Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
473 479
-

Komentarze ⬇⬇


Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
avatar koszmarek66
+16 / 18

Brakuje informacji, że jeśli to był pies to najczęściej był zaszczepiony, co zresztą można zwykle łatwo potwierdzić.

Lepiej uczyć dzieci, że z obcymi psami lepiej się nie bawić. Dzieci często nie rozumieją znaków wysyłanych przez psy, że nie są zainteresowane zabawą. Współczesne rozpieszczone dzieci tego nie zauważają bo zawsze dostają to czego chcą.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar ABDUL93
0 / 4

Wszystko OK, ale poco ta wyssana z palca historia o dziewczynce? żeby bardziej ludziom do głowy bić? no ok, ale może jakieś realne przykłady..

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Y yankers
+8 / 8

@5g3g Jak wystąpią objawy typowe dla wścieklizny, to już nic nie zrobisz.
Zauważ że w linku który sam podałeś, masz jasną informację o tym że przeszedł 14 dniową terapię, polegającą na uodpornieniu bierno-czynnym, czyli praktycznie jednoczesnym podawaniu szczepionki i antytoksyny.
Wirus wścieklizny ma dość długi okres inkubacji, przez co da się w krótkim czasie zmusić organizm do masowego namnażania przeciwciał, zanim wirus się rozwinie do tego stopnia, że pozostanie tylko patrzeć jak chory się męczy.
Jak po 14-dniowej terapii wystąpią objawy lub obecny jest wirus we krwi, stosuje się agresywne leczenie zapobiegawcze.

Jest jeden warunek, zdążyć z terapią :)

Dziś po pogryzieniu przez psa, standardem jest obserwacja zwierzęcia i leczenie zapobiegawcze u człowieka (jeszcze nie szczepionka czy antytoksyny), jak pies po 14 dniach od ugryzienia będzie nadal żył, nie mógł zarazić wścieklizną i wtedy leci inne ewentualne leczenie. Są badania ludzkiej krwi na obecność wirusa ale wyniki nie są zbyt dokładne.
Czemu 14 dni pies musi przeżyć? Bo gdy już ma wirusa w ślinie, nie ma żadnych szans na przeżycie dłużej niż 10-11 dni.
Jak to było zwierzę dzikie lub agresywne, odstrzał i badanie zwierzątka pod kątem obecności wirusa :)

Generalnie podstawą jest zgłoszenie tego przez dziecko i normalna reakcja (czyli ani nie olanie, ani nie panika) rodzica. Zgłoszenie się do lekarza który bada dziecko jak i zawiadamia sanepid. Potem to już tylko obserwacja dziecka i zgłaszanie każdego objawu o którym wspomni lekarz.
Sanepid wypyta co to za zwierzę, czyje to zwierzę itd. Zabiorą go na kwarantannę, gdzie po 2 tygodniach jeśli nic się nie stanie psiakowi (w przeciągu 2 tygodni nie wystąpią u człowieka żadne objawy, te występują gdzieś po miesiącu), to wiadomo że był zdrowy i właściciel może odebrać psiaka/kota, po tym gdy ten przeszedł 14-dniową kwarantannę, praktycznie o samej wodzie.
Jak padnie, to od razu wpada u dzieciaka leczenie uodparniająca i późniejsza obserwacja z ewentualnym dość agresywnym i rozległym leczeniem zapobiegawczym..

Jak u kogoś wystąpią już drgawki i nie był leczony do tej pory, to można mu humanitarnie palnąć w łeb, tyle mu pozostało. Drgawki występują niedługo po okresie gdy chory wygląda na "przeziębionego", to po prostu następny etap.
Etap po wystąpieniu którego jest już o wiele za późno na leczenie uodparniające, a leczenie objawów na niewiele się zda, nawet agresywne leczenie występujących objawów jak i zapobiegawcze odnośnie tego co jeszcze się stanie.
Po wystąpieniu tego objawu i braku wcześniejszego zaszczepienia, przez ostatnie 200 lat, prawdopodobnie przeżyła tylko jedna osoba, jedna na miliony zabitych, bo w Afryce jest to niesamowicie częsta przyczyna zgonów. Już większą szansę masz przeżyć dwa wybuchy bomby atomowej, będąc w ich pobliżu.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 4 razy. Ostatnia modyfikacja: 17 maja 2023 o 17:28

5 5g3g
-5 / 5

@yankers strasznie się rozpisałeś, ale wciąż nawet bez profilaktycznego leczenia , pomimo wystąpienia objawów, zdarzają się przypadki ozdrowieńców, pomimo zajęcia mózgu. Przypadków tych byłoby pewnie więcej, gdyby leczenie odbywało się w krajach rozwiniętych, ale te problem opanowały..

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K konto usunięte
+3 / 3

@5g3g Przecież jest jasno napisane, że po wystąpieniu objawów szanse są praktycznie zerowe (co jest zgodne z prawdą). Czego nie rozumiesz? Czy musiałeś się wykazać?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
5 5g3g
-2 / 2

@kobo7 w USA po wystąpieniu objawów ratują ponad 20% pacjentów bez wcześniejszego leczenie profilaktycznego po ekspozycji. W tym artykule sprzed dobrych kilku lat wspominają 3 pierwsze przypadku na przeciągu ok. 10 lat. Tyle że w tym czasie mieli raptem kilkanasciie zgonów z powodu wscieklizny. A jest coraz lepiej. Czego nie rozumiesz?
Przeżycie w Indiach po wystąpieniu objawów to jak wygrana w loterii. W krajach z rozwinięta medycyna szanse są całkiem spore o ile podejmie się odpowiednie leczenie.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 18 maja 2023 o 13:15

K konto usunięte
0 / 0

@5g3g Dla udowodnienia twojej racji proponuje zabrać twoje dziecko do lasu, niech się pobawi z wściekłymi liskami, potem poczekać na objawy, a następnie zabrać je na leczenie do Stanów. Albo jak ci się nie chce szukać wściekłego lisa to wyprowadzić dziecko na ulice i kazać przechodzić przez pasy bez zwracania uwagi na to co dzieje się na drodze, bo przecież na pasach pieszy ma pierwszeństwo. Ja prdl skąd się biorą tacy depile.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
5 5g3g
0 / 2

@kobo7 do udowodnienia swojej racji wystarczy, że dałem linki do właściwych artykułów naukowych. W Polsce w ciągu ostatnich 50 lat mieliśmy zgonów wśród ludzi spowodowanych wścieklizna tyle, że na palcach jednej ręki można policzyć. Nie było zgonu dziecka. Od 20lat ani jednego zgonu. Uważam, że w rozpowszechnianiu nieprawdziwych oświadczeń informacji nie wynika nic dobrego.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 18 maja 2023 o 15:22

K konto usunięte
0 / 0

@5g3g Super, ale ja jestem niedowiarkiem. Więc jeśli zrobisz to co proponuję wtedy Ci uwierzę. I paradoksalnie nie będzie miało dla mnie znaczenia, czy twoje dziecko znajdzie się wśród tych 20%, które przeżywają, czy tych 80%, które umierają (jedno i drugie dowiedzie, że masz rację). PS. Nauka idzie do przodu, więc przyjmijmy, że obecnie przeżywalność chorych na wściekliznę wynosi 50%.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
K konto usunięte
0 / 0

@5g3g PS2. Umieralność na wściekliznę w Polsce jest praktycznie zerowa, nie dlatego, że jakiś geniusz z demotywatorów odkrył, że istnieją przypadki jej wyleczenia, tylko dlatego, że od 1948 roku jest stale i systematycznie prowadzona akcja profilaktyczna.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 19 maja 2023 o 13:27

5 5g3g
0 / 0

@kobo7Trudno w tym democie odszukać choć jedno zdanie nie zawierającej fałszywej informacji. Ale spoko. To ja mam wysłać dziecko do lasu aby czekało aż umrze że starości na chorego lisa które je pogryzie, aby zmienić twoja wiarę. Już lecę działać wg twoich zaleceń. Proste pytanie czy potrafisz udowodnić zaistnienie kiedykolwiek, gdziekolwiek takiej sytuacji jak w democie. Czy jest sens podejmować walkę z czymś co nigdy nie miało miejsca. Może np. należy zacząć tworzyć broń do walki z trolamii bo ktoś opiszę historię jak to troll zjadł dziecko.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
U UFO_ludek
+1 / 1

Jeże nie chorują na wściekliznę.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D Dragoo
-1 / 1

@UFO_ludek akurat jeże są świetnymi roznosicielami tego wirusa, podobnie jak wiewiorki, lisy i nietoperze. Dziś szczepimy tylko lisy. Z domowych zwierzaków najlepszymi roznosicielami są koty, ale koty wystarczy szczepić raz na rok lub raz na dwa lata.
@Evengeline29 do dzikich zwierząt się nie zbliżamy ale wystarczy spacer do lasu czy w łąki a można co rusz spotkac takie czy nawet często w mieście choćby nietoperze. A często zarażone zwierzę samo może do nas podbiegać.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
U UFO_ludek
-1 / 1

@Dragoo Jeże nie chorują na wściekliznę i jej nie przenoszą. Na terenie Polski występują dwa gatunki jeża: zachodni i wschodni. To zwierzę świetnie czuję się w parku, ogrodzie i lesie. Dorosły jeż w ciągu kilku godzin potrafi zjeść 100-150 gramów pokarmu, odpowiada to 10-12 kg, które musiałby spożyć dorosły mężczyzna.
Taki cytat na dziś.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
D Dragoo
0 / 0

@UFO_ludek fajny cytacik z Google, ale pytałem kilku weterynarzy i potwierdzili że jeż jak każdy ssak może się zarazić tym bardziej przenosić wirusa. Jeśli chodzi o przypadki choroby to również opowiadał ze był niedawno (2-3 lata temu) przypadek w Polsce że nietoperz wleciał do chaty gdzie były dwa koty które się zaraziły.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
U UFO_ludek
-1 / 1

@Dragoo Nie każdy ssak. Bo np opos tez nie roznosi. Tak, tak, nie mamy oposów. Ale to nadal ssak. A niektórzy weterynarze to jak niektórzy lekarze- powinni iśc na kasę do Biedry. Bo tylko do tego się nadają.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E Evengeline29
+5 / 5

Historyjka o dziewczynce raczej wyssana z palca. Ostatni przypadek tej choroby w Polsce u człowieka był 20 lat temu. W Europie ludzie bardzo rzadko łapią tę chorobę. A jak już się zdarzy taki przypadek, to zwykle jest importowany z Azji czy Afryki. Szczepimy psy, często koty, a do dzikich zwierząt się raczej i tak nie zbliżamy. Warto uważać i uczyć dzieci, ale po co ta panika.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Amper80
+1 / 1

"Lepiej zapewnić pociechy, że wystarczy nałożyć na ranę maść i samo przejdzie" Serio!!??? A później zastrzyki, "oj kochanie, nie wiedziałam/łem".

Odpowiedz Komentuj obrazkiem