Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
240 246
-

Komentarze ⬇⬇

Zobacz także:


Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
T Tibr
+12 / 14

To zdaje się, że mógł już wrócić do domu? Bo dożywocie jest zarezerwowane dla najcięższych zbrodni... czyli co trzeba by zabić jeszcze sąsiadów? Bo ojca zabić i oskslpować to mało?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
C coldfish
+9 / 9

@Tibr dobrze że nie dopatrzyli się jakiejś psychicznej choroby bo by tylko parę lat w psychiatryku odbębnił i już dawno byśmy go mieli na głowie z powrotem.
Swoją drogą ciekawe czy jeszcze siedzi?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
T Tibr
+1 / 1

@coldfish raczej już wyszedł. Też się zastanawiałem co było przesłanką za wytokiem, a nie szpitalem?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar agronomista
+1 / 1

@coldfish ale on najprawdopodobniej był chory psychicznie. Odwalić manniane jak z horroru klasy B, bez sensownego motywu, to już jest zwyczajnie porąbana psychika.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D daclaw
+2 / 2

@agronomista Wg mnie, za dużo się nad tym deliberuje. Każdy, kto zabija z przyczyn innych, niż szeroko pojęta obrona własna, płatne zlecenie i, ewentualnie jeszcze naprawdę silne wzburzenie, ma w jakiś sposób porąbaną psychikę.

Jak np. patrzę na sprawę zabójcy Adamowicza - 3 lata dywagacji, czy on był poczytalny, niepoczytalny czy częściowo poczytalny. Tak jakby w czyimkolwiek interesie było, żeby ten zwichrowany przygłup mógł się jeszcze wolnością cieszyć.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar agronomista
+1 / 1

@daclaw Ja jednak uważam, że każdy taki przypadek powinien być przebadany. Nie po to aby złagodzić karę, ale dla samej wiedzy, i ewentualnej prewencji w przyszłości.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
C coldfish
0 / 0

@agronomista przeczytałem to co napisane było pod linkiem który jest poniżej w komentarzach. Najprawdopodobniej był między nim a ojcem jakiś bardzo poważny konflikt. Sądząc po tym że matka nie przekreśliła go po tym to być może nawet było coś o czym nikt poza nimi nie wiedział.
Nie żebym usprawiedliwiał to co zrobił ale też wydaje mi się że dokonanie takiego czynu musi mieć przyczynę.
I te przyczyny trzeba badać właśnie jak napisałeś dla prewencji.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar agronomista
+1 / 1

@coldfish Gdyby zabił ojca w złości, czy obronie matki to bym zrozumiał, że to jest jakiś racjonalny powód. To co zrobił dalej to już było popier...olone.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar bartoszewiczkrzysztof
+6 / 6

Barbarzyńca, to chyba zbyt łagodne określenie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar swietyczlowiek
+1 / 3

Szczegóły i motywy:

https://crime.com.pl/34198/maska-z-ludzkiej-skory/

26-letni Władysław W. z Brzyczyny w Małopolsce zabił ojca, odciął mu głowę, a następnie zdjął z niej skórę i zrobił maskę. W tej masce chodził po wsi, udając własnego ojca.

Rano 30 maja 1999 roku Józef W. wyszedł na podwórze domu w Brzyczynie koło Skawiny, gdzie mieszkał razem ze swoim synem Witoldem oraz wnukiem Władysławem. Nieopodal domu, z pochyloną głową, odzianą w kapelusz, siedział jego syn. Starszy mężczyzna zauważył, że Witold ma dziwne czerwone plamy za uszami. Kiedy go o to zapytał, usłyszał, że pobrudził się farbą. Staruszek jeszcze wtedy nie wiedział, że rozmawia ze swoim wnukiem.

Ciało bez głowy

Odszedł do swoich prac przy gospodarstwie, oporządzania kurcząt. Potem zjadł z synem śniadanie. Czuł, że coś jest nie w porządku. To nie był głos jego syna. Nigdzie też nie widział wnuka. Około południa w poszukiwaniu syna wszedł do piwnicy. Jego oczom ukazał się makabryczny widok.

Niekompletne zwłoki Witolda W. wisiały przymocowane za nogi do kraty okna. Nigdzie nie było widać głowy. Pomimo szoku jakiego doznał, Józef udał się do domu zaprzyjaźnionego małżeństwa w sąsiedniej miejscowości i stamtąd powiadomili policję.

Przybyli do Brzyczyny policjanci rozpoczęli poszukiwania Władysława W. Znaleźli go wieczorem na przystanku autobusowym w Libertowie przy tzw. Zakopiance. Mężczyzna miał dziwnie wygolone włosy, był spokojny i z uśmiechem na twarzy zwrócił się do policjantów: – No to mnie macie. Równocześnie z poszukiwaniem, a potem zatrzymaniem mordercy, w domu zajmowanym przez rodzinę W. prowadzone były oględziny i przeszukanie. Początkowo policjanci próbowali powiązać osobę Władysława W. z zabójstwem Katarzyny Z. 23-letniej studentki psychologii z Krakowa, która zaginęła w listopadzie 1998 roku, a jej ciało zostało oskórowane. Później jednak okazało się, że te dwie sprawy się ze sobą nie łączą.

Wymarzona ojczyzna

Rodzina Józefa W. wywodziła się z Drohobycza. We wrześniu 1939 roku zostali wywiezieni przez NKWD do Kazachstanu. W 1941 roku Józef W. został zmobilizowany i wysłany na Kaukaz. Rannego podczas nalotu, leczono w szpitalu w Nalczyku (stolica Republiki Kabardyjsko-Bałkarskiej w Rosji), tam też odwiedzili go rodzice i już pozostali na stałe. Po wojnie Józef ożenił się z Rosjanką i ukończył studia. Wiodło im się dosyć dobrze. Przed przyjazdem do Polski, owdowiały już Józef – lekarz stomatolog, pomimo swojego wieku wykładał w policealnej szkole dla techników dentystycznych. Jego jedyny syn Witold – technik dentystyczny, był cenionym protetykiem. Najmłodszy z rodu Władysław przyjechał do Polski na studia na początku lat 90. ubiegłego wieku. Bardzo krótko studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim medycynę, a następnie psychologię.

W 1994 roku Witold W. sprzedał swój dobytek i wykupił od banku piętrowy dom na skraju wsi Brzyczyna niedaleko Skawiny. Wybrał okolice Krakowa, który bardzo mu się spodobał. Babka zaszczepiła w nim tak wielką miłość do Polski, że jego jedynym celem stał się powrót do ojczyzny przodków.

Do domu w Brzyczynie sprowadził swojego ojca. Żona wraz z córką pozostały w Nalczyku, miały dojechać, kiedy się urządzi i znajdzie pracę. Tu miał być jego wymarzony raj.

Niestety, mężczyźni formalnie nie byli repatriantami, co uniemożliwiło zdobycie pracy. Witold próbował sił jako pracownik fizyczny, szybko jednak zrezygnował, nie nadawał się do tej pracy. Mężczyźni utrzymywali się z pieniędzy, które pozostały im po sprzedaży domu na Kaukazie i kupnie nowego. Z emerytury nestora rodu chwilowo utrzymywały się żona Witolda z córką, pozostawione w Rosji. Mężczyźni żyli biednie, korzystali z darmowych obiadów dla ubogich. Pieniądze ze sprzedaży domu w Rosji topniały. Z gminy dostali zapomogę, pomagali też sąsiedzi. Witold, który tak marzył o Polsce i bronił się przed powrotem na Kaukaz, poddał się. Nie byli w stanie tak dalej żyć. Razem z ojcem w jednym mieszkaniu, bez stałego utrzymania. Bez środków do życia, bez pracy. P

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M mwa
-1 / 1

Za 4 lata wyjdzie,będzie miał wtedy 51 lat.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K KonserwaSJW
-1 / 1

@mwa Obawiam się, że już wyszedł za dobre sprawowanie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar maggdalena18
0 / 0

Bałabym się być jego sąsiadką.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem