Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
644 655
-

Zobacz także:


Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
P Pasqdnik82
+8 / 10

Co do jabłoni (kwaśne jak cholera bo zdziczałe), mirabelek... to owszem... były.. Gruszę też raz widziałem na pewnym osiedlu tak samo jak śliwkę węgierkę... ale nigdy nie spotkałem się w żadnym miejscu w którym byłem by były morele czy brzoskwinie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar melblue
+7 / 7

@Pasqdnik82 Jedno ze słodszych wspomnień dzieciństwa to zabawa pod drzewem morwowym.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar agronomista
+3 / 3

@Pasqdnik82 Brzoskwinia wymaga nieustannego pryskania na kędzierzawość liści. Bez tego, wszystkie po paru latach zdechną.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Banasik
-1 / 7

Ta... zwłaszcza te mirabelki, które opadają z drzewa i wszystko wokół jest upiedrolone moszczem z rozdeptanych owoców.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
F fu3i
+2 / 2

@Banasik u nas tak nie było, podstawiało się siatki, mirabelki same spadały, a codziennie piliśmy świeży kompot! Smak dzieciństwa!

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A ar8891
+11 / 19

pier...nie jak w TVP i TVN`ie...nie sadzili tylko budowali blokowiska na starych osiedlach z sadami i ogrodami, których nie opłacało się wycinać

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Laviol
+2 / 2

@ar8891, to, że czasem takie sady pozostawiano - stąd nawet nazwa Sady Żoliborskie - absolutnie nie wyklucza celowego sadzenia drzew owocowych w zieleni miejskiej. Morwy, które rosły przy warszawskim Placu Hallera czy mirabelki wzdłuż jednego ogrodzenia Liceum im. Goethego (takie przykłady na szybko) nie są żadnymi pozostałościami sadów/ogrodów, a zielenią projektowaną.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar cozabalwantonapisal
+1 / 1

@Laviol Tia te morwy przy pl. Hallera były niezłe. Co roku moje podeszwy były czarne ;)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Laviol
0 / 2

@cozabalwantonapisal, buty, chodnik i co się dało, bo czarna morwa wyjątkowo brudzi.
Wcale nie twierdzę, że ich sadzenie tam było mądre, ale trzeba pamiętać, że straty wojenne obejmowały też produkcję szkółkarską, a na wyprodukowanie drzewa trzeba dużo więcej czasu niż na wyprodukowanie np. cegły. Projektowali i sadzili co mieli, a owocówki to szybki i co ważne tani materiał roślinny.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar cozabalwantonapisal
+1 / 1

@Laviol Tam generalnie był gąszcz roślin jak na kamienne osiedle dla klasy robotniczej.Krzaków nie brakowało do zabawy. Natomiast zmorą tego osiedla były topole - łamiące się i pylące. Z tego co mi dziadek opowiadał, to sam nawet jakieś tam sadził ;)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Laviol
+1 / 1

@cozabalwantonapisal, Plac Leńskiego miał być praskim MDM-em, więc się starali i w dziedzinie zieleni.
Topole niestety mają kruche drewno, a już topola włoska szczególnie. W okolicach wspomnianego liceum też rosły i to właśnie te włoskie, choć Wierzbno dobrą dychę młodsze. Ze względu na ową kruchość i śmiecenie z czasem "odejsznięto" od ich sadzenia. Trochę szkoda, bo ta włoska w krajobrazie wygląda bardzo interesująco i malowniczo.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E eruisghirhg
0 / 0

@Laviol: Cena drzewa nie zależy od tego czy jest ozdobne czy owocowe. Zależy od tego jak trudno je wyhodować i jak jest duże. Drzewa owocowe często są szczepione, przez co są droższe od siewek typowych "parkowych" drzew.
Porównując drzewa tej samej wielkości, to np. zwykły klon, dąb, lipa, kasztan, grab są dużo tańsze niż szlachetna jabłoń, śliwa, grusza czy morela. Co innego jak chcesz wysublimowaną odmianę drzewa ozdobnego, wtedy potrafi kosztować, ale takie rzadko się po miastach sadzi.
Natomiast teraz część miast żąda "sadzonek" wysokości 4-6 metrów, a to mocno podnosi cenę i dlatego drzewa sadzone w mieście są drogie.

A co do wyboru gatunków – idzie na lepsze, ostatnio (przynajmniej w Poznaniu) pojawia się coraz więcej różnorodności. Włącznie z pojedynczymi owocowymi w parkach / skwerach.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Laviol
-1 / 1

@eruisghirhg, nie tłumacz architektowi krajobrazu od czego zależy cena roślin. W tamtym czasie nie było tego co jest dziś, a taka ałycza (bo to na co ludzie powszechnie mówią mirabelka zwykle jest ałyczą), to tani materiał. Może masz czas na pisanie wszystkiego co wiesz, ale ja nie, dlatego stosuję uproszczenia.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar agronomista
-1 / 1

@eruisghirhg Akurat te dzikie mirabelki czy tam ałycze to są podkładkami więc nie wymagają szczepienia i mnożą się samoistnie na potęgę. Morwy również się nie sczepi, a bardzo szybko rosną. Kiedyś były powszechnie sadzone Nie wiem dokładnie czemu, Owoce ich są średnie w smaku i mało użyteczne na przetwórstwo.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E eruisghirhg
0 / 0

@agronomista przeczytaj uważnie co napisałem. Wiem że jest sporo dających się zjeść czy przetworzyć drzew / krzewów które łatwo i szybko wyhodować. I to nie tylko morwy czy ałycze / dzikie śliwy – można tam jeszcze wrzucić ptasie wiśnie, ulęgałki, leszczyny, jarzębiny, aronię, tarniny, róże dzikie, pomarszczone i pewnie jeszcze masę innych która mi teraz do głowy nie przychodzi.
Tylko demot wskazuje konkretne gatunki. Które są i były droższe od tego co teraz się po parkach sadzi, może poza tym co ludzie nazywają "mirabelką" (ale zwykle okazuje się być ałyczą albo dziką siewką śliwy domowej).

Morwy są średnie w smaku jeżeli się sadzi byle badziewie które urośnie z pestki. Jest sporo odmian morwy białej które mają duże i smaczne owoce, tylko z jakiegoś powodu w Polsce trudno te odmiany dostać. Większość odmian morwy łatwo rozmnaża się przez sadzonkowanie, więc nie ma po co szczepić. Wyjątkiem są odmiany pendula które trzeba szczepić na pniu, bo od miejsca szczepienia tylko zwisają w dół.
Kiedyś (również w PRLu) sadzono i promowano morwy jako karmę dla jedwabników (nawet specjalnie stworzono w Polsce odmianę żółwińska wielkolistna która generowała więcej zielonego) i sadzono morwy jako żywopłot (nadaje się, ale trzeba ciąć co roku). Niestety większość z tego co teraz rośnie to albo byle co posadzone do karmienia jedwabników, albo dziczka z ptasiej kupy, a to nie wróży dobrze na smak, wielkość i ilość owoców (o ile w ogóle są, bo morwa potrafi być dwupienna).
Morwa nie nadaje się do przemysłowej uprawy / przetwórstwa bo nie daje się dobrze transportować i przechowywać, owoce trzeba zbierać dojrzałe bo inaczej nawet jak wizualnie "dojdą" to nie mają smaku, a do tego owoce dojrzewają nierównomiernie (od pierwszego do ostatniego dojrzałego owocu mija nawet powyżej miesiąca).

Mirabelka to nie to samo co ałycza. To są różne gatunki.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A adamis62
-1 / 9

Taaa, za komuny było tak cudownie, że nawet stanie w kolejkach było niezwykle miłe i lubiane przez ludność.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Pomylilem_Strony
0 / 0

@adamis62 myślę, że tak. Bo jak inaczej wytłumaczyć postawę emerytów, którzy głosują za partią dążącą do podobnej katastrofy ekonomicznej? Mi to ciężko sobie wyobrazić, żeby było coś w tym fajnego, ale...może coś jest skoro ludzi, którzy to przeżyli tak bardzo ciągnął do tego z powrotem.
Niemniej jakby nie spojrzeć myśl urbanistyczna w trakcie budowy osiedli w PRL była na dużo wyższym poziomie funkcjonalnym niż teraz w wykonaniu patodeweloperki. Osiedla są przemyślane i funkcjonalne (tereny zielone, budynki użyteczności w środku osiedlu, place zabaw itp.), co prawda same budynki są technologicznej dużo gorsze, niemniej przynajmniej ten co to projektował "wysokopoziomowo" znał się na robocie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Qrvishon
0 / 0

@adamis62 oczywiście że za komuny było gorzej i wydawali mi się że patologia budownicza z czasów lat gierka i po to już najgorsze co nas spotkało i jak bardzo się wymiłem. Ta patologia której teraz dopuszcza się miasto (mieszkam we Wrocławiu, ale słyszałem od ludzi że w innych miastach jest tak samo) to jest zgroza. Bloka na bloku stoi, prawie bez parkingów przez co wąska ulica z je do pasmowej zrobiła się półpasmowa i jak st się dostawca pizzy czy kurier to już pogotowie nie przejedzie bo nie ma jak. Zieleni zero, nie ma miejsc na szkołę, sklep czy inne budynki użyteczności publicznej tylko blok na bloku, o słabej jakości i małym metrażu, i z wyjzdem z osiedla do drogi głównej jednym na 100 "bram". Takiego syfu architektonicznego nawet za komuny się nie odważyli odwalić a wtedy przechodziły naprawdę grube wały.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A adamis62
-2 / 2

@Qrvishon, współczuję miasta. Ja mieszkam w Katowicach. Tu każde nowe osiedle (może poza tymi wciśniętymi w kawałek wolnej przestrzeni w gęstej zabudowie) są bardzo mocno zazieleniane, i to dość ciekawymi gatunkami drzew i krzewów. Są obszerne parkingi. Jestem zachwycony tymi osiedlami.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A adamis62
-2 / 2

@Qrvishon , dodam jeszcze, że rynek w Katowicach powoli przemienia się w las.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Anah19
+2 / 2

U nas na osiedlu też były pozostałości drzew owocowych. Ale to dlatego, że wcześniej na tym terenie koleżanki dziadek miał sad.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar solarize
+4 / 4

"Drzewa które nic nie dają" lol :D

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar agronomista
+2 / 2

Kiedyś ziemia była tania, i łatwo dostępna. Szczególnie dla przedsiębiorstw państwowych. Można było dowolną ilość hektarów przeznaczyć na luźną zabudowę a przestrzeń zalesić.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Likeeaa
+1 / 1

U mnie w mieście pozostałości drzew owocowych typu Jabłonki czy śliwy to fakt, że teraz gdzie stoją budynki czy są ścieżki, w minionym wieku były zwyczajnie działki czy sady.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
F Fahrmass
+1 / 1

@fu3i Gdańsk Zaspa, czy mi się tylko wydaje?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E eGhuthek
+1 / 1

Jedzenie owoców z drzew które rosły w mieście jest tak samo zdrowe jak jedzenie ryby z Odry obecnie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar agronomista
+2 / 2

@eGhuthek Wszystko jest tak samo szkodliwe. Tu masz zamieszczenia powietrza, a gdzie indziej herbicydy. Sady i inne uprawy przy drogach też chłoną zanieczyszczenia. Wszędzie jest ich pełno.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
B bilutek
0 / 0

Dotąd uwielbiam morwy! Ale rzadko je widuję :(

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D Devil_Poul
0 / 0

i jeszcze topola w takich ilościach, że jak zaczynała dymić, okolica wyglądała jak w środku zimy...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R konto usunięte
0 / 0

I dzisiaj mamy osiedla pełne brzóz, które opsypują się na wszystko dookoła, klony zasłaniające wazystkim okna i dające schronienie wronom, które atakują ludzi, dęby niszczące fundamenty i drogi, zdziczałe drzewa owocowe przyciągające osy, gigantyczne ligustry na którymi nikt nie panuje. Roślinność była sadzona na pałę, byle gdzie i byle co. Nikt nie myślał o tym, że to śliczne małe drzewko będzie wielkim drzewem, niszczącym budynki. Piękne alejki świerkowe są teraz potężnym zielonym murem, ładne tujki zajmują całe ogródki. Zieleń trzeba planować z głową, nie jak to było 50 lat wstecz.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem