Demotywatory.pl

Pokaż panel
Szukaj
+
578 608
-

Komentarze


Dodaj nowy komentarz Zamknij Dodaj obrazek
E edls
+24 / 30

Niestety dzisiaj ludzie są bardziej omamieni przez takich Ziębów. Zastanawiam się gdzie jest prawo, przecież tacy Ziębowie zabijają ludzi swoimi głupotami. Tym bardziej że to nie ma wykształcenia medycznego czy pokrewnego z medycznym.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
W warszawiaczanka
+15 / 25

@edls Prawo nie może zakazać gadania głupot ani w nie wierzyć. Jeśli ktoś w swojej naiwności idzie się leczyć do osoby o niezweryfikowanej wiedzy to jest tylko i wyłącznie jego wina. Zastanawiam się tylko, dlaczego po tylu latach edukacji ludzie są w stanie uwierzyć w altmedowe bzdury?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar y0u
+1 / 9

@edls ja tam się cieszę z istnienia takich ludzi, popatrz na najważniejszy plus o nazwie "selekcja naturalna".
@rafik54321 znam kilku niezłych "konowałów", nawet miałem "przyjemność" się u nich leczyć przez krótki czas. Najczęściej kończyło się zmianą lekarza na innego, który kosztował mnie w sumie tyle samo, z jedną różnicą chodziłem do niego raz na pół roku (bo raz, że nie bywał zbyt często w moim mieście, a dwa sam uważał, że nie ma takiej potrzeby), albo jeśli kończyło się na publicznej służbie zdrowia, to leciałem do innego szpitala (akurat w tym przypadku chodziło o szybszy termin badania MR, prawdopodobnie tylko to mnie uratowało przed niedzielnymi chirurgami). Prawda o naszej służbie zdrowia jest niestety inna niż niedofinansowanie (chociaż jest to również problemem, ale nie takim wielkim), główny problem to zbyt duże ryzyko trafienia na wariata, który uważa, że po studiach i stażu, to on dorównuje pod każdym względem lekarzowi, który przepracował w zawodzie 30 lat i ciągle poszerzał swoją wiedzę.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 20 czerwca 2021 o 18:43

K katem
-3 / 7

@warszawiaczanka To wcale nie jest takie oczywiste. Bo czemu ludzie nie wierzą oficjalnej medycynie ? Mam wrażenie, że to w dużej mierze są ci, którzy stracili nadzieję, że medycyna im pomoże. Są traktowani lekceważąco przez lekarzy, trudno się dostać do specjalisty, i parę innych grzechów naszej „służby zdrowia”.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P pietro6972
+1 / 5

@edls To tak jak ze szczepieniem p/covid. Ludzie naczytają się głupot i się nie szczepią.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Prally
+1 / 1

@warszawiaczanka Bo zwyczajnie nie uważają na lekcjach. Pamiętam bardzo dobrze lekcje biologii w szkole podstawowej. Było wszystko, o układzie immunologicznym, o szczepionkach, o zdrowym żywieniu... Nawet wypisywaliśmy procesy wyzwalające energię w mitchondrium.

O ciąży też wszystko było, a taki "Ponton" mówi że większość nastolatków nie wie jak zachodzi się w ciążę.
Nie wiedzą bo nie uważają na lekcji, i tyle.

A ta kretynka, bardzo dobrze że się załatwiła. Ziębów powinno być nie mniej, WIĘCEJ! Zaoszczędzimy miliardy zł na leczeniu i jeszcze nie kiwając palcem, usuniemy idiotów z populacji.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
R rafal199
+5 / 13

Ludzi to porąbało. Chcą na siłę dorosłych ludzi wbrew ich woli ratować. Jak ktoś jest dorosły to robi co chce i jak coś to za swoją głupotę zapłaci.
Jak tak dalej pójdzie to na autostradach będą progi zwalniające bo przecież trzeba chronić tych co jadą pod prąd.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar rafik54321
+5 / 13

Akurat Zięba to (delikatnie mówiąc) niekompetentny człowiek. Jednakże wśród konwencjonalnych lekarzy, podobnych konowałów nie brakuje.
Przykład.
Moja babcia. Kobieta po 80tce, więc wiadomo, że nie wszystko gra jak powinno. Nietrzymanie moczu (i naturalnie szereg innych chorób typowych dla emeryta), więc nosi pieluchomajtki :/ .
Babcia skarżyła się na pieczenie z okolic intymnych. Poszła do lekarza. Lekarz dał tabletki dopochwowe, bez rezultatu. Sam dałem mojej babci sudocrem (krem hipoalergiczny stosowany u np niemowląt na odparzenia). Cyk na drugi dzień już czuła się lepiej :/ .
Sorka, ale dla mnie jest to oczywiste, że jak ktoś nosi pieluchomajtki i ma nietrzymanie moczu, to suchość, pieczenie, może wynikać wyłącznie z odparzenia, a wtedy leki są bez sensu. Tym bardziej u emeryta który i tak bierze już wagon tabletek na wszystko :( .
Serio taką zagadką dla lekarza było zalecić durny krem dla niemowląt? No jprdl.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Y yankers
+5 / 9

@rafik54321 On jest kompetentny ale w swoim zawodzie (serio, pod tym względem dość mądry jest) .
No i pamiętaj to dohtor.

Ja od prawie 30 lat a dokładnie od 27 lat mam styczność z lekarzami przez około 120 dni w roku, tyle spędzam w szpitalach. Trafiałem na różnych. Konował konowała konowałem poganiał ale byli też normalni lekarze, chcący pomóc, na szczęście ci przeważali. Dzisiaj jest zdecydowanie lepiej niż kiedyś.
Jak to 14 albo 15 lat temu powiedział mi Ś.P. lekarz, mój ortopeda, "tym debilom się nie chce, widzą listę twoich chorób i zrobią wszystko żeby pozbyć się ciebie jak najszybciej z gabinetu" (jestem po wypadku w pracy, hak rusztowania w ścianie nie wytrzymał i te przez wiatr odkleiło się od ściany a ja byłem na wysokości 7 piętra, nie dość że spadłem to na mnie poleciało jeszcze 6 poziomów rusztowania, około 8 ton żelastwa).

Jaki lekarz mi najbardziej zapadł w pamięć?? Lekarz POZ do którego należała moja babcia. Miała wtedy 63 lata, ja ledwo 22, moja babcia zachorowała na nowotwór. Najpierw przez pół roku widzieliśmy jak powoli gaśnie, lekarz leczył ją na wrzody żołądka, gdy trafiła do szpitala moja matka w tym dniu przyszła zapłakana, diagnoza? Zaawansowany nowotwór wątroby z przerzutami na jelita, żołądek i nerki. Czyli już zero szans. Nowotwór był wyczuwalny przez skórę. Zmarła 2 tygodnie później, nie podawali jej nawet chemioterapii bo uznali to za bezsensowne, to była tylko walka o w miarę godne i jak najmniej bolesne odejście.
Poszliśmy z matką do lekarza POZ mojej babci żeby zapytać się go czemu leczył ją na wrzody żołądka i poinformować go o stanie mojej babci.
Z rozbrajającą szczerością wypalił "wiedziałem od prawie roku że ma raka", czyli zanim jeszcze zaczął leczyć na wrzody, wtedy tylko wmawiał że to niestrawność. TPrzez debila poszedłem siedzieć na rok do więzienia, bo gdy to usłyszałem, wstałem chwyciłem krzesło i po prostu zacząłem go bezmyślnie obkładać. Dopiero po kilku minutach po tym jak przyjechała policja byli w stanie mnie od niego odciągnąć. Miał szczęście że nie było zbytnio miejsca aby dobrze się zamachnąć czy to ręką czy nogą, bo zabił bym gnoja a poszedł siedzieć jak za człowieka, no ale sąd na szczęście wklepał mi pobicie pod wpływem wysokich emocji, co skróciło mi wyrok. W ogóle nie myślałem. Na dzisiejsze pieniądze zapłaciłem około 20 tys odszkodowania. Złamałem mu rękę, nos, żuchwę, wybiłem kilka zębów, złamałem kilka żeber, do tego jeszcze obojczyk i oszpeciłem do końca życia bo rozciąłem skórę na twarzy. Na szczęście kilka lat później zdechł na nowotwór, mam tylko nadzieję że cierpiał.
Pomimo tego nigdy nie zacząłem negować medycyny, tysięcy lat nauki. Miałem sporo jazd z lekarzami ale jakby nie patrzeć, nadal wierzę im. Choć przez te wszystkie lata sam lekko edukowałem się w kierunku schorzeń które mam, przeczytałem setki o ile nie tysiące prac naukowych, setki książek, to i tak uważam że jestem głupszy w tej kwestii niż lekarz. Nie wiem, może to przez to że sam mam na koncie kilkadziesiąt prac naukowych, doktorat z inżynierii, przepracowane kilka lat na uczelni jako pracownik naukowy i po prostu wiem że nic nie zastąpi doświadczenia i konkretnej oraz rozległej wiedzy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 6 razy. Ostatnia modyfikacja: 20 czerwca 2021 o 22:32

Y yankers
+2 / 2

@rafik54321 Ale zastanówmy się też co mamy. Lekarz ma 15-20 minut na pacjenta i 10 minut na papierologię związaną z wizytą. W tym czasie musi zaznajomić się z jego stanem zdrowia i trafić w terapię.
Gdyby ktoś przyszedł do mnie i rzucił na stół plan budowy oraz powiedział żebym w 20 minut sprawdził czy ma wady, to bym go po prostu wyśmiał. A tu mówimy o ludzkim zdrowiu i życiu, o czymś cholernie skomplikowanym.
Co do najprostszych terapii. Rozmawiałem z wieloma lekarzami i wychodzą z założenia że pacjent przed wizytą leczył się na własną rękę dostępnymi środkami, bo tak robią prawie wszyscy, oczywiście nie mówiąc o tym później lekarzowi. Potrafią podobno też leczyć się u kilku lekarzy jednocześnie i nie informować żadnego o tym że leczą się też u innego lekarza na inne schorzenie, bo po co ortopeda ma wiedzieć o leczeniu neurologicznym. To samo jest podobno z leczeniem i dodatkowym żarciem suplementów i leków przez pacjenta o czym lekarz nie wie :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 2 razy. Ostatnia modyfikacja: 20 czerwca 2021 o 22:49

avatar rafik54321
+1 / 3

@yankers oczywiście że lekarz pierwszego kontaktu, jest nastawiony "na szybkość obsługi". To jestem w stanie zrozumieć. Bo do takiego lekarza zwykle przychodzą ludzie z "drobiazgami". Tu grypka, tam coś sobie złamał, zwichnął, stłukł. Tu zjadł starego kebsa i brzuch boli. Takie pierdołki.
Ok. Tylko że np 1 na 100, przyjdzie z faktycznym, poważnym problemem. Wczesnymi oznakami dajmy na to, raka. I ten lekarz raczej powinien to rozpoznać (nie, co to konkretnie za problem, ale to, że nie jest to szablonowy "drobiazg" i trzeba się temu konkretniej przyjrzeć).

Przykład.
Kiedyś w pracy, szarpnąłem do podniesienia ciężką skrzynię. Dobre 60kg. Nagle masakrycznie bardzo zabolało mnie ramię. Ledwo mogłem ręką ruszać. Powód jest oczywisty, ale sposób leczenia?
Poszedłem do lekarza, obejrzał, pomacał ramię, altacet, tydzień L4 i czapka. Po tygodniu ramię dalej mnie napierniczało. Miałem znów iść do lekarza, ale wpadł do mnie kumpel fizjoterapeuta. Obejrzał, pomacał ramię, diagnoza - naderwane ścięgno mięśnia i skurcz.
Zrobił mi masaż (bolał jak diabli), ale poprawa była natychmiastowa. Po 2 dniach, ból minął. Jedynie kumpel kazał mi oszczędzać ramię, aby miało czas się zrosnąć. Do dziś jest cacy.
Rozumiem że lekarz (zwłaszcza pierwszego kontaktu) nie umiałby wykonać odpowiedniego masażu. Jednakże rozpoznać skurcz mięśnia i naderwane ścięgno raczej już powinien :/ .

Podobnych przykładów niekompetencji lekarzy mógłbym walić jak z rękawa ;( .
Póki co, znam tylko jednego lekarza na NFZ który zna się na robocie. Dr Kania (przyjmuje w Toruniu w przychodni Medica), ale przyjmuje wyłącznie dzieci. Cała reszta na NFZ to konowały (przynajmniej wg mojego doświadczenia).
Poza tym teraz mamy te elektroniczne karty pacjenta, to od razu mają co który pacjent przyjmuje.

Zresztą, drugi przykład.
Pewnego pięknego dnia, zacząłem pluć krwią. Ilość dość znacząca. Tak pi razy oko, kieliszek wódki na raz). Więc sprawa dość poważna.
Idę do lekarza, zajrzał mi w pysk, diagnoza - nie wiem. Serio. Coś takiego usłyszałem. Lekarz, nie potrafił stwierdzić przyczyny, więc zaniechał działań.
Dopiero wtedy sam zasugerowałem, że być może, związek z tym może mieć moje ówczesne zajęcie - praca na galwanizacji przy kwasach, cyjankach itp.
Dopiero wtedy lekarz, łaskawie, zalecił badania krwi, toksykologię, testy wątrobowe itp.
Stężenie cyjanków we krwi miałem 3krotnie przekroczone ;( , a pomimo to prawidłową morfologię, lekarz był w szoku.
I rozumiem, że ciężko skojarzyć plucie krwią z zatruciem cyjankami, ALE, pytanie o np pracę powinno być standardowe, zwłaszcza jeśli powód choroby nie jest oczywisty.

Serio, jak chcesz więcej historii z NFZ to wal na prywatną wiadomość ;) . Mam tego od zajumania.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Y yankers
+2 / 2

@rafik54321 Co do historii z NFZ, sam mam tyle przejść że mógłbym napisać ładnych kilka książek o zabarwieniu dramatyczno-komediowym :)

Miałem podobny przypadek jak Twój nr. 1. W trakcie rehabilitacji standardowo pionizowałem się (od wypadku na wózku ale dzięki fizjoterapii dzisiaj dam radę przejść cały pokój, potem jednak muszę sobie aplikować przeciwbólowe bo można się zesrać), tyle że postawiłem źle stopę, nagle poczułem cholernie mocny ból w nodze. Rehabilitant z którym ćwiczyłem już kilka lat kazał mi od razu podjechać z tym na pogotowie jako z urazem. Szybka diagnoza po 4 godzinach w kolejce, to tylko stłuczenie, choć o nic nie uderzyłem a na udzie pojawił się siniak wielkości dwóch dłoni. Leczenie to nieprzeciążanie nogi przez kilka dni. Zero badań typu USG czy RTG, jedynie podotykał i poruszał nogą której prawie w ogóle nie czułem wtedy, stwierdził że jak nie zwijam się z bólu to jest ok. No nic, pokazałem rehabilitantowi wypis, popatrzał na wypis potem na nogę potem jeszcze raz na wypis i kazał mi poczekać potem pójść na wizytę kontrolną za 3 dni. Poszedłem, od lekarza usłyszałem coś w stylu że on krwiaków nie leczy. Następnego dnia rehabilitant kazał mi pójść do konkretnego ortopedy i nie narzekać że muszę jechać 200 km, doktor Stroka z Raciborza, ortopeda. Konkretny gość. Jak tylko zdjąłem spodnie powiedział że to jest zerwanie mięśnia dwugłowego uda, nawet nie dotykał. Trochę mnie to zdziwiło ale potem zrobił mi dwa razy USG a na koniec zalecił dla pewności MRI bo nie był w 100% przekonany czy całkowite czy częściowe. Wizyty które trwały prawie godzinę miałem co 2 tygodnie bo chciał kontrolować przebieg leczenia, bo to jednak była noga ze sporym zanikiem mięśni a i ja cały czas siedziałem. Po jakichś 4 miesiącach jak nowonarodzony bo diagnoza była poprawna a i leczenie konkretne, potem tylko kilka wizyt kontrolnych i zalecenia dla fizjoterapeuty. Leczenie prywatnie choć po dwóch wizytach prywatnych potem były już wizyty na NFZ bo udało mi się "zmusić" lekarza POZ do wypisania skierowania do ortopedy na NFZ, nie był chętny bo opierał się na wypisie z pogotowia że to tylko stłuczenie. To był lekarz który po miesiącu sam do mnie zadzwonił i pytał się jak to wygląda i czy goi się tak jak było w planach. Na szczęście od kilku lat nie potrzebuję jego pomocy ale teraz nawet jak bym miał wypadek to idę do niego prywatnie, choćbym miał uciec z SOR :)

Naprawdę są lekarze i lekarze. Po tylu przygodach wiem jedno, tych z powołania jest tyle samo co konowałów a reszta czyli około połowa to tacy przeciętniacy bez podejścia do człowieka, znają się na swoim fachu ale potrafią łatwo zniechęcić do siebie kogoś i podchodzą do tego "to ja tu jestem lekarzem i nie próbuj nawet nic sugerować", co niestety często prowadzi do chybionych diagnoz.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 3 razy. Ostatnia modyfikacja: 21 czerwca 2021 o 4:13

avatar rafik54321
0 / 0

jak lekarz myli stluczenie z zerwaniem miesnia to sie nie zna na swojej robocie. To tak jakby pomylil omdlenie ze zgonem.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Albert_Einstein_na_wakacjach
+1 / 1

@yankers Poważnie go Pan obił krzesłem? Wyobrażam sobie Pańskie wzburzenie, tylko roku troszkę szkoda. Sporo.
Z rusztowanie miał Pan ogromne szczęście w całym tym pechu. Zdrowia życzę.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Prally
0 / 0

@yankers Pewnie wiedział że babcia i tak by nie wyżyła i chciał wszystkim oszczędzić długiej rozpaczy.
Rozmawiałeś z onkologiem o tym?

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Prally
0 / 0

@rafik54321 Po pierwsze nie ma weryfikacji. Po drugie, wielu lekarzy ma podejście że poszli na medycynę żeby zarobić, a że zarabiają dobrze, ale nie ma co porównywać z kolegami z Zachodu, i jest problem z tym żeby mieć kilka razy w roku luksusowe wakacje i zawsze nowego Merola, to są tacy którzy biorą tyle etatów że w pracy są ledwie przytomni, byle kasa się zgadzała.

Gdzie kontrola jakości, gdzie "tajemniczy klient", gdzie audyt zewnętrzny? Nie ma tego u lekarzy z trzech powodów:
1. Nikt o tym nie pomyślał.
2. Nie ma na to pieniędzy
3. Gdyby tak zrobiono to przy obecnych zarobkach zaraz wszyscy lekarze poniżej 55 roku życia by uciekli na Zachód.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Y yankers
0 / 0

@rafik54321 No pomylił, diagnozę oparł na tym że przy zerwaniu mięśnia podczas ruchu wyłbym z bólu, nie uwzględnił tylko że jestem na wózku i prawie nie mam czucia w nodze o czym wiedział bo nie dość że mówiłem pełną listę tego co mi jest, zresztą jak zawsze, to daje też stertę wypisów na których wszystko jest opisane.
No to był książkowy przykład konowała.

@Albert_Einstein_na_wakacjach Dziękuję i tylko nie pan a tym bardziej Pan, wiek to tylko data w kalendarzu :P
Poważnie obiłem go krzesłem, jako że te wreszcie pękło to zacząłem używać pięści. To były wczesne lata 90-te więc krzesła były drewniane w gabinetach.

@Prally Jasne że najpierw była rozmowa z onkologiem o rokowaniach, leczeniu itd. Niestety ja musiałem ją odbyć bo moja matka zdeczka siadła psychicznie w tamtym dniu.
Rokowania były zerowe ale gdyby trafiła do szpitala pół roku wcześniej to było podobno ponad 50% szans na wyleczenie, walnął wyższą liczbą ale nie pamiętam jej dokładnie. Moja babcia była wcześniej leczona tylko z powodu woli olbrzymich tarczycy (nawet ja mam wycięte tarczyce, taka rodzinna przypadłość, cała rodzinka miała chorą tarczycę), była pod stałą opieką endokrynologa i aplikacja hormonów ustabilizowała wszystko bo nie wpadała okresowo ani w nadczynność ani niedoczynność, co często zdarza się po resekcji tarczycy i przytarczyczek. Nic innego jej nie dolegało. Lekarz POZ pozwany do sądu, biegły też potwierdził że było bardzo duże prawdopodobieństwo wyleczenia i doprowadzenia do remisji więc powinno być zastosowane.
Więc chyba słusznie dałem mu w mordę :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 5 razy. Ostatnia modyfikacja: 22 czerwca 2021 o 2:57

avatar rafik54321
-1 / 1

@Prally czyli sugerujesz że lekarze są idiotami? Uczył się na medycynę i WIEDZIAŁ jakie są warunki w NFZ, bo przecież to fakty powszechnie znane. I nagle zaskoczony że słabo zarabia? Nie kupuję tego. To tak jakby też nauczyciel był zdziwiony że zarabia tak a nie inaczej :/ .

W Polsce wszyscy zarabiają około 2 razy mniej niż powinni. I taka jest prawda. Nie tylko "biedni" lekarze.

A sednem jest właśnie to, że w Polsce są drastycznie zbyt wysokie podatki.

@yankers Lekarze uwielbiają pomijać pewne "niewygodne" aspekty. Podobnie kiedyś miałem wrastający paznokieć u stopy. W zasadzie - no drobiazg. Boli, ale w sumie rzecz niegroźna.
I tak poszedłem do chirurga na NFZ, wyciął, po pół roku, nawrót. Poszedłem do drugiego - ściągnięcie (tj wyrwanie) paznokcia. Pół roku, nawrót. Trzecie podejście i to samo.
W końcu poszedłem prywatnie do centrum chirurgii, sprawę załatwiał onkolog (to miał napisane na plakietce). Wyciął paznokieć zupełnie inaczej niż poprzednicy, jakoś go "zagiął", tak że wyrastał do góry, zawijał się jak haczyk. Od prawie 10 lat mam spokój.
I niech mi ktoś wytłumaczy, co takiego zrobił ten lekarz prywatnie, czego nie mógł zrobić lekarz na NFZ. Ba, prywatnie nawet użył mniej sprzętu. Bo użył tylko skalpela, szczypiec, wacików i bandaża. No i znieczulenia rzecz jasna.

I w zasadzie, wg mnie, ten 3ci lekarz na NFZ, to już powinien mnie skierować np do chirurga plastyka, skoro "zwykłe wycięcie" nie ogarnia tematu :/ .

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Prally
0 / 0

@rafik54321
"czyli sugerujesz że lekarze są idiotami?" - Nie sugeruję że lekarze są idiotami. Chociaż, studia medyczne polegają w przeważającej części na zakuwaniu potwornych ilości informacji, co predestynuje ludzi z doskonałą pamięcią i łatwością zapamiętywania, A u większości ludzi występuje albo dobra pamięć, albo dobra inteligencja. Bardzo rzadko zdarza się żeby ktoś miał obie te cechy. Z reguły jedna zaleta, kompensuje wadę.
Nie tylko medycyny to dotyka. Na jednym z moich kierunków, najlepsze oceny mieli najgorsi idioci, bo mieli lepsze magnetofony w głowach.

"Uczył się na medycynę i WIEDZIAŁ jakie są warunki w NFZ, bo przecież to fakty powszechnie znane. I nagle zaskoczony że słabo zarabia?"

A czy ja coś takiego powiedziałem? Nie, powiedziałem tylko że lekarze często idą na medycynę dla pieniędzy. W każdych czasach lekarz zarabia stosunkowo dobrze, a że my jak cały Zachód mamy konskupcjonistyczne podejście do życia, i jeszcze historia tak nas ukształtowała że zawsze porównujemy się do Zachodu, a nie do Wschodu, to zawsze nam mało.

Można by problem ugryźć z drugiej strony, np. zakazać lekarzom pracowania więcej niż 40h w tygodniu, tylko że to ani nie rozwiąże problemu wizyt prywatnych, poszerzy jedynie szarą strefę, z drugiej pogorszyło i tak już tragiczną sytuację z niedoborem leakrzy, po trzecie, jeszcze bardziej przyspieszyło by emigrację zarobkową.

"To tak jakby też nauczyciel był zdziwiony że zarabia tak a nie inaczej :/ ."
Nauczyciel akurat ma prawo być zdziwiony, bo w latach 90 nauczyciele zarabiali jeszcze w miarę przyzwoicie. Dopiero nieadekwatne rewaloryzacje zrobiły z nich dziadów i ofermy.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 23 czerwca 2021 o 16:18

avatar rafik54321
0 / 0

@Prally @Prally a czemu nie jedno i drugie? Mi kucie na blachę nie idzie, ale jeśli rozumiem materiał, to chłonę go jak gąbka wodę.
Wtedy tworzy się "sieć wiedzy" która jest użyteczna i efektywna.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Pomylilem_Strony
+3 / 7

OK, zdziwił mnie ten wpis pod wieloma względami, dlatego zadam kilka pytań jako kompletny laik. Być może są to głupie pytania, nie wiem nigdy nie miałem styczności z oddziałami onkologicznymi. Od kiedy ratownicy przypisani są do oddziałów onkologicznych? Do oddziałów ratunkowych to owszem słyszałem (tylko gość mówi "mój oddział", no chyba, że ktoś mu zdradził tajemnicę lekarską). Skoro ktoś odmówił leczenia to czemu został przyjęty na oddział? (jest jakiś przymus, przyjeżdżają z policją?) Oddziały są przeładowane i "dopchać się" osobie chętnej jest ciężko. Skąd ratownik wiedział o "klinice" i jej cenach, skoro kobieta nie chciała nawet przyjąć leków przeciwbólowych? Przedstawiona osoba skrajnie nie ufa medykom. Czy można zmusić do kkcz? Bo jeżeli to nie, to świadczy o tym, że jednak niektóre procedury kobieta chciała przyjmować, a nie odmawia nawet "posiłków". Oczywiście nie jestem zwolennikiem Zieby, ale żeby tak skrajnie kłamstwa wciskać ludziom, żeby kogoś zdyskredytować to słabo. Mamy tutaj jednocześnie kogoś kto przychodzi do szpitala, ale odmawia nawet posiłków. Lekarze "trzymają pacjenta", który odmawia leczenia (w praktyce nawet chorych wypisują, jak tylko wmówią pacjentowi, że wszystko OK i mają w razie czego papier). Ściema jakich mało.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 20 czerwca 2021 o 18:05

P pejter
+1 / 5

@Pomylilem_Strony Średnio się znam, zwróć uwagę, że teraz jest ratownikiem, wcześniej mógł pełnić inną funkcję, przyjęcie na oddział jeszcze nie oznacza zgody na wszystkie zabiegi, przecież zawsze pacjent musi podpisać zgodę na operację mimo, że jest już na oddziale. mogli ją przyjmować jak była nieprzytomna, mogła sama opowiadać o tym, jak się leczyła, ale też wpis może i tak być fejkiem.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
E edls
+2 / 2

Przypisani są od wtedy kiedy np. Brakuje pielęgniarek, bo mój kolega ratownik pracuje w oddziale szpitalnym. To nie działa tak, że ktoś nie chce i dostaje kopa i wypad, personel stara się przekonać ludzi. Tak. Było z moją babcia i uratowali jej życie, bo też nie chciała. Później im dziękowała i tak to wygląda, a ludzie są różni.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Y yankers
+1 / 5

@Pomylilem_Strony
"Od kiedy ratownicy przypisani są do oddziałów onkologicznych? Do oddziałów ratunkowych to owszem słyszałem (tylko gość mówi "mój oddział", no chyba, że ktoś mu zdradził tajemnicę lekarską)" - SOR to oddział, tak samo OIOM, tam najczęściej pracują ratownicy medyczni. Często też pracują na zwykłych oddziałach gdy brakuje pielęgniarek. Nie ma ani słowa o tym że to oddział onkologiczny. Opis wskazuje na ciężki stan, więc mogła trafić na SOR.

"Skoro ktoś odmówił leczenia to czemu został przyjęty na oddział? (jest jakiś przymus, przyjeżdżają z policją?)" - Jak zabrała ją karetka i ona nie wyrażała wtedy sprzeciwu lub jej stan nie pozwalał na podejmowanie decyzji (niepotrzymna, ględząca itp.) to wtedy trafia na SOR lub IP jeśli szpital nie posiada SOR. Odmowa przyjęcia leków lub odmowa przyjęcia sposobu leczenia nie jest jednoznaczna z wypisaniem, musiałaby poprosić wprost o wypis na żądanie.

"Lekarze "trzymają pacjenta", który odmawia leczenia (w praktyce nawet chorych wypisują, jak tylko wmówią pacjentowi, że wszystko OK i mają w razie czego papier)" - Są lekarze i lekarze, niektórzy potrafią na siłę trzymać pacjenta aby go jednak przekonać do leczenia, bo chcą mu pomóc.

"Oddziały są przeładowane i "dopchać się" osobie chętnej jest ciężko." - Na onkologię nie aż tak ciężko, decyduje stan i wiek. Zresztą ciężko jest dopchać się tylko na skierowanie, jak jesteś na SOR lub OIOM to masz gwarantowane przyjęcie na oddział jeśli stan zdrowia tego wymaga i nie wyrażasz sprzeciwu, właśnie dlatego oddziały mają puste łóżka, są one zarezerwowane dla nagłych przypadków. Czasami też zdarza się że pacjenci leżą na korytarzu bo przyjęli max ze skierowań a potem była jakaś krótkotrwała fala gdy przywożono im pacjenta za pacjentem :)

"Skąd ratownik wiedział o "klinice" i jej cenach, skoro kobieta nie chciała nawet przyjąć leków przeciwbólowych? Przedstawiona osoba skrajnie nie ufa medykom" - Ludzie są dość wylewni a lekarze i ratownicy zawsze wypytują o wcześniejsze leczenie, ciągną temat jak się tylko da.

"Czy można zmusić do kkcz?" - Spadek hemoglobiny mógł doprowadzić do utraty przytomności itp. W przypadku bezpośredniego zagrożenia życia nikt nikogo o nic nie będzie pytać. Chyba że niektóre formy leczenia przyjmowała, sugerowałby to tekst o tym że następnego dnia powiedziała im że są konowałami i jej nie pomogą :)

"Mamy tutaj jednocześnie kogoś kto przychodzi do szpitala, ale odmawia nawet posiłków" - Ja w szpitalach przez ostatnie 27 lat spędziłem kilkadziesiąt miesięcy, za każdym razem odmawiając posiłków, bo w szpitalu coś takiego jak restrykcyjna dieta bezglutenowa (z wyłączeniem kilku produktów bezglutenowych na które jestem uczulony) przystosowana dla cukrzyków nie istnieje. No ale nie neguję sposobów leczenia :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 2 razy. Ostatnia modyfikacja: 20 czerwca 2021 o 21:57

P pejter
-2 / 12

Skąd pewność, że akademickie specyfiki by pomogły? Ludzie leczeni zgodnie z procedurami umierają i wtedy nikt nie krzyczy, że chemia kogoś zabiła.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Y yankers
+5 / 9

@pejter Czy Ty siebie słyszysz???
Skąd pewność że by pomogły? Bo pomagają większości, co też nie znaczy że wszystkim, za to witaminy (które w nadmiarze zabijają) jeszcze nikomu nie pomogły (zero udowodnionych i w pełni opisanych przypadków wyleczenia witaminami w przypadku nowotworu).

Zrozum że nie wszystkim da się pomóc. Niektórzy też stosują leczenie od kilku lekarzy jednocześnie nie mówiąc żadnemu że leczą się dodatkowo u innego. Niektórzy chodzą do lekarza i poza jego wiedzą łykają dodatkowe pigułki, najczęściej suplementy diety które nie podlegają żadnej kontroli a ilości substancji czynnych są w nich śladowe :)

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P pejter
-4 / 4

@yankers Wiem, że nie każdego da się uratować, jednak chemio czy radioterapia skutkuje krótszym czasem przeżycia w porównaniu do metody operacyjnej. Każdy przypadek jest indywidualny i każdy inaczej reaguje na poszczególną metodę leczenia. Problemem jest tutaj nastawienie, że coś jest albo tylko złe albo tylko dobre, wszystko ma wady i zalety, ja bym zaczął od metod mniej inwazyjnych, a gdy nie przyniosłyby skutku, wtedy leczenie onkologiczne Kolejny problem to pseudosuple i dziwne metody które w ogóle ne działają, a rozpoznać je można, po tym że są drogie

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
A Albert_Einstein_na_wakacjach
+1 / 1

@pejter
"ja bym zaczął od metod mniej inwazyjnych, a gdy nie przyniosłyby skutku, wtedy leczenie onkologiczne" - Trzeba sobie zdać sprawę jak złożony i obszerny to temat i ile lekarz onkolog musi wiedzieć. Jak długo trwa jego edukacja. Następnie warto odpowiedzieć sobie na pytanie, na jakiej podstawie Ty najpierw byś coś tam, a następnie coś tam.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar Wertyko
+1 / 1

@pejter
Medycyna kolego, nie działa jak matematyka. Czasem 2+2 wyjdzie Ci 4. Jest dużo zmiennych, badania wykluczają diagnozy, do momentu, aż Ci wyjdzie jedna opcja. Leczenie działa tak samo. Każda czynność medyczna jest obciążona możliwymi powikłaniami. Co jest najważniejsze? Korzyści, przeważają ryzyko. A to, że ludzie umierają, pomimo kuracji? Normalne. Nie każdemu da się pomóc, nie każdy zareaguje na leczenie, czasem leczenie tylko odwleka nieuniknione. Przykładów jest multum.
Wiadomo, niektórzy w obliczu utraty zdrowia i życia próbują, czego się da. Normalne. Ale czasem jest to na granicy absurdu. Przykład? 4 latek najechany samochodem. Czaszka rozszczelniona, mózgowie widoczne, RKO w toku (prowadzą świadkowie). I teraz wchodzimy my. Przejmujemy czynności, lekarz ocenia sytuację i stwierdza: "Niestety..." A rodzice: "Nie chce wam się! Pomóżcie mu! Zabierzcie go na operację! Niech włożą mózg do środka!" Ale nic to nie da. Uszkodzenia są potworne, utrata krwi spora... Rozumiem ludzi i to, że każdy ma nadzieję, że się obudzi, że jednak da się coś zrobić. I jak wiele razy wspominałem: chciałbym mieć taką możliwość. Powiedzieć: "Wstań i żyj." Ale niestety, niektórym tragediom już nie zapobiegniemy.
I tu podejrzewam kolego, nie będziesz krzyczał: "Defibrylacja go zabiła! Konowały uśmierciły go chemią! Mordercy!" Bo są sytuacje beznadziejne. Czasem ktoś za długo czekał i diagnoza przyszła za późno. A nie będzie Ci nikt podawał leków i liczył, że pomogą...

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P pejter
-1 / 1

@Wertyko Racja, ważne, żeby nie zamykać się na jedną metodę, odrzucając inne.Słyszałem, że dzieci na onkologii jedzą makdonaldy, kokokole i parówki, bo przyjmują leczenie, więc dieta nie jest ważna. Nie można też polegać na suplach gdy potrzebna jest operacja, czy właśnie w przypadku ciężkiego urazu. Lekarze jednak często decydują się na radykalne metody, są osoby, które uniknęły amputacji gnijącej nogi po zastosowaniu alternatywnych metod.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Prally
0 / 0

@pejter "chemio czy radioterapia skutkuje krótszym czasem przeżycia w porównaniu do metody operacyjnej"

Bo metodę operacyjną stosuje się głównie w stosunku do niezłośliwych guzów, ew. do nowotworów które są w jednym miejscu!
Jak masz przerzuty w kilku narządach albo chłoniaka, to nie wyleczysz tego inaczej jak chemią.
Radioterapię też stosuje się nie bez powodu, zwykle w takich przypadkach w których operacja byłaby bardzo ryzykowna itd.
Wszystko praktykowano, próbowano i nie rób z siebie eksperta którym nie jesteś.

Co do zmiennych, jest jeszcze jeden problem który zaburza obraz; wystarczy że pacjenta po chemii wypuści się do domu (częsta praktyka, bo brakuje funduszy i personelu żeby ich trzymać), i ten pacjent pod wpływem zaćmienia np. nie weźmie leku który miał wziąć, a rodzina nie dopilnuje i już masz zgon po chemii którego by nie było, gdyby tylko pacjent był zaopiekowany w szpitalu, a nie w swoim własnym domu.

"Lekarze jednak często decydują się na radykalne metody, są osoby, które uniknęły amputacji gnijącej nogi po zastosowaniu alternatywnych metod." - Chodzi raczej o to, że chirudzy, zwłaszcza kiedyś, chętnie amputowali ciężko uszkodzone kończyny, bo to dawało gwarancję przeżycia pacjenta. Wiele osób miało np. cieżkie wypadki miedy zalecano amputację dla bezpieczepieństwa, i to nie jakieś "alternatywne metody" pomogły, tylko po poskładaniu kości, pozszywaniu, podaniu antybiotyków, okazywało się że organizm jest na tyle silny że wytrzymał.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem

Zmodyfikowano 1 raz. Ostatnia modyfikacja: 15 lipca 2021 o 23:33

S Saset
+1 / 1

Jak dorośli Ludzie podchodzą do swojego zdrowia w ten sposób, to nie wnikam. Jednak jak słyszę o dzieciach, których rodzice nie szczepią, ze strachu przed alergiami a później Ci sami rodzice leczą dzieci z alergii lekami o niewiadomym składzie, to mnie rozwala. Dobrze, że w przypadku, który mam na myśli, wkroczyli dziadkowie. Dziecko miało już zakażone rany skóry i groziły mu w najlepszym przypadku blizny na całym ciele.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
Q Quant
0 / 2

Zięba wcale nie jest chory na umyśle. To wyrachowany cwaniak, który na swoim procederze zbił fortunę. Obłąkanego uzdrowiciela poznaje się po tym, że jest biedny i swoje praktyki uprawia za darmo, albo za symboliczną opłatą. Jeżeli natomiast pobiera kilka tysięcy zł. za tydzień swoich guseł, to na pewno nie jest stuknięty. Podły - owszem, ale nie stuknięty. Co do ich ofiar, to dopóki nie dotyczy to dzieci, to proponuję patrzeć na to jak na selekcję naturalną.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P Prally
0 / 0

@Quant Czy ja wiem, w zasadzie można by Ziębę uznać za wielkiego patriotę. Dzięki niemu NFZ oszczędza rocznie dziesiątki jak nie setki milionów zł na leczeniu bezwartościowego materiału ludzkiego, i jeszcze spada ilość debili w populacji.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
I Ichna
-2 / 2

ciekawe jaką to ofertę ma pan ratownik dla osoby z szeroko rozsianym procesem nowotworowym?

Pytam szczerze, przerobiłam raka w rodzinie 3x, ostatnio w 2013, może się coś dramatycznie pozmieniało od tego czasu?... bo dla nas nie mieli żadnej oferty oprócz odsyłania na kolejne konsultacje, a z całego procesu "leczenia" najmilej wspominam hospicjum....

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
P pawcio68
0 / 0

Ludzi truje się chemią z jedzenia, między innymi glifosatem a później gdy przez tą celowo dodawaną chemię gdy już mają raka to proponuje się chemię w ramach leczenia. Mało który lekarz mówi jaki wpływ na wystąpienie raka ma poziom witaminy D w organizmie, jakie ma być jego stężenie przed przystąpieniem do chemioterapii. Liczy się zysk, nie człowiek.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem
avatar BrickOfTheWall
0 / 0

To może brutalne i obrzydliwe ale taki Zięba to wprost idealny "reduktor ewolucyjny". Osoby o "specyficznym" sposobie rozumienia świata na własną prośbę redukują sobie szanse na przeżycie.
To takie praktycznie odwrócenie zasady "głupota nie boli" : "GŁUPOTA ZABIJA"

PS. A dla Zięby - honorowy medal im. Darwina.

Odpowiedz Komentuj obrazkiem