Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
746 756
-

Zobacz także:


Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
K kampirra
+29 / 29

Ja mam trochę inną historię. Czasy i warunki te same, a ja marzyłam o maskotce z katalogu Quelle. Jakież było moje zdziwienie, kiedy znalazłam ją pod choinką, to był po prostu cud!!
Miałam 6 lat i dopiero po latach rozpoznałam, że to mama nocami uszyła tę zabawkę ze szmatek i resztek naszych ciuchów...
Często za mało doceniamy naszych rodziców...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K katem
+8 / 18

@rafik54321 Dodam jeszcze, że mam dziwne wrażenie, że może matka przyzwyczaiła bachora, że dostaje, czego chce i to, że dostaje jest wyrazem miłości do niego? Rozumuje więc "nie dostaje - ktoś, kto miał mu coś dać, nie dał = nie kocha go". Z drugiej strony - trochę dziwne, bo 4-latek piszący listy do Mikołaja to taki z inteligencją ponadprzeciętną (chyba, że to mama pisała, a on mówił, co chce).
Dodam, że z mojego punktu widzenia przejmowanie się histerią 4-latka to gruba przesada, to tylko sygnał, że trzeba coś zmienić w systemie wychowania.
No cóż, wychowanie dzieci to nie jest jednak prosta sprawa. Robisz, co możesz, starasz się, aby wyrosło na porządnego człowieka, a przecież to wypadkowa genetyki, działania i popełnianych błędów wychowawczych (nieświadomie lub z niewiedzy ).

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
+10 / 14

@katem w zasadzie wychowywanie dzieci nie jest aż tak trudne, tylko ludzie błędnie podchodzą do sprawy.
Ludzie chcą wychowywać dziecko jakby je budowali. To ma umieć, tamto ma robić, tamtego nie robić. Chcą dziecko "tresować". A potem zdziwieni że dziecko nie umie podejmować decyzji.

Rada jest prosta - bądź takim człowiekiem, jakim chcesz aby było twoje dziecko. Wymagaj od siebie tego, czego wymagasz od dziecka. Nie dziw się że twoje dziecko nie mówi "dziękuję" jeśli nie słyszy jak ty to robisz. Nie dziw się że nie czyta lektur w szkole, skoro nigdy nie widziało ciebie z książką. Nie dziw się że nie ma zainteresowań, jeśli ty sam ich nie masz...
Dziecko jak lustro, odbija się w nim obraz rodzica, a ludzie często nie chcą się przyznać do swoich "wewnętrznych potworów".
Dziecko w początkowych fazach swojego życia, ślepo i naiwnie kopiuje to co widzi. Kluczem jest więc mu postawić odpowiednie wzorce do obserwowania. W takim układzie, rodzic staje się "bohaterem" idolem dziecka. Nie trzeba go tresować, bo ono samo będzie robić to co rodzic.
Tak się też buduje autorytet.

Problem w tym, że ludzie (tj rodzice) dużo częściej chcą wymagać od własnych dzieci więcej, niż od siebie. Wtedy zaczynają się zgrzyty, bunty, ucieczki. Dziecko czasem trzeba przytulić, ale też czasem kopnąć w tyłek ;) .

Własnych dzieci nie mam, ale przez bardzo długi czas mieszkałem z swoimi siostrzeńcami "ojcucjąc" im.
Dziś, nie muszę na nich krzyczeć aby coś zrobili. Wystarczy że to po prostu powiem.
Zupełnie inaczej sprawa wygląda kiedy matki tych siostrzeńców chcą od nich cokolwiek uzyskać - jest sajgon :/ . A te zdziwione... Bo i za co ci chłopcy mają je szanować? Za zmiany partnerów? Za awantury? Za niepoświęcanie im czasu? I takie są efekty...

No i jeszcze jedna przydatna rzecz - konsekwencja. Słowo rodzica musi być stałe i pewne. Jeśli coś dziecku obiecasz, musisz tego dotrzymać, inaczej stracisz jego zaufanie. Nie obiecuj dziecku tego, czego obiecać nie możesz.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K katem
+8 / 10

@rafik54321 Mogę tylko sobie życzyć, abys miał własne dzieci, bo stosując napisane wyżej zasady masz szansę wychowania ich na dobrych ludzi. :-) Jestem tego dowodem, bo je stosowałam. Nie miałam problemów wychowawczych ze swoimi dziećmi (uważam, że zostały dobrze wychowane - są porządnymi ludźmi i uczciwymi członkami społeczeństwa), bo wychowywałam je z pełną świadomością, że bardziej będą przyswajały to, co zobaczą niż to, co się im każe, ale samemu nie robi. I np. zdarzyło mi się bluzgnąć w ich obecności, ale tłumaczyłam im, że te brzydkie słowa służą wyrażeniu mocnych negatywnych emocji - oni też mogą ich użyć, jeśli będą wściekli, czy bardzo zirytowani - jakoś nie używali. Poza tym - cały czas miałam w głowie znane przysłowie "nie pamięta wół jak cielęciem był" - i ja właśnie pamiętałam, gdy byłam tym cielęciem, odpowiednio do ich wieku przypominałam sobie, jak w ich wieku reagowałam na różne sytuacje, co mi się nie podobało w zachowaniu innych, starałam się traktować je tak, jak ja kiedyś chciałam, aby mnie traktowano (mało kto mi wierzy, ale moja pamięć sięga mniej więcej 2-2,5 roku).
Miałam w pewnym sensie szczęście (bo trafiłam, albo dobrze wybrałam) do ojca moich dzieci - mieliśmy dokładnie takie samo podejście do ich wychowania i traktowania - moje dzieci nie miały możliwości uzyskania czegoś od ojca, jeśli matka się nie zgodziła, ani odwrotnie. Bez umawiania się i konsultacji nasze zdania były identyczne. I oczywiście - nie było zmian zasad i wymagań w zależności od humoru. Ciągle dzieciom tłumaczyłam, dlaczego wymagam tego, a nie innego - czasami aż miałam wrażenie przemówień dziada do obrazu, ale po latach okazało się, że dobrze robiłam, to moje tłumaczenie jakoś w nich osiadło. Np. wymagałam od nich uzasadnienia tego, co chcą, a ja nie jestem do tego przekonana (może było to wymaganie na wyrost wobec np. 3-4 latków, ale za to nie miałam histerii na temat - bo ja chcę i już, a zwłaszcza - nigdy nie było scen i histerii w sklepach). Oczywiście, że popełniłam parę błędów - no cóż szłam nową drogą, częściowo drogą zaprzeczenia doświadczeniom ze swojego dzieciństwa i do pomocy miałam jedynie literaturę, ale owe błędy zostały mi przez dzieci wybaczone ;-).
I jeszcze jeden aspekt - chyba umiałam okazać (nie - powtarzać na każdym kroku, tylko zbudować w nich takie przekonanie) moim dzieciom, że bardzo je kocham, choć przecież kobieta pracująca byłam i czasem miałam dla nich za mało czasu.
Aby sprawiedliwości stało się zadość - wyposażenie genetyczne moich dzieci jest doskonałe, więc prawdopodobieństwo wychowania ich na dobrych ludzi było całkiem spore, więc moje zasługi są takie sobie.

Podsumowanie pod poprzednim komentarzem napisałam dlatego, że znam przypadki, gdy tylko ogromne zaangażowanie w wychowanie dziecka, ogromna ilość czasu im poświęcona (dużo większa nic moja) dała możliwość wyprowadzenia bardzo problematycznego dziecka "na ludzi", nie wiem, czy podołałabym, gdyby mi się trafiło takie dziecko.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
+2 / 6

@katem ogólnie chcieć dzieci to by się chciało.
Tylko że pochodząc z patologii, to najważniejsze jest ten łańcuszek przerwać. Więc albo dzieci nie mieć wcale, albo je wychować porządnie.
Na chwilę obecną, przy "pisowskim ładzie", moim stanie zdrowia, finansach i możliwościach czasowych, na dzieci nie mam najmniejszych szans.
Bo nie będę sobie fundował dzieci, kiedy wszystko jest "na styk". Bo nie chcę przy dzieciakach się po prostu martwić czy za kilka dni nie zrobi się jakiś dramat :/ . Po co im nerwicę wpajać?
Chciałoby się, ale po prostu nie mam warunków na dzieci :( .
Tak przed pandemią poważnie już rozważałem potomstwo, ale w tej chwili nie ma na to szans i raczej już nie będzie...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K katem
+2 / 6

@rafik54321 Aż szkoda , że rozmnaża się patologia, a ludzie porządni rzadziej. Doskonale Cię jednak rozumiem - myślę, że będąc w Twoim wieku również teraz nie zdecydowałabym się na dzieci. W tamtych czasach mieliśmy nadzieję, że coś się zmieni i że zmieni się na lepsze. W dodatku i ja i mój mąż mieliśmy wykształcenie w kierunku pożądanym na rynku i możliwości (wykorzystane zresztą) na zdobycie dobrej i dobrze płatnej pracy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
+1 / 5

W sumie nie do końca jestem pewny dlaczego wylądowałem w takim miejscu. Albo inaczej - wiem które czynniki się na to złożyły, tylko nie jestem pewny proporcji "winy" poszczególnych czynników.
Czy większym problemem jest moja ponadprzeciętna wrażliwość emocjonalna, niska odporność na stres/presję, sama patologia w rodzinie, czy pech przez który osoby zobligowane do zareagowania w mojej sprawie olały swoje obowiązki :/ . Bo z pewnością wszystko to po trochu miało wpływ. Tylko czy to teraz jest specjalnie ważne? Raczej nie bardzo. Ważniejsze jest to co teraz mogę z tym fantem zrobić, a mogę bardzo niewiele :( .

Jak dla mnie, to ludziom którym odebrano prawa do opieki nad dziećmi, powinni być obligatoryjnie styrylizowani. Bo skoro nie potrafili się zająć np pierwszym dzieckiem, z tych czy innych powodów, to każdym kolejnym też nie będą w stanie. Znam przypadek gdzie danej babie kilka razy odbierali dzieci, co kilka lat kolejne i po co?

Niestety, ale patologia musiałaby po prostu wymrzeć, bo ci ludzie, są często tak prymitywni, że jedynie się chędożyć potrafią :/ . Tona bombelków bez wzorów i tylko czasem trafi się rodzynek warty wyciągnięcia z tego syfu. Niestety również te "rodzynki" zwykle nie otrzymują należnej pomocy. A wtedy albo popełniają samobójstwa, albo ulegają patoli.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W Wluczyryjek
0 / 2

@rafik54321 pelne poparcie

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar kooment
0 / 2

@rafik54321 może to działa ale na starsze dzieci. Do 2latka raczej trzeba komendami. Jak nie powiesz czego chcesz to przenośni i dosłownie wejdzie tobie na głowę

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
0 / 2

@kooment 2 latek to bardziej psa przypomina haha. Ale do takiego dziecka też można mówić. Choć nie zrozumie dobrze słów, to świetnie odczyta twój ton wypowiedzi, dzieci czytają emocje, choć ich nie rozumieją to właściwie na nie reagują.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar kondon
+8 / 12

W wieku 4 lat dziecko nie jest świadomym człowiekiem, a jedynie efektem genów oraz wychowania rodziców.
Do 4 latka nie można mieć pretensji, bo on sam niczego nie przemyśli i nie wyciągnie wniosków, jednak do jego rodziców można.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
H konto usunięte
+2 / 2

Ja też marzyłem, do... tak mniej więcej, 10 roku życia, potem już przestałem marzyć... teraz czasami marzę, ale nigdy nie oczekuję ani nawet nie dopuszczam możliwości, że którekolwiek marzenie mogłoby się spełnić. No! chyba, że akurat marzę o zjedzeniu na podwieczorek, takiej samej kanapki, jaką jadłem na śniadanie, to ewentualnie może się spełnić... ale też nie zawsze.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
C ciomak12
+3 / 3

@Hostis_Humani_Generis Aż tak sobie zje**** życie?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
V vezdohan
0 / 4

@Hostis_Humani_Generis: Tak trzeba. Każde pragnienie wywołuje cierpienie. Nie będziesz pragnął to cierpieć będziesz mniej, trochę mniej.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P pikardil
-1 / 3

@vezdohan co za beznadziejny sposób myślenia. Wpędzający w depresję, wysysający energię życiową i sprawiający że człowiek staje się zwykłą skorupą pustą w środku. Myśleć tak to tak jakby idąc przez życie trzymać ciągle dementora za rękę. Czy naprawdę tak uważasz? Masz takie smutne życie czy też ktoś Cię tak skrzywdził?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
F konto usunięte
0 / 2

To ja takich scen nie zrobiłam, ale pamiętam jak przepłakałam całą Wigilię, bo jak miałam 8 lat chciałam dostać książkę "O psie, który jeździł koleją", a zamiast tego dostałam Małą Księżniczkę i pióro.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 18 lutego 2022 o 7:53

avatar Jeremi978
0 / 0

@FleurDeLys Ja byłem nauczony że nikt nie ma mi obowiązku nic dawać (nawet Mikołaj) i trzeba podziękować za każdą rzecz, nawet gumikulkę.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
F konto usunięte
-2 / 2

@Jeremi978 brak podziękowania to nie znaczy brak rozczarowania. A z dzieciakami to różnie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R Ruda_Maruda
+2 / 2

W mojej rodzinie był taki zwyczaj, że młodociany jubilat dostaje duże prezenty a pozostałe dzieci w domu dostawały jakiś drobiazg, kompletną pierdołę - lizaka, gumę do żucia, batonik itd. ot tak, żeby im nie było przykro.

Moje czwarte, lub piąte urodziny. Nie mam pojęcia co dostałam, ale mój brat dostał zestaw kredek. Jak ja mu ich zazdrościłam! Uwielbiałam rysować i jedyne co mnie powstrzymywało przed bazgraniem non-stop to brak papieru w domu.
Świetny prezent nie musi być drogi ;)

Dzieci potrafią się zachować jak dupki. Od kilku lat przepraszam swoich rodziców za to jakim roszczeniowym gówniarzem byłam.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Jeremi978
-1 / 1

@Ruda_Maruda Moje wujostwo ma taki zwyczaj, że jak jedno z kuzynów ma urodziny to drugie dostaje prezent za "troszczenie się o braciszka". W sensie dostają podobne prezenty. Chodzi o to żeby jeden drugiemu nie zazdrościł i tak nie kwasił. Wg mnie super pomysł. :D

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R konto usunięte
+3 / 3

Tak to jest jak uczysz dziecko, że istnieje jakiś magiczny kolo, który przyniesie mu cokolwiek będzie chciało, o ile będzie grzeczne.

Obwiniaj się ile chcesz, ale to nie Twoja wina

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
T Trutututumajtkizdrutu
0 / 0

Pamietasz takie rzeczy jak mialas 4 lata? No nic...W sumie chyba wiekszosc z nas moze podzielic sie historiami kiedy bylismy niewdziecznymi smarkami ;P Ja mam pare takich od wlasnie niepodchodzacych prezentow pod choinke po wybrzydzanie przy obiedzie ktory mama bardzo starala sie nam zrobic... Teraz moje dzieci robia to samo, niewdzieczne male gady.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E Edicool1975
-1 / 1

Kup mamie teraz prawdziwe auto. Wstyd zamienisz na jej i Twój uśmiech.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Xardas132
+5 / 5

Gdy chodziłem do gimnazjum robiliśmy sobie prezenty na Mikołajki i losowaliśmy osoby, którym kupimy prezent. Oczywiście wszystko było anonimowo jeśli się nikt sam nie przyznał. Dostałem figurkę Mikołaja taką materiałową i czekoladę. Głośno powiedziałem do kolegów, że ja się dla kogoś postarałem, a sam dostałem najgorszy prezent. Potem się okazało, że dostałem prezent od dziewczyny, której rodzice mieli problemy finansowe i liczyła się naprawdę każda złotówka, więc jej mama uszyła specjalnie dla mnie tego Mikołaja i jest mi teraz tak głupio, że nawet po latach jak sobie przypomnę tę sytuację to jestem na siebie zły, że tak powiedziałem.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem