, ale słuchając opowieści z lat 60, 70, 80 i 90 o rozwalonych na sankach o latarnie łbach, wybitych na rowerach zębach i ciężkich pogryzieniach przez psy stwierdzam, że jazda na rowerze w kasku, zapinanie w samochodzie pasów i wiedza, gdzie są i co robią moje dzieci, to wcale nie są głupie rzeczy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
X Xynthia
+5 / 7

@jutrzenka210488
0 właśnie! Zawsze jak czytam, jak to kiedyś fajnie było, bo nikt nie kazał kasku i ochraniaczy zakładać na rower, na wrotki (rolek wtedy nie było), na łyżwy, to mi się przypominają moje poobdzierane kolana... Ktoś, kto uznaje, że taki ból to coś fajnego, musi mieć nierówno pod sufitem, ja tam żałuję, że "za moich czasów" nie było ochraniaczy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 21 kwietnia 2021 o 19:44

avatar Aleah_S
+8 / 8

Mnie o tym, że jestem z "rodziny patologicznej" próbowała poinformować w gimnazjum nauczycielka WDŻWR. Cytuję: "Normalna rodzina posiada dwójkę dzieci, gdy dzieci jest więcej to jest to patologia". Pech chciał, że w klasie mieliśmy sporo osób z wielodzietnych rodzin i dyrektorowi stanowczo nie spodobała się narracja nauczycielki, koniec końców z nieznanych nam przyczyn nauczycielka ta przestała pracować w naszej szkole. Mam nadzieje, że nikt więcej nie został skrzywdzony jej słowami. Ja pamiętam do dziś i do dziś, gdy widzę ją gdzieś na mieście mam ochotę podejść i powiedzieć co o niej myślę

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P PrawdziwieTrue
-2 / 2

@Aleah_S "postawy i zachowania jednostek i grup, niezgodne z wartościami i normami danej kultury i społeczeństwa." - to jedna z definicji patologii, jeżeli norma społeczna to 1-2 dzieci, to 3 to już patologia. Chyba, że chodziło jej o tę definicję "Patologia to "nauka o przyczynach chorób, mechanizmach ich rozwoju i przebiegu, objawach i skutkach; obejmuje wiele nauk medycznych podstawowych, między innymi: mikrobiologię, serologię, immunologię, anatomię i fizjologię patologiczną, histopatologię."", a może jeszcze inną?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J Janek_159753
0 / 0

@PrawdziwieTrue Mylisz normę ze statystycznie najczęstszym.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
B Blankawooo
+11 / 15

Co za bzdury. Jak słyszę, jak to kiedyś było nam fajnie, to aż mnie skręca. Nie pilnowane dzieci topiły się, robiły sobie krzywdę na budowach, umierały rażone prądem, popełniały samobójstwa lub były bite do nieprzytomności przez rodziców, którzy " nie wiedzieli, że są patologią". 100 lat temu były inne czasy, 40 lat temu były inne czasy i za 20 też będą inne. Ani lepsze ani gorsze. Inne.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E Ergon777
+15 / 19

Kłopot polega na tym, że jest to sprytna manipulacja. Wpis ma przywołać pozytywne emocje z okresu dzieciństwa. Natomiast nikt nie zwraca uwagi na to, że:
* był to okres w którym nic nie było. Za zabawki służył patyk, kamień i kawałek kredy gdyż zwykły rower czy piłka były NIEDOSTĘPNE!!!!
* ciężkie czasy wymuszają na ludziach poczucie współpracy, gdyż bez współpracy nie przeżyjemy. Dzieci były od początku uczone współpracy. Nie było współzawodnictwa gdyż nie było o co współzawodniczyć! Dostępne zasoby były tak mizerne, że dzieci chętniej się dzieliły niż ze sobą konkurowały. Dziś jest odwrotnie, co w brew pozorom, jest objawem dobrobytu ale też zmiany wychowania na walkę o pozycję, byt i zasoby. Dziś dzieci uczy się współzawodnictwa
* oczywiście, że byli topielce, osoby ze złamanym karkiem i inni którzy nie dożyli dorosłości (przykład u mnie ze szkoły - dwóch topielców i jeden ze złamanym kręgosłupem). Różnica polega na dostępności informacji. Za komuny nie przekazywało się publicznie takich informacji. Dopiero wolna polska wprowadziła statystyki dzieci, które się utopiły.
* zatrucia były normą... na rzeczy typu bąblownica czy kleszczowe zapalenie mózgu o tężcu nie wspominając, nikt nie zwracał uwagi, bo nikt o tym nie wiedział!!! Do szpitali trafiało się wtedy, gdy stan był często już beznadziejny. Dzisiejsza troska pokazuje jak bardzo świadomość poszła do przodu
* leczenie spirytusem, naparami i herbatkami ziołowymi było popularne gdyż NIC INNEGO NIE BYŁO!!!!! W aptece można było dostać co najwyżej polską aspirynę gdyż reszta medykamentów (która dzisiaj jest ogólnie dostępna) była na receptę. Ziołolecznictwo było jedynym ratunkiem.
* tak, nasi rodzice byli patologiczni, gdyż nie uczyli nas życia emocjonalnego. Dlaczego? bo ich samych tego też nie nauczono. A dlaczego? Bo ich rodzice przeżyli wojnę a na wojnie emocje i sentymenty bardzo często oznaczają śmierć. Na wojnie trzeba być do bólu pragmatycznym
* puszczanie samopas czyli szczęśliwe dzieciństwo było normą. Był to inny sposób rodziców na parę godzin spokoju. A czemu tak? Bo nie było basenów, dodatkowych zajęć z angielskiego, judo, karate i tysięcy zajęć rozwojowych, do których mają dostęp dzieciaki. Dziś po prostu rodzice inaczej sobie kupują ten czas.
* po raz kolejny to napiszę: wtedy dzieci były uczone kooperacji w walce o zdobycie zasobów, dziś są uczone rywalizacji w walce o zdobycie zasobów. Więc zmiana zabaw jest prostym efektem zmiany edukacji
* każde dzieciństwo jest dobre i szczęśliwe - refleksja przychodzi z wiekiem. Dzisiejsze dzieciaki osiągają te same cele dzieciństwa natomiast sposób ich realizacji jest inny, co nam dorosłym może się nie do końca podobać.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P PinkBlob
+1 / 3

W punkt.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Albiorix
+12 / 12

Wszyscy narzekali a czasy były szare, biedne i do dupy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Karbulot
+7 / 9

Jako rocznik 1969 pamiętam te "wspaniałe" czasy. Owszem, nikt się z nikim nie pieścił, dzieciaki były twarde i odporne. Ale czy jest co mile wspominać? Kartkowa żywność, brak zabawek, brak słodyczy, brak wyboru kanałów w TV, zero video, DVD, komputerów, kolorowych telewizorów. Przynajmniej większość miała rowery.

Nie ma czego wspominać, ale w jednym tamte czasy były lepsze od dzisiejszych.
Mało dzieciaków miało nadwagę.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar kanapekr
0 / 2

@Karbulot no i wydaje mi się, że więcej wolności mieliście, czyż nie? Dzisiaj za szlajanie się po budowach chyba szybciutko ochrona łapie. Skoki na główkę są nielegalne, trampoliny znamy tylko z filmów. I.. no pewnie jest tego więcej ale nie chce mi się wymyślać.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
X Xynthia
+3 / 3

@kanapekr
Po budowach nigdy nie można było się szlajać, tylko wtedy zamiast ochroniarzy gonił nas kulawy cieć, wrzeszcząc, że jak nas złapie, to nam nogi z d*** powyrywa. Adrenalina na maksa ;)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J jamarkus
+8 / 8

Dlaczego te dzieci z "patalogicznych" rodzin nie wychowują swoich dzieci, tak ich wychowywano ?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M m4ght
+8 / 8

Jak w domach było 7-8 dzieci, to gdy dwoje się potopiło to nikt nie robił tragedii. Dzisiaj jest trochę inaczej.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R Rogulek12
+2 / 2

Kiedyś było inaczej. Dlaczego teraz dzieciaki takie są? Bo nasi dziadkowie nie mieli nic, biedę, ubóstwo i głód, chcieli dać swoim dzieciom więcej, dzieci miały swobodę, dalej trochę biedy, nasi rodzice mieli mało dlatego nam chcieli dać to, czego im brakowało, nasze dzieci mają wszystko :/ ale zero szacunku, wychowania, kultury, wytrzymałości itp. Niestety, teraz nie wolno nic zrobić, bo dziecko się poskarży, kiedyś dostało w łeb i nie odważyło się drugi raz.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P PinkBlob
+4 / 4

To nie chodzi o czasy, a o mentalność dziecka. Dzieciństwo potrafi zrobić z krowiego placka ciasto, z błota zupę, z kija szablę, z dziury w płocie tajemniczy portal. Spytajcie dziecko alkoholików, czy dawne czasy były takie superaśne, kiedy ono wyprawiało piątke młodszego rodzenstwa do szkoły i przykrywało kocem zachlaną matkę. Raczej zaprzeczy, bo nie miało czasu być dzieckiem, tylko już martwiło sie o byt jak dorosły. Magia tkwi nie w czasach, a w niewinności.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K korn82
+5 / 7

Nie zesrajcie się z tej tęsknoty.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Adik70
+1 / 1

prawda, najprawdziwsza...i jeszcze to... do tego co jest teraz sami doprowadziliśmy te 50, 60, 70.... szkoda :'/

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K korn82
+5 / 5

To wy - dzieci lat 50-90 wychowaliście to cos co ciągle gapi sie w telefony, nic nie potrafi, wszystkiego się boi i żyje wirtualnie.
Będziecie pieprzyc bzdury jak to hardlorowo sie bawiliscie za dzieciaka, ale swoje dzieci to do szkoly wozicie, odbieracie, żarcie pod pysk, zero obowiazkow, wyręczacie we wszystkim, bronicie przed rowiesnikami, szkoła, dorosloscią i życiem, co chwile dzwonicie i sprawdzacie gdzie są i co robią i nie daj szatanie żeby coś się stało, albo dzieciak samodzielnie cos zrobił bez waszej wiedzy.
A potem pierniczycie w memach, że "kiedyś to kurła było"
To wy "wychowaliscie" obecną mlodzież, ich porazka to jest wasza porażka. Jesteście żałosnymi przegrywami.
Nie wszyscy oczywiście, piszę ogolnie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Paveu69
+2 / 2

Super, tylko że teraz głosujecie na idiotów i niszczycie dzieciństwo dzisiejszym pokoleniom, więc jednak wcale nie było to takie dobre wychowanie jak widać...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar BrickOfTheWall
+5 / 5

1. Gdy chodziłem do niższej podstawówki codziennie widywałem dwójkę kolegów z ósmej klasy śmiesznie powyginanych i kuśtykających podpierając się kulami a ich rówieśnicy wesoło podśpiewywali im na korytarzu "heine-medina - tak śmiesznie rączki wygina. Nóżki wygina - choroba heine-medina...".
2. Gdy byliśmy w 5 klasie koleżanka ginie pod kołami autobusu - do szkoły chodziła na skróty przez zajezdnię.
3. Kolega z bloku traci dwa przednie zęby i ma połamaną rękę - ojciec uczył go "szacunku"
4. Popołudnia spędzamy snując się po blokowisku, nasypach kolejowych lub wysypisku złomu... i tak przez całe lata... kilku kolegów robi to do dzisiaj.

Tkwiłem w tym, był PRL - byłem zadowolony bo nie miałem pojęcia, ze można inaczej i nie miałem świadomości w jakim guanie tkwimy. Oczywiście dziadkowie karmili nas opowieściami: "Wy to teraz macie dobrze - a ja za Hitlera to boso i w jednej koszuli latałem a do jedzenia mieliśmy tylko rzepę z łojem"

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Anah19
+1 / 1

Nie dajmy sie zwariowac. W zadną stronę. Sama jestem z tych dzieciaków z wolnego wybiegu. Ale zasady były. Na budowy nie wolno bylo chodzić i jak do domu, to do domu, bez dyskusji. Jakos od pierwszej klasy klucz na szyję i do szkoły potrafiliśmy trafic, lekcje odrobić i zakupy do domu.
M9je dzieci są z chowu troche innego. Bo i czasy inne. Ale same latają po.osiedlu, do domu zjeść albo sie napic. Albo i nie, jak mają kase do zabki. I takich dzieci jest wiekszosc,, choć ciagle odkrywamy nowych 8- 9 latkow, ktorzy zaczynają biegac po.placu zabaw. A najwieksze zgorszenie wywolalam wsrod rodzicow w szkole. Ze 8latek dam do niej chodzi lub jeździ na hulajnodze i sam wraca. Dramat, bo mama każe przejść sie 15min, zamiast podwozić pod bramę.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S sylwia74573
+2 / 2

Gdyby to dzieciństwo było takie super, to gabinety psychologów i psychiatrów byłby prawie puste... tyle w temacie tych świetnych czasów, swobody i przysłowiowego klapsa...
P.S. Jestem dzieckiem lat 90... mama zawsze wiedziała gdzie i z kim byłam, także cóż...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S slavik1975
+2 / 2

Tak było. Choć czasem, ktoś wylądował w szpitalu lub utopil się w gliniance. Ale tak naprawde było. Pozdrawiam

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A agronomista
+2 / 4

"Nikt nie latał za nami z czapką" i tu wyszło, że to "fake". Za nami z czapkami wszyscy latali. Bo przez głowę wychodzi najwięcej ciepła, a każda choroba brała się z braku tej czapki. Ściemniasz kolego.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 21 kwietnia 2021 o 22:00

I Ignus
-4 / 8

problem w tym że tak wychowane dzieci przestały tak wychowywać swoje dzieci

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Pug_79
+3 / 3

Historyjka z lat 60 tych, dzieci skakały często z mostku do rzeczki. Któregoś dnia przy jakichś robotach panowie wrzucili do rzeczki zbrojenia tak, że nie wystawały. Pierwszych dwóch przyjaciół osoby, która mi to opowiadała przebiło się na wylot drutami i zakończyło swoją przygodę z życiem. Takich historii jest całkiem sporo i jak popytacie, to w Waszych rodzinach też je sobie łatwo przypomną. Prawdopodobieństwa nie oszukasz. Więc nie opowiadajmy sobie pierdół, że nikomu nic się nie stało. Tym, którym się coś stało raczej nikt dzisiaj głosu nie udzieli.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Ashera01
+4 / 6

Co za bzdury. W tamtych czasach mnóstwo dzieci ginęło lub zostawało kalekami, bo uległy wypadkom przy zabawie bez nadzoru dorosłych. Sama dorastałam wtedy i słyszałam co kilka tygodni o jakimś wypadku dziecka w okolicy. Prawdą jest, że rodzice częściej zostawili dzieci bez nadzoru albo pod opieką niewiele starszego rodzeństwa. Sama musiałam się opiekować jako 5-latka młodszym bratem, a w późniejszych latach siostrami. Efekty były takie, że brat dostał krokwią w czerep i wstrząs mózgu, przez co stracił przytomność i miał kilka operacji. Jedna z sióstr wypadła mi z wózka, połamała żebra, kiedy ja miałam 8 lat. Rodzice obwiniali mnie latami, że przeze mnie rodzeństwo miało problemy zdrowotne. I nie miało dla nich znaczenia, że ja też byłam kilkuletnim dzieckiem. Ryli mi psychikę latami, traktując jako wcielone zło... ale były "piękne czasy". Oby nigdy nie wróciło to podejście do zostawiania dzieci samym sobie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P piterscieter
+2 / 2

Czasy się bardzo zmieniają co 10-lecia. Uroki młodości to przede wszystkim paczka, kreatywność w grupie, czasem sprzeczki, bójki, a po zawierusze podanie ręki na zgodę i tak największy rywal z ulicy staję się człowiekiem, do którego ma się sentyment całe życie. Pokolenia urodzone po 90-tym roku mają tych interakcji mniej. Uważam, że wcześniej więcej było tej wolności, co też rodziło pewne zagrożenia. Teraz wszystko co rzeczywiste jest pod okien rodziców (przywóz, odwóz ze szkoły, jest mniej przestrzeni na integrację), rytuał wożenia dzieci nawet 1000 m do szkoły. Na moim osiedlu (domów jednorodzinnych) pokolenie lat 1968-1978 (młodość początek lat 90-tych) na 130 domów była paczka kilkunastu osób w zbliżonym wieku, 15 lat później (przełom lat 90 i 2000) w ekipie było 10 osób, a po 2010 nie było żadnej paczki - chyba, jedni zaczęli się grupować w krzakach po 20 roku życia inni się odcięli całkowicie od reszty. Bilans z osiedla, gdzie jest stabilne życie i rodziny są stabilne. Ci z lat 68-78 tworzą rodziny, lata 78-88 są w powijakach, lata 88-95 prawie nikt nie ma stabilnego życia i nie dąży do takiego (pełno rozwodów, zerwań z partnerami). Świetnie wykształcone dziewczyny - paczka 5 dziewczyn po 30-tce z prawie tego samego roku (biotechnologia, medycyna, socjologia UW i tym podobne), albo sama po przejściach, albo z kimś po przejściach w niestabilnych relacjach.

Cała plejada partyjna moim zdaniem nietrafnie diagnozuje przemiany społeczne.
- PIS 500+ (ok), ale i więcej alimentów, do więzienia za alimenty, reszty nie ruszamy, nie łagodzimy, niech się kręci sądownictwo.Odcięcie rodzica od dziecka "no problem". Zresztą ważniejsze jest bronienie się przed bombami atomowymi opozycji (nieistotnymi ale jest jatka, ludzie sobie popierają, albo sprzeciwiają)
- PO nawet najgorszy drań jeśli jest nas to bronimy, a z resztą jesteśmy liberalni róbta co cheta i popierają nas elity (bo taki mamy PR). Nawet jeśli głupka nominujemy to pokażemy, że jest najmądrzejszy, a z resztą pispispispispispis.
- Lewica - rewolucja społeczna z wrażliwością na anomalię,
- Konfederacja - zero podatków, samo się wszystko zrobi,
- PSL od pogody zależy,
- Polska 2050 czyli Hołownia (trochę ksiądz, trochę Palikot) - najważniejsze, że to ładny chłopak

Nikomu się nie opłaca politycznie promować zdrowe relacje społeczne, które sprzyjają powstawaniu rodzin. Czy oni są odzwierciedleniem nas czy my jesteśmy odzwierciedleniem ich. Patrząc na demoty to chyba to pierwsze.
Nikt nie rusza demografii na poważnie. Więcej instytucjonalnego rozwoju, zero prawdziwego społecznego rozwoju,

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar LocosPPG
+1 / 1

Teraz nie ma czasów! Nasze dzieci wychowujemy na kaleków i niezdary życiowe. Coś poszło nie tak...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A ajajaj2
0 / 0

Ktos tu zapomnial o zakulisowej pracy rodzicow. To, ze komus sie wydaje, ze jadl nie myte owoce to nie znaczy, ze rodzic ich wczesniej nie przygotowal. Myslisz, ze rodzice nie wiedzieli gdzie byles? Jak cie matka stracila na minute z oczu to dostawales taki wpie rdol, ze nigdy wiecej nie wychodziles poza rewir. Jak miales byc o 18 w domu to byles, mimo braku zegarka, bo 18:01 juz byl wpier dol. To samo jak rodzic dowiedzial sie o zabawach na placu budowy i innych niebezpiecznych miejscach.
Lekarza odwiedzalo sie przy kazdym katarze, bo kazdy rodzic wiedzial, ze mozna to wyleczyc naturalnymi metodami, ale jak choroba sie rozchusta to szpital i mogila.
Jak rozcielo sie palec, to lekarz zakladal szwy. Chyba kazdy dzieciak cos w zyciu zlamal.
I co najwazniejsze, rodzice codziennie wbijali do glowy madrosci zyciowe, ktorych teraz niby nikt nie pamieta, ale wlasnym dzieciakom powtarza. Najpierw umyj, uwazaj jak chodzisz, gdzie leziesz, nie podchodz do psa, nigdzie nie idziesz, masz 5min.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar victoriatus
0 / 0

nie chce mie sie czytac, masz to w wersji wideo?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem