Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
463 512
-

Komentarze ⬇⬇

Zobacz także:


Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
N next_1
+13 / 15

każdego człowieka kręci polowanie - mamy to w genach po przodkach, Jedni polują w Lidlu, drudzy w Media Markt, jeszcze inni na OLX - a są i tacy co lubią na grzyby polować i cieszy ich jak coś upolują. Komuś to przeszkadza?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar kondon
+16 / 18

@next_1 Tak.
Na ogół ludziom przeszkadzają inni ludzie, którzy myślą inaczej.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
J Jacek83218
+8 / 12

Padłem ze śmiechu. Genialne niemal jak "Domek w Karkonoszach"

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
I Izyda666
+8 / 8

Postuluję wydać to drukiem :) Genialny opis

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar koszmarek66
+7 / 7

W podobny sposób uzasadniałem kiedyś dlaczego nie warto posiadać psa.
A potem zdarzyło się tak, że wziąłem psa... No i jakby całą tę wcześniejszą misterną psią filozofię szlag trafił...
Ale tekst zabawny. Można w ten sam deseń pociągnąć jeszcze dlaczego nie warto się zakochać, układać puzzli albo polecieć samolotem.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E Ella111111
+2 / 4

@koszmarek66
Extra, nie?
A ja mam taká perelke o kocie w rurociágu (to nie moje, na dole jest podpis autora)

Czy ta historia może być prawdziwa?
Posiadam... wróć: moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocie.
Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani.

Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na podlodze żeby kot za nią biegał też... niech sie chowa zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż. Reszta to juz nie mój problem.
Ale niestety od czasu do czasu staje się to moim problemem, kiedy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. Wtedy spada na mnie karmienie wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jednak nie nastręcza mi to wiele problemów jako że zawsze to lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki.

Kot jest u nas od niedawna i od niedawna pojawil sie nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą. Do kuwety kot robi to samo co ja w toalecie: czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć.
Mnie jednak uczono przez całe życie zamykać za soba te cholerne drzwi do łazienki, więc żona stale mi suszyla glowe że kot tam nie może wejść i... pomyśleć?
Jestem starej daty i juz sie nie oduczę. Poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem... moje drzwi... mój kibel... wiec wypie rda lać. No i postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć.
Bo jak żona jest... to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i drzwi zamykam, a ona idzie i otwiera żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu.
Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jesli moja żona będzie nadal go tak karmić jak dotychczas to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upie dalał... a wtedy wiadomo - wąż.

Dobrze, uporządkuję wiec fakty - żona w delegacji, ja w pracy. Wracam. Wchodzę do domu, a kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą.
Ok kotku, mnie się też chce wiec idziemy razem.
Ja - nad kibelkiem, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni więc spokojnie wywietrzę). Kotek swoje robi, a ja swoje spogladajac przez okienko. Jest cudnie.
Po skonczeniu siersciuch wskakuje na kaloryfer, potem na parapecik i patrzymy sobie razem przez okno. Calkowity relaks.
Kot skończył juz dawno, a ja dopiero teraz wiec - pet do muszli i spuszczam wodę. A ten mały sku rwiel jak nie śmignie i... sru z tego parapetu za tym petem prosto do kibla.
Zakręciło nim dwa razy i... kota nie ma! Nawet nie zdążył miauknąć.
No ja pier do lę! Nie! Ni ch uja to niemożliwe jest!
Przecież nawet taki mały kot jest ku rwa za duży żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko piz dut... oż ku rwa no to nie mogło mi się zdawać! Coś ciężkiego poszło w pion.
Kuwa, wszyscy święci w trójcy ukazali mi się przed oczami. Kot kuwa popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek!
Lecę na dół do piwnicy.
Choć może powinienem od razu do schroniska... zanim wróci moja żona nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skur wiela z białą krawatką! Nie było jej kilka dni to może się nie połapie? Ale ch uj, sprobuje najpierw do piwnicy.
Zbiegam po schodach, słucham. Coś drapie w rurze. Pion... kawałek poziomej rury... miauczy! Jest kuwa! Zyje i nie poleciał do sieci miejskiej!
Nawet jak teraz zdechnie, to ch uj... przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych. Bo przecież za ch uja trefla mi baba nie uwierzy, że kot sam wpadł do kibla!

Ale na razie drapie i żyje, dobrze jest.
Znalazłem taki wziernik

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E Ella111111
+2 / 4

@koszmarek66
Cd "kota w rurociagu" bo chyba jest ograniczenie znaków ;)

Ale na razie drapie i żyje, dobrze jest. Znalazłem taki wziernik gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam: kici kici.
Ni chu ja, nie przyjdzie! Wołam, wołam a ten głąb zamiast przyjść do mnie to kuwa chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion.
Ja go wołam a on sie do góry drapie. I co udrapie kilkanaście centymetrów to zjezdza z powrotem w dół.
No poje bało... i mnie, że tu stoję... i jego (kota)!
Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem... ni ch uja! Uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem chce wracac do kibla!

Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek.
Jedyna metoda jaka mi przyszla do glowy: fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem.

Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej... i z buta na górę do kibla!
Geberit i woda w dół... bombs gone... wiec biegne do piwnicy. Po drodze słyszę jak się woda przewala po rurach. Podziałało!
Wbiegam do piwnicy, patrze, kuwa koniec świata! Nie ma moich deszczułek! No może z jedna zostala. A cała prowizoryczna tama poszła w ch uj i kota też juz nie słychać!

Ja pie rdolę! Kuwa, gdzie ta rura teraz idzie dalej? Coś mi świtnęło, że kanalizacja wychodzi na ulice. Dom od ulicy ze 30 metrów... może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze?
Biegnę na ulicę. Jest studzienka... mam nadzieję, że to od mojego domu.
Ale krata wlazu jest zeliwna... ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Wracam do domu po pogrzebacz od kominka, może nim uda się to podważyć.
Ni cholery! Najpierw wygiąłem, potem złamałem żelastwo!

Myśl... przeciez auto stoi na ulicy... mam pas do holowania. Może uda się to jakos szarpnąć...

Hak, pas, wsteczny... poszło aż sie zakurzyło. Po jaką cholerę takie ciężkie te wieka robią? Smród jak cholera, ale złażę tam.
Ciemno jak w dupie u murzyna... ale rura jest! Wygląda, że idzie od mojego domu.
Potrzebna latarka! Kuwa, mam w aucie... chu jowa ale może wystarczy.
Włażę po raz drugi. Smród mnie już chyba nie zabije, przywykłem.
Zaglądam i co widze? Jest! Oczyska mu się tylko świecą.

I znów ta sama bajka: kici, kici, kici... a ten mały skurczybyk spier dziela w drugą stronę! No ja pie rdolę! Szlag mnie trafi! Długo tu nie wysiedzę. Jest zimno, śmierdzi a na dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy skończą się razem z kocimi!
Trudno. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Biegne do domu po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne i plastry żeby nie poszedl do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale nic nie widzę. Słyszę tylko miauczenie. Poszedł gdzieś wp izdu.

Jeszcze tylko trójkąt postawie, żeby nikt się w tą otwartą studzienkę nie wpie rdolił bo na ulicy ciemno.
Sąsiad kuwa ciekawski... widziałem żłoba jak patrzył przez okno kiedy próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc. A teraz ch uj złamany stoi i się dopytuje.
Co mam mu kuwa powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w ch uj pacanie!
Powiedziałem mu na odczepke, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki wracają... i wybijają w domach.
A ten baran się przestraszył! Poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą od studzienki. Dobrze mu tak, niech ma za swoje!

Wracając do kota, bo menda tam siedzi i nie chce wyjść...
Mam wszystko gotowe, więc biegne do domu. Jedna wanna... druga wanna... koreczek i napuszczam wodę. Wykorzystujac czas wychodze... papierosik... i czekam nad studzienką, bo a nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie.

Kuwa, drugi sąsiad przyszedł! Po pięciu minutach następny odmyka swoje wieko! Teoria samospełniającej się przepowiedni działa: ludzie to są jednak barany!

Idę do domu. Obie wanny pełne, wiec... ognia! Spuszczam w

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E Ella111111
-1 / 3

@koszmarek66

Cd...

Idę do domu. Obie wanny pełne, wiec... ognia! Spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu.
Nie ma chu ja, to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę. Woda wali na brezent aż huczy! A tego sku rwiela dalej nie wylało z kąpielą! Kuwa mać! Urwało się wszystko w pi zdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody?
Brezent, taśmy, plastry, sznurki poszly w ch uj! Jak się to gdzieś przytka po drodze to będę miał przej ebane!

Znowu ganiam do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten pier dolony dekiel.

Wchodzę, ide do kominka, patrze... a ten sku rwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pie rdolę! Jak on kuwa wyszedł? Którędy?
Ano kuwa wziernikiem w piwnicy... bo zostawiłem otwarty! Ja tam kuwa stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zaje bie! Przerobię na pasztet!
A ten jeszcze z radości włazi na mnie. Kuwa mać! Dobrze ze przynajmniej kuleje!

Straty: zaje bane łazienki... w obu przelała się woda z wanien! Zaje bana piwnica bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyje bania! Brezent z reklamą mojej firmy poszedł w ch uj! Latarka - w ch uj... pogrzebacz w ch uj.
Afera na calej ulicy jak ch uj!
Piotr Borys 2009-12-03

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar grzechotek
-3 / 7

Ja tylko pieczarki ze sklepu. Do lasu to mogę pojechać rowerem dla zdrowia, a nie by stracić życie od jakiegoś grzyba.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar koszmarek66
+5 / 5

@grzechotek Zdaje się, że więcej ofiar, w tym śmiertelnych, mamy w wypadkach z udziałem rowerzystów niż zatruć grzybami.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Elandiel1
0 / 0

@grzechotek Tak jest najprościej. Żeby jechać do lasu na grzyby trzeba mieć wiedzę o nich. Każdy jadalny grzyb ma cechy, o których trzeba się dowiedzieć np. z książek.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Trucker_87
-5 / 13

Nie wiem, czy to miało być śmieszne? Bo wyszło żenujące tak okrutnie, że aż zęby bolą. Idź gościu kup sobie w markecie pieczarki i nie zawracaj dupy swoimi wynurzeniami. Na CH UJ się produkujesz w temacie o którym nie masz bladego pojęcia?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
H homar9
0 / 4

Gratulję bardzo fajny tekst :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Z Zwierze_z_
-2 / 2

Fajny tekst, który nieco oddaje aurę jaka panuje w lasach w sezonie na grzyby. Co ludzie tam wyprawiają to się w głowie nie mieści. Nie wystarczy koszyk lub dwa, trzeba nadźgać grzybami wszystko co jest pod reka: foliowki, skrzynki, plecaki, kurtki. Potem w domu 3/4 wywalić, a na następny dzień powtórka. Nie wspominając już o zbieraniu okazów w stadium wysypu zarodnikow, przeważnie gigantycznych prawdziwków, w ogóle nie nadających się już do konsumpcji. W sumie nie różni się to niczym od zaszlachtowania zwierzęcia w ciąży. Parafrazując Pilsudskiego: Kraj piękny ale ludzie nienormalni.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
S slagen
-1 / 1

Genialny tekst :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
M Moretka
-1 / 1

Autorze tekstu: jesteś Miszczu!!!
Mam nadzieję, że piszesz zawodowo, bo masz niesamowity talent. Jeśli można Cię gdzieś indziej poczytać, to napisz proszę gdzie :)
Duża, uśmiechnięta buzia dla Ciebie :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D daclaw
-1 / 1

Zgadza się, plaga jakaś. Człowiek chciałby sobie polatać z gołą dupą i fujarą, selfie porobić, to od połowy wakacji literalnie nie ma gdzie, bo ta grzybiarska szarańcza wlezie dosłownie wszędzie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P pietro6972
-1 / 3

Nie znam nikogo, kto by jadł surowego borowika.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K k1275
-1 / 1

Zajefajne. Masz tego więcej?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem